|
|
|
20 listopada, 2002

Witam Danusiu ( po dlugiej przerwie).! Jak zdrowie?
Przesylam pare detali o CD albumie " Woman o Woman" - Leslie L. Kot, Jacek
Krzaklewski & friends, ktory to ukaze sie w Szwecji za pare dni a mianowicie 2
grudnia br.
Pozdrawiam Cie oraz Czytelnikow Miasta Literatow 2000++ .
Leslie Kot
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
 
CD album ”WOMAN O WOMAN” - Leslie L. Kot with Jacek
Krzaklewski & friends
MAF RECORDS
CDLLKJK 105
Musicians ( from Poland, Sweden, Bulgarien
& USA ):
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg, Irene
Svensson, Julia Krzaklewska – backing vocals
Jerzy Kaczmarek – Hammond, piano, keybord
Suzana Janjic, Clas Olofsson, Bo Saf, Janusz
Konefal – guitars
Robert Sydlo, Tomasz Stanislawski – bass,
double-bass
Alexander Mrozek – steel guitar
Ewgienij Genew – accordion
Jacek Krzaklewski –el. guitar, ac.guitar,
slide guitar, banjo, balalaika, bass, Hammond, piano, keybords, drums,
programming…
Leslie L. Kot – vocal, el. and ac. guitars,
harmonica…
Recorded at the BLUESAW studio, Wroclaw,
Poland and MAF studio Örebro, Sweden 2002
Produced by Jacek Krzaklewski & Leslie L.
Kot
Choir arr. by Charlotte Ollward
Mixed and mastered by Jacek Krzaklewski
Cover designe & photos by Peter Källman
Contact:
Leslie Kot: phone/fax +46 (0)19-25 22 70 (pm),
mobil + 46 (0) 703 97 20 30, E-mail leslie.kot@swipnet.se
Jacek Krzaklewski E-mail jkrzak@box43.pl
1. FIVE PAST THE NIGHT (3:51)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg - backing
vocals
Robert Sydlo – bass
Jerzy Kaczmarek - Hammond
Jacek Krzaklewski –lead guitar, keybord,
programming
Leslie L. Kot – vocal, guitar
2. FRIENDSHIP (4:02)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Charlotte Ollward, Irene Svensson - backing
vocals
Jerzy Kaczmarek - piano
Jacek Krzaklewski – lead guitar, programming
Leslie L. Kot - vocal
3. GLITTERING STAR (4:59)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Jacek Krzaklewski – guitar, backing vocal,
programming
Leslie L. Kot- vocal
4. MY SWEAT (3:21)
Music & lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Suzana Janjic - guitar
Charlotte Ollward, Irene Svensson - backing
vocals
Jacek Krzaklewski - lead guitar, Hammond,
programming
Leslie L. Kot - vocal, guitar, bass
5. WEEKEND IS NEAR (4:31)
Music & lyrics Leslie L. Kot Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg - backing
vocals
Jerzy Kaczmarek - Hammond, strings
Jacek Krzaklewski - lead guitar, keybord,
programming
Leslie L. Kot - vocal, guitar
6. WOMAN O WOMAN (4:27)
Musik & lyrics - Leslie L. Kot Musicians:
Claes Olofsson, - lead guitar
Jacek Krzaklewski - Hammond, piano, drums
Leslie L. Kot - vocal, guitars, bass
7. CRAZY LINES (2:57)
Music - Bo Saf, Leslie L. Kot
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Julia Krzaklewska - additional vocal
Bo Saf – guitars
Alexander Mrozek – steel guitar
Tomasz Stanislawski - bass
Jacek Krzaklewski - Hammond, drums
Leslie L. Kot - vocal
8. ONCE MORE – BEFORE (3:47)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg - backing
vocals
Jacek Krzaklewski – lead guitar, banjo,
programming
Leslie L. Kot – vocal, harmonica
9. NOT ANYMORE (3:24)
Music - Janusz Konefal
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Irene Svensson - vocal
Janusz Konefal – guitar, programming Leslie L. Kot - vocal
10. THEN YOU DON´T (4:29)
Music - Jacek Krzaklewski & Leslie L. Kot
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Ewgienij Genew - accordion
Jacek Krzaklewski – lead guitar, programming
Leslie L. Kot - vocal
11. MOTHER EUROPE BLUES (3:33)
Music & lyrics – Leslie L. Kot
Musicians:
Ewgienij Genew – accordion
Robert Sydlo – double bass
Alexander Mrozek – steel guitar
Jacek Krzaklewski – balalaika, programming
Leslie L. Kot – vocal , guitar
12. CHRISTMAS IS HERE (2:42)
Music & Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Jacek Krzaklewski - lead guitar,keybord
Leslie L. Kot – vocal, guitar
|
|
12 listopada, 2002
Komunikat prasowy
III Salon Książki Polonijnej - Rzym 2002
19-ego października br. w audytorium Stacji Naukowej PAN w
Rzymie miał miejsce III Salon Książki Polonijnej. Organizatorem Salonu była
Agata KALINOWSKA-BOUVY, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy
i Tłumaczy w Europie – APAJTE z Paryża, przy współpracy Stacji Naukowej PAN w
Rzymie. Tak jak w poprzednich latach, na Salonie wystąpili polscy pisarze,
poeci, publicyści i redaktorzy mieszkający w różnych krajach świata, a także
oficyny wydawnicze. Łącznie w Rzymie zaprezentowano ponad 70 autorów z 12
krajów, dając możliwość wystawienia i promocji publikacji bez narzucania
jakichkolwiek ograniczeń. Obok rozpraw naukowych, dokumentacji, publicystyki,
podręczników wystawiane są poezje, wspomnienia, powieści, książki dla dzieci,
czy też książki o sporcie, przewodniki a nawet kalendarze i albumy, bo książka
polonijna, to książka autora Polaka zamieszkałego poza krajem, który pisze
bądź z racji swojego zawodu, bądź z osobistego zamiłowania do pióra i z
potrzeby serca. To książka pisana po polsku i w języku kraju emigracji autora.
