miasto
literatów
2000++

miasto
literatów
2000++

 słownik literatury
 współczesnej
mirror1, mirror2 
w Polsce
redagowane przez danusie błaszak:
http://danutabe.tripod.com
Wyszukiwarka Miasta Literatów Moja osobista strona internetowa

przysłano do nas:
(publikujemy tu artykuły, listy, felietony,  przysłane do naszej redakcji.)

     
stockholm, 20 listopada, Leslie Kot - CD album "Woman o woman"
rzym, 12 listopada, Agata Bouvy - III Salon Kssiążki Polonijnej
paris, france, 28 sierpnia 2002, Agata Bouvy - PSADT - (APAJTE) Francja 
warszawa, 29 maja 2002, Lidia Kosk - smutna wiadomość 
chicago, 31 stycznia 2002, Chicago - "nagroda A. Lizakowskiego" 
chicago, 17 grudnia 2001, Artur Curyło - "o Adamaie Lizakowskim" 
śląsk, 29 listopada 2001, Andrzej Pańta - "pojedynek poetycki" 
switzerland, 28 listopada 2001, Magda Niederer - do redakcji 
stockholm, 27 listopada 2001, Leslie Kot - do redakcji 
warszawa, 24 listopada 2001, Marianna Fiett - do redakcji 
warszawa, 25 lipca 2001, M. K.  Piekarska - "recenzja opowiadania"
warszawa, 15 lipca 2001, Lidia  Kosk - "wspomnienie"
orlando, 4 lipca 2001, Jacek Ślusarczyk - "Komedia Muzyczna"
warszawa, 20 maja 2001, Piotr Giedrowicz - "wspomnienie"
warszawa, 4 maja 2001, Piotr Giedrowicz - recnzja książki
 

 20 listopada, 2002          powrot do poczatku strony
  Witam Danusiu ( po dlugiej przerwie).! Jak zdrowie? Przesylam pare detali o CD albumie " Woman o Woman" - Leslie L. Kot, Jacek Krzaklewski & friends, ktory to ukaze sie w Szwecji za pare dni a mianowicie  2 grudnia br.  
 
Pozdrawiam Cie oraz Czytelnikow Miasta Literatow 2000++ .
Leslie Kot
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

CD album ”WOMAN O WOMAN”  - Leslie L. Kot with Jacek Krzaklewski & friends
MAF RECORDS

CDLLKJK 105
 
Musicians ( from Poland, Sweden, Bulgarien & USA ):
 
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg, Irene Svensson, Julia Krzaklewska – backing vocals
Jerzy Kaczmarek – Hammond, piano, keybord
Suzana Janjic, Clas Olofsson, Bo Saf, Janusz Konefal – guitars
Robert Sydlo, Tomasz Stanislawski – bass, double-bass
Alexander Mrozek – steel guitar
Ewgienij Genew – accordion
Jacek Krzaklewski –el. guitar, ac.guitar, slide guitar, banjo, balalaika, bass, Hammond, piano, keybords, drums, programming…
Leslie L. Kot – vocal, el. and ac. guitars, harmonica…
 
Recorded at the BLUESAW studio, Wroclaw, Poland and MAF studio Örebro, Sweden 2002
Produced  by Jacek Krzaklewski & Leslie L. Kot
Choir arr. by Charlotte Ollward
Mixed and mastered by Jacek Krzaklewski
Cover designe &  photos by Peter Källman
 
Contact:
Leslie Kot: phone/fax +46 (0)19-25 22 70 (pm), mobil + 46 (0) 703 97 20 30, E-mail
leslie.kot@swipnet.se
Jacek Krzaklewski  E-mail  jkrzak@box43.pl
 
1. FIVE PAST THE NIGHT (3:51)
Music - Jacek Krzaklewski Lyrics - Leslie L. Kot Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg - backing vocals
Robert Sydlo  – bass
Jerzy Kaczmarek - Hammond
Jacek Krzaklewski –lead guitar, keybord, programming
Leslie L. Kot – vocal, guitar
 
2. FRIENDSHIP (4:02)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot Musicians:
Charlotte Ollward, Irene Svensson - backing vocals
Jerzy Kaczmarek - piano
Jacek Krzaklewski – lead guitar, programming 
Leslie L. Kot  - vocal
 
3. GLITTERING STAR (4:59)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Jacek Krzaklewski – guitar, backing vocal, programming
Leslie L. Kot- vocal
 