Książka polonijna, to również książka autora Polaka poruszającego sprawy
rodaków na obczyznie.
O
ile dwa pierwsze Salony były praktycznie imprezą polonii europejskiej, w tym
roku zaznaczył się wzrost liczby uczestników z obu Ameryk. Ksiądz Antoni
Wróbel, przyjechał aż z Argentyny prezentując m.in. książki dotyczące polskich
misjonarzy w tym kraju. Również o pracy misyjnej, tym razem w Afryce,
traktowała książka zamieszkałego obecnie we Francji księdza Piotra
Andrzejewskiego. Nadal obecne wspomnienia związane z II wojną światową to
pamiętniki m.in. Leokadii Rowińskiej z U.S.A. oraz księdza Józefa Pielorza z
Belgii. W podobny wojenny temat, który z upływem czasu dochodził do
współczesności wprowadzała czytelnika ostatnia powieść Jerzego Krzyżanowskiego
z U.S.A. Wspomnienia lat szkolnych i studenckich to temat książki Bolesława
Farona z Polski. Natomiast refleksje i reportaże z życia na obczyźnie
prezentowali Wojciech Wierzewski z U.S.A. i Bogdan Gajewski z Kanady. Dużą
grupę stanowiły książki dokumentalne i historyczne, wśród autorów tego gatunku
można było spotkać m.in. Annę Nawrocki z Francji, Stanisława Rostworowskiego i
Barbarę Petrozolin-Skowrońską z Polski, Mariana Jaroszewicza-Bortnowskiego z
Belgii oraz z Włoch Barbarę Wojciechowską-Bianco i Jolantę Żurawską. Książkę
dokumentalną, tym razem traktującą o sprawach Polonii i śladach Polaków na
obczyźnie przybliżyli Maria Kalczyńska, Wiesława Piątkowska-Stepaniak, Anna
Śliz i Marek Szczerbiński, wszyscy z Polski, a także Danuta Piątkowska z U.S.A.
i Jan Ciechanowicz z Litwy. Nie o Polonii, a o Polsce, dokładniej o polskich
sanktuariach pisał w swojej publikacji Arno Giese z Niemiec. Z tematem
religijnym związana była również ciekawa praca zespołowa prezentowana przez
Annę Sak z Francji, w której autorzy zebrali blisko w stu wersjach językach
modlitwę „Ojcze nasz”. Problemami moralnymi i etycznymi zajmowali się m.in. w
swoich publikacjach ksiądz Ryszard Iwan z Niemiec i ksiądz Jan Śledzianowski z
Polski. Próbę naprawy świata i pohamowanie zbrodniczego postępowania człowieka
podejmuje Romulus Rexner z U.S.A. Reportaże wydarzeń współczesnych, to domena
książek Jerzego Rzeszuto z Polski, który prezentował też wydawane przez siebie
czasopisma. Książka to również tłumaczenia i takie prace przedstawił Bogdan
Piotrowski z Kolumbii, w których hiszpańskojęzycznemu czytelnikowi przybliża
kulturę polską. Na Salonie nie zabrakło poezji, m.in. antologię wierszy
związanych z wyspą Kapri przedstawił ksiądz Arkadiusz Nocoń z Włoch. Z poezją
można było spotkać się również na kartach książek Stanisława Gaczoła z Francji
i Leokadii Rowińskiej z U.S.A., a w świat wierszy dla dzieci wprowadziła
książka Agaty Kalinowskiej-Bouvy z Francji. Ciekawostkę stanowiły publikacje
Jerzego Konikowskiego z Niemiec traktujące o sportowych technikach szachowych.
Nie zabrakło też przewodników, jedną z pierwszych tego typu książek wydanych w
języku polskim o Rzymie przypomniał zwiedzającym Adama Broż oczywiście z Włoch.