4. MY SWEAT (3:21)
Music & lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Suzana Janjic - guitar
Charlotte Ollward, Irene Svensson - backing vocals
Jacek Krzaklewski -  lead guitar, Hammond, programming
Leslie L. Kot - vocal, guitar, bass
 
5. WEEKEND IS NEAR (4:31)
Music & lyrics Leslie L. Kot Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg - backing vocals
Jerzy Kaczmarek - Hammond, strings
Jacek Krzaklewski - lead guitar, keybord, programming
Leslie L. Kot - vocal, guitar
 
6. WOMAN O WOMAN (4:27)
Musik & lyrics - Leslie L. Kot Musicians:
Claes Olofsson, - lead guitar
Jacek Krzaklewski - Hammond, piano, drums
Leslie L. Kot - vocal, guitars, bass
 
7. CRAZY LINES (2:57)
Music - Bo Saf, Leslie L. Kot
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Julia Krzaklewska - additional vocal
Bo Saf – guitars
Alexander Mrozek – steel guitar
Tomasz Stanislawski - bass
Jacek Krzaklewski - Hammond, drums
Leslie L. Kot - vocal
 
8. ONCE MORE – BEFORE  (3:47)
Music - Jacek Krzaklewski
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Charlotte Ollward, Karin Kahnberg  - backing vocals
Jacek Krzaklewski – lead guitar, banjo, programming 
Leslie L. Kot – vocal, harmonica
9.  NOT ANYMORE (3:24)
Music - Janusz Konefal
Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Irene Svensson - vocal
Janusz Konefal – guitar, programming Leslie L. Kot - vocal
 
 
10. THEN YOU DON´T (4:29)
Music - Jacek Krzaklewski & Leslie L. Kot
Lyrics - Leslie L. Kot Musicians:
Ewgienij Genew - accordion
Jacek Krzaklewski – lead guitar, programming
Leslie L. Kot  - vocal
 
11. MOTHER EUROPE BLUES (3:33)
Music & lyrics – Leslie L. Kot
Musicians:
Ewgienij Genew – accordion
Robert Sydlo – double bass
Alexander Mrozek – steel guitar
Jacek Krzaklewski – balalaika, programming
Leslie L. Kot – vocal , guitar
 
12. CHRISTMAS IS HERE (2:42)
Music & Lyrics - Leslie L. Kot
Musicians:
Jacek Krzaklewski - lead guitar,keybord
Leslie L. Kot – vocal, guitar

 

 12 listopada, 2002         powrot do poczatku strony
 
Komunikat prasowy
 
III Salon Książki Polonijnej - Rzym 2002
 
19-ego października br. w audytorium Stacji Naukowej PAN w Rzymie miał miejsce III Salon Książki Polonijnej. Organizatorem Salonu była Agata KALINOWSKA-BOUVY, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie – APAJTE z Paryża, przy współpracy Stacji Naukowej PAN w Rzymie. Tak jak w poprzednich latach, na Salonie wystąpili polscy pisarze, poeci, publicyści i redaktorzy mieszkający w różnych krajach świata, a także oficyny wydawnicze. Łącznie w Rzymie zaprezentowano ponad 70 autorów z 12 krajów, dając możliwość wystawienia i promocji publikacji bez narzucania jakichkolwiek ograniczeń. Obok rozpraw naukowych, dokumentacji, publicystyki, podręczników wystawiane są poezje, wspomnienia, powieści, książki dla dzieci, czy też książki o sporcie, przewodniki a nawet kalendarze i albumy, bo książka polonijna, to książka autora Polaka zamieszkałego poza krajem, który pisze bądź z racji swojego zawodu, bądź z osobistego zamiłowania do pióra i z potrzeby serca. To książka pisana po polsku i w języku kraju emigracji autora. Książka polonijna, to również książka autora Polaka poruszającego sprawy rodaków na obczyznie.