Wśród wydawnictw obecnych
na tegorocznym Salonie, warto podkreślić m.in. reprezentowane przez księdza
Witolda Kowalowa z Ukrainy Wydawnictwo Wołanie z Wołynia, które eksponowało
ponad 30 tytułów. Bogatą kolekcję przywiozła do Rzymu Oficyna MJK Kucharski z
Polski, która m.in. wystawiła liczne publikacje Instytutu Biografistyki
Polonijnej z Paryża oraz wielu autorów indywidualnych zamieszkałych w różnych
krajach świata. Na wspólnym stoisku zgrupowały się prace wydane przez Fundację
Rzymską im. J. S. Umiastowskiej, Ognisko Polskie w Turynie i Związek Polaków we
Włoszech, prezentując oprócz książek także periodyk - Biuletyn Polonii
Włoskiej. Również prasę, tym razem miesięcznik pt. Teczka, jak i kalendarz
reklamowała w ramach wydawnictwa Editions Casimir Le Grand, Jadwiga Dąbrowska z
Francji. Sporą ilość tytułów polonijnych autorów zaprezentowały też przybyłe z
Polski: Wydawnictwo Edukacyjne z Krakowa i warszawska oficyna Łośgraf, a
współorganizator Salonu Stacja Naukowa PAN z Rzymu rozłożyła 115 numerów
własnej serii wydawniczej „Conferenze”.
Przez cały czas trwania
Salonu, prezentowanym książkom towarzyszyła mini wystawa rysunku i grafiki
Joanny Brześcińskiej z Włoch.
Tegoroczny, III Salon Książki Polonijnej dał okazję publicznej promocji autorów
i ich publikacji. Można było nabywać książki, które autorzy chętnie podpisywali
kupującym. Obecni byli dziennikarze prasy, radia i TV z Polski, Francji, USA i
Włoch. Uczestnicy mieli okazję nie tylko udzielenia wielu wywiadów, ale również
nawiązania bezpośredniego kontaktu z czytelnikami, którzy licznie odwiedzili
sale rzymskiej Stacji PAN.
Na
zakończenie Salonu wiele pozycji zostało przekazanych do zbiorów polskich
bibliotek w Rzymie, Londynie i Paryżu.
Józef
Siwek (przez Agate Bouvy)
|
|
|
28 sierpnia
, 2002

Witaj Danusiu,
dziekuje za odpowiedz i mila propozycje. Nim sie przedstawie napisze Ci,
ze robisz dobra robote ! Chetnie przesle Ci informacje dot.
reprezentowanego przeze mnie w tej chwili Stowarzyszenia, jesli piszaca
Polonia Ciebie interesuje. Z pewnoscia zjanda sie inni, ktorzy zechca sie
u Ciebie zaprezentowac.
Przygotuje Ci tez moje dane, ile miejsca moze to zajmowac ?
Mam rowniez inna, byc moze interesujaca Ciebie informacje. Organizuje juz
3 Salon Ksiazki Polonijnej. Jest zbyt pozno na zgloszenia,
ale chyba warto wspomniec o tej imprezie.
Ostatnia sprawa, to pewne moje problemy techniczne, zwiazane z wielka
awaria komputera, nie wszystko moge przsylac internetowo, ale moge Ci
zamiescic informacje na CD, jesli taki przekaz Ciebie interesuje - dotyczy
to szczegolnie Salonu, bo jest duzo skanow.
Pozdrawiam serdecznie z FRancji
Agata
====================
(1) Dzien dobry,
za namowa znajomych zwiedzilam Twoje strony i zostawilam swoje dane do
kontaktu ze mna. Niestety nie dostalam odpowiedzi i dlatego pisze na
adresy jakie znalazlam. Nazywam sie Agata Kalinowska-Bouvy,
mieszkam we Francji, jestem polonijna dziennikarka, poetka i tlumaczem.
Jestem zainteresowana Twoimi stronami dla siebie i innych, poniewaz jestem
prezesem Polskiego Stowarzyszenia Autorow, Dziennikarzy i Tlumaczy w
Europie (APAJTE).
Czekam na kontakt
Pozdrawiam
Agata
|
|
|
29 maja, 2002

Danusiu,
zalaczam artykul--pozegnanie z Gazety Wyborczej o
moim Tatusiu, pisarzu.
Wrocilam wlasnie z Polski; bylam z Mama przez pare miesiecy po smierci Taty.