O ile dwa pierwsze Salony były praktycznie imprezą polonii europejskiej, w tym roku zaznaczył się wzrost liczby uczestników z obu Ameryk. Ksiądz Antoni Wróbel, przyjechał aż z Argentyny prezentując m.in. książki dotyczące polskich misjonarzy w tym kraju. Również o pracy misyjnej, tym razem w Afryce, traktowała książka zamieszkałego obecnie we Francji księdza Piotra Andrzejewskiego. Nadal obecne wspomnienia związane z II wojną światową to pamiętniki m.in. Leokadii Rowińskiej z U.S.A. oraz księdza Józefa Pielorza z Belgii. W podobny wojenny temat, który z upływem czasu dochodził do współczesności wprowadzała czytelnika ostatnia powieść Jerzego Krzyżanowskiego z U.S.A. Wspomnienia lat szkolnych i studenckich to temat książki Bolesława Farona z Polski. Natomiast refleksje i reportaże z życia na obczyźnie prezentowali Wojciech Wierzewski z U.S.A. i Bogdan Gajewski z Kanady. Dużą grupę stanowiły książki dokumentalne i historyczne, wśród autorów tego gatunku można było spotkać m.in. Annę Nawrocki z Francji, Stanisława Rostworowskiego i Barbarę Petrozolin-Skowrońską z Polski, Mariana Jaroszewicza-Bortnowskiego z Belgii oraz z Włoch Barbarę Wojciechowską-Bianco i Jolantę Żurawską. Książkę dokumentalną, tym razem traktującą o sprawach Polonii i śladach Polaków na obczyźnie przybliżyli Maria Kalczyńska, Wiesława Piątkowska-Stepaniak, Anna Śliz i Marek Szczerbiński, wszyscy z Polski, a także Danuta Piątkowska z U.S.A. i Jan Ciechanowicz z Litwy. Nie o Polonii, a o Polsce, dokładniej o polskich sanktuariach pisał w swojej publikacji Arno Giese z Niemiec. Z tematem religijnym związana była również ciekawa praca zespołowa prezentowana przez Annę Sak z Francji, w której autorzy zebrali blisko w stu wersjach językach modlitwę „Ojcze nasz”. Problemami moralnymi i etycznymi zajmowali się m.in. w swoich publikacjach ksiądz Ryszard Iwan z Niemiec i ksiądz Jan Śledzianowski z Polski. Próbę naprawy świata i pohamowanie zbrodniczego postępowania człowieka podejmuje Romulus Rexner z U.S.A. Reportaże wydarzeń współczesnych, to domena książek Jerzego Rzeszuto z Polski, który prezentował też wydawane przez siebie czasopisma. Książka to również tłumaczenia i takie prace przedstawił Bogdan Piotrowski z Kolumbii, w których hiszpańskojęzycznemu czytelnikowi przybliża kulturę polską. Na Salonie nie zabrakło poezji, m.in. antologię wierszy związanych z wyspą Kapri przedstawił ksiądz Arkadiusz Nocoń z Włoch. Z poezją można było spotkać się również na kartach książek Stanisława Gaczoła z Francji i Leokadii Rowińskiej z U.S.A., a w świat wierszy dla dzieci wprowadziła książka Agaty Kalinowskiej-Bouvy z Francji. Ciekawostkę stanowiły publikacje Jerzego Konikowskiego z Niemiec traktujące o sportowych technikach szachowych. Nie zabrakło też przewodników, jedną z pierwszych tego typu książek wydanych w języku polskim o Rzymie przypomniał zwiedzającym Adama Broż oczywiście z Włoch.

Wśród wydawnictw obecnych na tegorocznym Salonie, warto podkreślić m.in. reprezentowane przez księdza Witolda Kowalowa z Ukrainy Wydawnictwo Wołanie z Wołynia, które eksponowało ponad 30 tytułów. Bogatą kolekcję przywiozła do Rzymu Oficyna MJK Kucharski z Polski, która m.in. wystawiła liczne publikacje Instytutu Biografistyki Polonijnej z Paryża oraz wielu autorów indywidualnych zamieszkałych w różnych krajach świata. Na wspólnym stoisku zgrupowały się prace wydane przez Fundację Rzymską im. J. S. Umiastowskiej, Ognisko Polskie w Turynie i Związek Polaków we Włoszech, prezentując oprócz książek także periodyk - Biuletyn Polonii Włoskiej. Również prasę, tym razem miesięcznik pt. Teczka, jak i kalendarz reklamowała w ramach wydawnictwa Editions Casimir Le Grand, Jadwiga Dąbrowska z Francji. Sporą ilość tytułów polonijnych autorów zaprezentowały też przybyłe z Polski: Wydawnictwo Edukacyjne z Krakowa i warszawska oficyna Łośgraf, a współorganizator Salonu Stacja Naukowa PAN z Rzymu rozłożyła 115 numerów własnej serii wydawniczej „Conferenze”.

Przez cały czas trwania Salonu, prezentowanym książkom towarzyszyła mini wystawa rysunku i grafiki Joanny Brześcińskiej z Włoch.