Pozdrowienia,
DanusiaK-K
|
|
31 stycznia, 2002

Wieści z Chicago. Czy poezja może być zrozumiała?
czyli o lekcji otwartej na temat twórczości
A. Lizakowskiego
W Toronto 2 grudnia 2001 r. rozdano doroczne na grody Fundacji
Władysława i Nelli Turzańskich, przyznawane za szczególne osiągnięcia w
dziedzinie kultury polskiej. Fundacja jako instytucja promująca polską
kultur na obczyźnie już po raz jedenasty przyznała nagrody dla twórców
wyróżniających się w roku 2000. Wśród nagrodzonych byli: Wojciech Ligęza
- historyk literatury, krytyk literacki profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Aleksander Rybczyński - poeta,
krytyk sztuki, dziennikarz i wydawca. Julita Karkowska - dziennikarka,
publicystka, redaktor naczelny "Przeglądu Polskiego". Adam Lizakowski -
poeta, tłumacz, społecznik, promotor polskiej kultury, były
Pieszyczanin mieszka obecnie w Chicago. Autor wielu tomów poezji. Jak czytamy w
"Komunikacie Fundacji Wł. i N.Turzańskich o przyznaniu nagród za rok
2000" o Adamie Lizakowski m - "Twórca o rozpoznawalnej dykcji, którego
poezja, ostentacyjnie wyczulona na realny wymiar egzystencji, materialna
fakturę nowego, intensywnie doświadczonego świata, prowadząca z
postrzeganą rzeczywistością czuły, ale i zarazem ironiczno-sarkastyczny,
a momentami wręcz jawnie prowokacyjny dialog, wpisuje się w bogaty nurt
emigracyjnych losów, znajdując dla nich własna, oryginalną artystycznie
formę ekspresji. Podmiot liryczny jego wierszy, zachowując trwałe i
głębokie związki z dziedzictwem przeszłości i dzieląc wspólną dla poetów
- emigrantów tęsknotę do ziemi utraconej, przeżywający zrozumiałe
rozdarcie między ojczyzną i obczyzną, manifestuje równocześnie na wiele
sposobów swą postawę zdobywcy, anektującego dla swej artystycznej
praktyki nowe przestrzenie i wartości świata wybranego". Wśród
dotychczas wyróżnionych twórców znajdujemy nazwiska m.in. Stanisława
Barańczaka i ks. Jana Twardowskiego. Adam Lizakowski znalazł się w
wyśmienitym gronie laureatów nagrodzonych przez Fundację Wł. i N.
Turzańskich. Gratulujemy Ci Adamie! Tych, którzy pragną zapoznać się z
twórczością p. Adama zapraszam do Biblioteki pieszyckiej, gdzie można
zakupić pozycje A. Lizakowskiego. |
|
17 grudnia, 2001

Iwona z najmitów
napisała: "Danusiu, Dzieki za nowinki. Czy Adam Lizakowski powiadomil Cie o swoim sukcesie? Oto co
mi przyslal:
Artur Curyło
Zeszyty Historycznoliterackie
Uniwersytetu Jagiellonskiego, najnowszy numer
jesien 2001
Sukces emigranta i poety - o twórczości
Adama Lizakowskiego w USA.
Słowa
Jana Pawła II, wypowiedziane przed laty podczas wizyty w USA Ci, którzy tu
przybyli, muszą urodzić się na nowo", zdają się szczególnie mocno
dotyczyć emigrantów o tożsamości silnie zakorzenionej w kulturze kraju
rodzimego, na przykład poetów..."
| pełny tekst artykułu | powrót
do strony autora |
|
|
|
29 listopada, 2001
POJEDYNEK POETYCKI Z GRUPĄ "NA DZIKO"
Od kilku lat Grupa "Na Dziko" zawłaszczyła sobie imprezy
literackie Ars Cameralis, nie dopuszczając do nich innych poetów ze Śląska. Festiwal ten
stał się agencją promocyjną paru dosyć przeciętnych
poetów - zazdrośnie strzegących swocih interesów. Na zbiegi NA DZIKO
zapraszają tylko redaktorów innych czasopism - kupując sobie w ten
sposób publikacje, dobre recenzje i opinie w innych czasopismach.
NADZIKOWCY boją się przeczyatć wiersze obok jakiegokolwiek innego
śląskiego poety - aby nie okazało się, że są słabi,
że ktoś jest od nich lepszy.
Są zakłamani i nieuczciwi. Zamykają się w GETTCIE NA DZIKO.
Boją się czytać swoje wiersze obok takich poetów jak: Lesław
Nowara, Bogdan Prejs, Beata Rokosz, Barbara Gruszka, Sabina Wawerla, Katarzyna Młynarczyk
i Marta Fox, Urszula Zajkowska, Zofia Zielińska, Jan Pierzchała, Jerzy
Suchanek, Marian Kisiel, Tadeusz Kijonka, Andrzej Szuba, Aleksander Wilkoń,
Maciej Szczawiński, Feliks Netz, Mieczysław Dziaczek, Piotr
Zaczkowski, Jerzy Lucjan Woźniak, Paweł Sarna i Paweł Lekszycki,
Paweł Barański, Wojciech Brzoska, Małgorzata Matera, Ryszard
Potyralski, Piotr Mamcarz, Andrzej Pańta i inni.
NADZIKOWCY boją się każdego innego poety ze Śląska i
Zagłębia. Boją się czytać wiersze obok innych, by nie
stracić twarzy przed publicznością i czytelnikami. A ich twarz
jest blada i uważamy, że ich wiersze dość mizerne i banalne.
BOWIEM NADZIKOWCY NIE SĄ POETAMI A LITERACKIMI KUNKTATORAMI.
Dlatego wyzywamy grupę "Na Dziko" na POJEDYNEK POETYCKI.
Rzucamy im w twarz rękawicę: Meleckiemu, Majzlowi, Siwczykowi, Olszańskiemu.
Jeśli mają trochę dumy męskiej i poetyckiej odwagi - jeśli
mają poetyckie jaja, albo w ogóle mają jakieś jaja - niech
podejmą i staną do pojedynku na słowa i wiersze. Miejsce
pojedynku wyznaczą oni - byle nie stchórzyli i nie odwlekali dłużej
niż do końca listopada. Uważamy, że najlepiej by było,
gdyby do takiego spotkania doszło w czasie tegorocznych prezentacji
poetyckich organizowanych w ramach ARS Cameralis Superioris.
Jako swoich sekundantów prosimy Wymienionych Wyżej , a lepszych od nich
poetó - aby czytali razem z nami swoje wiersze. Na świadków i sędziów
prosimy Śląską publiczność, Czytelników, Polonistów i
Publicystów śląskiej Prasy. Miejscem pojedynku może być
Teatr Cogitatur, któraś z sal Śląskiego Centrum Kultury lub aula
Wydziału Polonistyki U.Ś.
Ponieważ Na Dziko jest grupą dotowaną i hodowaną sztucznie z
pieniędzy Wojewody Katowickiego oraz Gminy Mikołów i dysponują
odpowiednimi środkami i możliwościami, zorganizowanie pojedynku
pozostawiam im - byle odbył się on w Katowicach!
Jeżeli Melecki, Majzel i Siwczyk nie staną do pojedynku, mogą się
nazywać nie grupą "Na Dziko" a grupą dziwek poetyckich.
Rekawica została rzucona - teraz niech ją podniosą. Niech się
nie chowają za plecami kupionych redaktorów, poetyckich sław spoza
Śląska i urzędników.
(...)
Wyzwanie na pojedynek podpisali Zbigniew J. Derda i Sławomir Matusz.
Ich autorstwa jest również:
"Wspólny wiersz (lub manifest Grupy Poetyckiej '63)"
"my - rocznik sześćdziesiaty trzeci
otwarci na oścież
czytamy słowniki wyrazów obcych
nie rozumiejąc ani słowa kupujemy bilety do kina
aby przypomnieć sobie zerwane filmy
z niepewnością spoglądamy w kierunku lustra
my - rocznik sześćdziesiaty któryś
pamiętający jak amerykanie dostali w dupę
w indochinach łajkę i nieporadny taniec pierwszych
lunatyków my - dzieci oxyteracyny kolejek po mięso
kartek na cukier i wódkę czytający pod ławką
język trzeciej rzeszy i zniewolonych ludzi biegający
z ulotkami jak dzisiaj z plakatami bohaterowie
niedozwolonego protestu z haustem trawy
kupionej od sołdata wołający jaruzelskiemu prosto w oczy
bóg jest wielki my - to znaczy
ja między czymś co trudno nazwać amnezją
polinezją
a nową cena poezji "
|
|
|
28 listopada, 2001
"Czy Ty jeszcze dzialasz? Ja ledwo dycham. Przeziebieniowe scierwo chcialo
mnie calkiem rozlozyc, ale dalam sie tylko do polowy. W rezultacie zaczelam
brac narkotyki na kaszel - lekarz dal mi kropelki z opium. Na co mi przyszlo
na stare lata. No, ale zawsze chcialam sprobowac narkotyku, teraz wiem, jak
to jest. Na poczatku jego zazywania rechotalam, jak glupol. Konowal wyslal
mnie do roboty i jak sie tak nienormalnie zachowywalam, to ludzie dziwnie mi
sie przygladali! Teraz do dawki sie przyzwyczailam i jestem spokojniejsza.
U nas na chwile spadl snieg i nawet bylismy na sankach i prawie kuligu, bo raz nie musielismy sie sami drapac (ok. 25 min. trwa taka wedrowka, zjazd
2min.), tylko traktor, ktory robil tor (na lesniej drodze), pociagnal nas
pod gore. Dla Kurta takie przazycie bylo premiera...
Czuje sie jak wrak, tylko mniej barwny i interesujacy niz te, ktore mialam
szczescie ogladac pod woda. Ja tez mam chandre, ale to przez wrednego wirusa, ktory
calkowicie rozlozyl mnie na lopatki, a teraz jeszcze "ozdobil" skore
na wyprzala (jak to sie poprawnie pisze?) i lekarz dal mi krem z mocznikiem (zamiast poradzic, zebym ja swoim wlasnym moczem obsikala!). Mam nadzieje do
swiat dojsc do siebie, bo jestem zupelnie bez energii i gdy wracam do domu,
juz na nic nie mam ochoty, tylko zmuszam sie do przygotowania czegos do
zjedzenia (no, bo pewnie, po pracy latam albo na fizykoterapie, albo do
konowala i zupelnie brak mi czasu). Mam zawsze jedna pocieche, gdy mi zle i
humor nie dopisuje - ide do pokoju-galerii i ciesze oczy i dusze naszymy
ladnymi, barwnymi fotkami podwodnymi (najladniejsze powiekszylismy na A4 i
nakleilismy na srebrne pasportou i mamy ich pelne sciany) i marze o
nastepnych nurkowaniach i wtedy znowu zachciewa mi sie pokonywac codzinne trudnosci.
Kropelek Ci nie dam, bo to ja jestem narkoman i mi sie podoba je pic (ohyda w smaku).
Juz nie ma sniegu i jest mi przykro, bo sprawia mi wielka radoche, ktore potrzebuje o tej ponurej porze roku (mamy albo mgly, albo gdy te znikaja,
pojawiaja sie bure chmury). Magdalena Niederer"
| powrót do strony autora | |
|
|
27 listopada, 2001

"Witaj Danusiu!
Co nowego w chmurach ?
Ja pracuje ( wraz z kolezanka ) nad tlumaczeniem moich wszystkich
plodow na jezyk szwedzki bo chcialbym wydac w przyszlosci
ksiazke-zbior na rynek szwedzki . Niektore teksty chcialbym "podeprzec"
kilkoma zdjeciami tych, o ktorych wiersz lub fraszka traktuje - zobaczymy co z tego wyjdzie.....
Przesylam Ci na pamiatke 2 "bluesowe" moje zdjecia z Mr Lee Oskar ( USA ), ktory jest znanym w swiecie muzykiem grajacym
na harmonijce ustnej ( gral kiedys z Eric Burdons WAR ) a zarazem wlascicielem firmy produkujacej
harmonijki " LEE OSKAR". Lee przebywal z krotka wizyta w Szwecji przed
paroma tygodniami i "zahaczyl" o moje miasto.....
Serdecznie pozdrawiam wszystkich bywalcow strony Miasta Literatow ++
oraz Ciebie - Leslie Kot"


| powrót
do strony autora |
|
|
|
24 listopada, 2001

"
Pani Danusiu, zapewne Panią rozczaruję,ale muszę się przyznać!
Jestem 70-cio letnią babcią. Krótko
charakteryzuje mnie oficjalna notka, którą umieszczam przy różnych
okazjach konkursowych.Zał1.
Załączona fotografia dopowie resztę.
Zał2
Mimo to czuje sie nieźle, gdyż robię
to co lubię.
Jesli Pani "Organ" nie ma charakteru wybitnie młodzieżowego, to
moze się zaprzyjaźnimy?
Dlatego (mając te nadzieje), podaję
swoje "dokonania":
Zaczęło sie od ksiązeczki
"rodzinnej", wydanej metodą komputerową w ilości
50-ciu egzemplarzy, o genealogii rodzinnej. Była ona dość
ciekawa, gdyż występują w tej historii
sukiennicy pochodzenia niemieckiego -
sprowadzeni przez Czartoryskiego w ramach uprzemyslawiania ziem polskich w
okresie Księstwa Warszawskiego, a także pojawia sie tam modelarz
porcelany w Ćmielowie Marinus Liedel - mój pradziadek.
Potem, nastapily inne próby i jakies tam małe
sukcesy.
- Nagrodzony drukiem udzial w konkursie
"Prababka w sepii", organizowanym przez miesięcznik Twój Styl
(Nr.9 (38) r.1993).
- Wiersze drukowane w Wiadomościach
Kuturalnych (Nr.43(127) r.1996).
- 2 maja 1999 wyróznienie w XIII konkursie w Wąglanach-
Bialaczowie, gdzie dziala poeta wiejski pan Waldemar Jóźwik.
- grudzień 1999 1-sze miejsce z
collage w 3 Ogolnopolskim konkursie "Penetracja Wyobraźni"
Inowroclaw '99.
- Luty 2000 wyroznienie drukiem w tomiku
pokonkursowym w XVII Ogólnopolskim Konkursie Jednego Wiersza o
Laur Tarnowskiej Starówki.
- W lutym 2000 wydałam tomik pt.
"Orfeuszu, ja pójdę pierwsza..." - Wyd. Nowy Świat
http://www.nowy-swiat.pl/.
- czerwiec 2001 I-sze miejsce za nowelkę
"Motocykl" w konkursie "Praskie
Skupienia", organizowanym przez Dzielnicowe Centrum Promocji Kultury -
Praga Poludnie http://www.dcpk.art.pl/.
- 1 wrzesień 2001 II -gie miejsce w
III-cim Dolnośląskim Konkursie Poetyckim "Slowo jak duch"
organizowanym przez Katol. Stowarzysz. Civitas Christiana.
Ponadto mam swój udzial w antologiach
poetyckich Wydawnictwa MAK ze Szczecina i Wizard z Wrocławia.
Posylam kilka swoich wierszy.Zał.3.
Moja znajomość z panem
Brudnickim rozpoczęła sie kilka lat temu, kiedy przy Urzędzie
Dzielnicowym Praga-Południe, w Dzieln. Centr. Prom. Kultury powstal
osrodek konsultacyjny dla tzw."piszacych". Konsultantem zostal pan
B. Dzieki jego energii, poświeceniu, a także szczegolnej życzliwości
i aktywności pani Dyrektor DCPK, grupa ludzi w różnym wieku i o róznych
zawodach, utworzyla "skupisko" (nazywamy to ulem) i wybralismy
dla niego nazwę Praska Przystań Słowa. Spotykamy sie
przecietnie dwa razy w miesiacu. Na konsultacje i na Biesiady Literackie. Te
oststnie są zwykle imprezami promocyjnymi wydawanych tomików - zarowno
uczestników PPS jak i osób "z miasta". Często bywaja to
spotkania z uznanymi już poetami czy pisarzami.
Szczegółowe plany DCPK można znaleźć
na stronie http://www.dcpk.art.pl/
Rozgadałam się. Myślę, ze
trzeba konczyć. Pozdrawiam
Marianna " | powrót do strony autorki
| |
|
|
25 lipca 2001
recenzja opowiadania P.
Giedrowicza napisana przez M.K. Piekarską
| powrót do strony autora | |
|
15 lipca 2001
Krzysztof Wejdman i jego poezja.
napisane przez Lidię Kosk
Nieprzewidziane sa drogi i ścieżki na których spotykają się ludzie. Gdy w
pażdzierniku l994 r. prowadziłam dialog z wytrwałym uczestnikiem
mojego spotkania autorskiego w Ciechocinku czułam – wiedziałam,
że będzie ciąg dalszy. Zimny, jesienny, zadeszczony wieczór i
emocje.
Czytał mi potem swoje wiersze przez telefon z Krakowa. Miały zawsze
zamkniętą formę i konstrukcję, w której nie można
było dokonywać żadnych zmian. W czasie spotkania w Krakowie
zapoznałam się z jego wierszami w rękopisach i maszynopisach
(zasługa jego żony). Wiersze wołały o wydanie. Autor, mimo
że zyskiwał wyróżnieniach na konkursach wierszy nie spotkał
się z życzliwością i pomocą w ich wydaniu w formie
publikacji. Niezwykle wrażliwy, ufający ludziom, źle znosił
pomyłki. Potrzebował uznania by tworzyć, a tworzył
pięknie. Z wykształcenie elektronik, miał duszę malarza,
muzyka, poety. W okresie, gdy go spotkałam był poetą. Powinien
pisać i pisał, miumo kłopotów ze zdrwiem. Jego szuflada
była naprawdę zapełniona. Wyciągnięte z niej przeze
mnie wiersze, przez niego zaakceptowane do wydania, ukazały się w
debiutanckim tomiku „Posiąść czas”. Jakże się z niego
cieszył, krótko. Doczekał się wydania, lecz... Plany autorskie,
poszukiwanie nowych form przecina nagle drugi, tragiczny w skutkach zawał
serca. Promocja tomiku była już jednocześnie uczczeniem
pamięci o nim i jego tworczości. Pozostały wiersze niewydane,
niektóre czytałam jeszcze z nim, i napisane później. Będę
się starała aby ukazały się w internecie, gazetkach,
może i obszerniejszej publikacji. Umarł w jesieni, w miesiącu
opadania liści, które powracają wszak każdej wiosny.
Powracającej o nim pamięci dedykuję utwór:
„Spóźniona scena”
Firmanent płynie księżycem
strząsającym obłoki
wierne jak cienie wygiętych sosen
jałowców wielokształtnych
porozstawianych jak dzieci
z różnych roczników
na placu zabaw, w oczekiwaniu
Trwa spektakl jednego widza
A Ktoś, kto właśnie mógł tu być
przemknął przez księzyc cieniem liścia
biała brzoza wznosi się zwiewnie
sosna konarem niuepokoi niebo
proszą o gościa
O cień za póżno
| powrót do strony autora
|
Lidia Kosk
|
|
warszawa, 20
maja 2001

Wspomnienie
o Robercie Krajewskim
wygłoszone przez Piotra Giedrowicza
Ten czerwcowy dzień
wygląda na niepowtarzalny – co tu dużo mówić, ze względu na
wiele atrakcji przeżywamy moment z gatunku magicznych i wielu z was
mogłoby spytać dlaczego akurat ktoś chce w tym całym zamieszaniu
zawracać wam głowę wierszami mało znanego poety. Ale jak
powiedział pewien mądry Bułgar: śmierć pokonuje
życie, ale wspomnienie przeciwstawia się nicości. Robert
Krajewski był wschodzącą gwiazdą intelektualnego
środowiska Warszawy przełomu lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych. Wraz ze schyłkiem
zbliżających się wakacji minie dziewięć lat, jak
ciosem karate zabił go ponury wykidajło w jakiejś
podrzędnej knajpie we Włocławku. Był to dzień kiedy w
tym prowincjonalnym mieście grały Czerwone
Gitary i Robert ze względu na zbieżność nazwisk z
liderem tej formacji mógł wejść do knajpy zarezerwowanej dla
świętujących swe triumfy gwiazd pop-kultury.
Zdążył zamówić drinka, gdy zniecierpliwiony bramkarz
postanowił zamknąć bar. Krajewski nie był z gatunku ludzi,
którymi można pomiatać – powiedział, że nie wyjdzie zanim
nie wypije i nie był to przecież kaprys, ale zapłacił za to
własnym życiem. Robert przeczuwał swój koniec i wcale go
się nie obawiał – zostawił po sobie testament. W wielu rozmowach
z przyjaciółmi powtarzał, że chyba nie przejdzie przez
smugę cienia, za którą znajduje się kres złudzeń,
temperowanie charakteru i proza zramolałej egzystencji. Zakładał swoją
śmierć w krótkiej perspektywie, choć wcale nie był
awanturnikiem tylko wyrafinowanym intelektualistą imponującym ogromem
swojej erudycji i osobistą kulturą. Po prostu nie bał się
śmierci i dzięki temu nie bał się życia, dlatego
najprawdopodobniej bogowie liczyli mu czas w trójnasób, jak komandosom liczy
się potrójnie służbę do emerytury. Oczywiście jego
śmierć była absurdem, oczywiście policja uznała
ją za tuzinkowy nagły zgon, świadkowie w toku procesu o
wszystkim zapomnieli, zabójca pozostał bezkarny. Jakiś przyjaciel
przebywający zagranicą słał jeszcze jakiś czas listy
do trupa, na pogrzebie było dwa tysiące osób, choć nikt nie
nazywał tego wtedy „czarnym marszem”. Całą sprawę
komentowano różnie. Mariusz Szczygieł, wtedy jeszcze wdzięcznie
nieśmiały i arcyinteligentny młody reporter odnotował na
łamach Wyborczej:
„Zginął poeta - pisano w Warszawie, we
Włocławku mówili:
– O, syn fotografa umarł”. W nekrologu Roberta Krajewskiego
pewien człowiek, obecnie apologeta feudalizmu i propagator ślepej
adoracji Boga, napisał wspominając swe rozmowy ze zmarłym:
„Odnajdywałem w tym coś z Feuerbacha. Że człowiek, sam w
sobie, jest ograniczony i skończony, natomiast człowiek z
człowiekiem – ich związek, nawet werbalny – to wielkość i
nieskończoność”. Historii Roberta Krajewskiego nie da się
streścić w krótkiej mowie. Poezję można lubić lub nie,
ale lepiej nie popełniać błędu jej uproszczonej
klasyfikacji. Nawet nieco jarmarczna wersja żołnierskiej piosenki
wzruszy, jeśli się zauważy wsłuchanych w nią weteranów
jakiejś wojennej epopei. Twórczość Krajewskiego czeka na swoje
miejsce w hierarchii zjawisk godnych uwagi. Nikt tu nie zamierza przeginać
wzorem publicystów prowincjonalnych pism kulturalnych, którzy nazwiska Homera,
Szekspira i dajmy na to Szymborskiej – wymieniają jednym tchem. Ale
naprawiając błąd ludzi krótkowzrocznych, którzy lansują
tylko żywych poetów, jedno tu trzeba powiedzieć: poezja Roberta Krajewskiego – tak klarowna,
formalnie zdyscyplinowana, jednocześnie wyrafinowana i niemal
barbarzyńsko zmysłowa, prometejska i melancholijna - nie ma
odpowiednika w polskiej literaturze. Kawałek pt. Abadon, transowy utwór o wirze namiętności i kresie
złudzeń to genialna próbka współczesnej poezji metafizycznej.
I nawet gdyby w tym miejscu,
zrządzeniem złośliwego fatum, nie znalazł się nikt kto
ma uszy do słuchania, osobiście wierzę, że
światło tak naprawdę nie gaśnie – ono ciągle
błyszczy gdzieś w czasoprzestrzeni.
Wspomnienie
o Robercie Krajewskim wygłoszone przez Piotra Giedrowicza na pikniku
literacko-muzycznym organizowanym pod auspicjami Staromiejskiego Domu Kultury.
Warszawa, Park Skaryszewski, 10 czerwca 2000 r. ok. godz. 16. W chwilę
poprzedzającą recytację wierszy Roberta Krajewskiego przez
Tomasza Konopińskiego.
|