Tegoroczny, III Salon Książki Polonijnej dał okazję publicznej promocji autorów i ich publikacji. Można było nabywać książki, które autorzy chętnie podpisywali kupującym. Obecni byli dziennikarze prasy, radia i TV z Polski, Francji, USA i Włoch. Uczestnicy mieli okazję nie tylko udzielenia wielu wywiadów, ale również nawiązania bezpośredniego kontaktu z czytelnikami, którzy licznie odwiedzili sale rzymskiej Stacji PAN.

Na zakończenie Salonu wiele pozycji zostało przekazanych do zbiorów polskich bibliotek w Rzymie, Londynie i Paryżu.

Józef Siwek   (przez Agate Bouvy)

 
 28 sierpnia , 2002        powrot do poczatku strony

Witaj Danusiu,

dziekuje za odpowiedz i mila propozycje. Nim sie przedstawie napisze Ci, ze robisz dobra robote ! Chetnie przesle Ci informacje dot. reprezentowanego przeze mnie w tej chwili Stowarzyszenia, jesli piszaca Polonia Ciebie interesuje. Z pewnoscia zjanda sie inni, ktorzy zechca sie u Ciebie zaprezentowac.
Przygotuje Ci tez moje dane, ile miejsca moze to zajmowac ?
Mam rowniez inna, byc moze interesujaca Ciebie informacje. Organizuje juz
3
Salon Ksiazki Polonijnej. Jest zbyt pozno na zgloszenia, ale chyba warto wspomniec o tej imprezie.
Ostatnia sprawa, to pewne moje problemy techniczne, zwiazane z wielka awaria komputera, nie wszystko moge przsylac internetowo, ale moge Ci zamiescic informacje na CD, jesli taki przekaz Ciebie interesuje - dotyczy to szczegolnie Salonu, bo jest duzo skanow.

Pozdrawiam serdecznie z FRancji

Agata
====================
(1)  Dzien dobry,
za namowa znajomych zwiedzilam Twoje strony i zostawilam swoje dane do kontaktu ze mna. Niestety nie dostalam odpowiedzi i dlatego pisze na adresy jakie znalazlam. Nazywam sie Agata Kalinowska-Bouvy, mieszkam we Francji, jestem polonijna dziennikarka, poetka i tlumaczem. Jestem zainteresowana Twoimi stronami dla siebie i innych, poniewaz jestem prezesem Polskiego Stowarzyszenia Autorow, Dziennikarzy i Tlumaczy w Europie (APAJTE).
Czekam na kontakt
Pozdrawiam
Agata
 

 29 maja, 2002        powrot do poczatku strony

Danusiu,

zalaczam artykul--pozegnanie z Gazety Wyborczej o moim Tatusiu, pisarzu.
Wrocilam wlasnie z Polski; bylam z Mama przez pare miesiecy po smierci Taty.
Pozdrowienia,
DanusiaK-K
 


 31 stycznia, 2002        powrot do poczatku strony

Wieści z Chicago. Czy poezja może być zrozumiała?
czyli o lekcji otwartej na temat twórczości A. Lizakowskiego
 

W Toronto 2 grudnia 2001 r. rozdano doroczne na grody Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich, przyznawane za szczególne osiągnięcia w dziedzinie kultury polskiej. Fundacja jako instytucja promująca polską kultur na obczyźnie już po raz jedenasty przyznała nagrody dla twórców wyróżniających się w roku 2000. Wśród nagrodzonych byli: Wojciech Ligęza - historyk literatury, krytyk literacki profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Aleksander Rybczyński - poeta, krytyk sztuki, dziennikarz i wydawca. Julita Karkowska - dziennikarka, publicystka, redaktor naczelny "Przeglądu Polskiego". Adam Lizakowski - poeta, tłumacz, społecznik, promotor polskiej kultury, były Pieszyczanin mieszka obecnie w Chicago. Autor wielu tomów poezji. Jak czytamy w "Komunikacie Fundacji Wł. i N.Turzańskich o przyznaniu nagród za rok 2000" o Adamie Lizakowski m - "Twórca o rozpoznawalnej dykcji, którego poezja, ostentacyjnie wyczulona na realny wymiar egzystencji, materialna fakturę nowego, intensywnie doświadczonego świata, prowadząca z postrzeganą rzeczywistością czuły, ale i zarazem ironiczno-sarkastyczny, a momentami wręcz jawnie prowokacyjny dialog, wpisuje się w bogaty nurt emigracyjnych losów, znajdując dla nich własna, oryginalną artystycznie formę ekspresji. Podmiot liryczny jego wierszy, zachowując trwałe i głębokie związki z dziedzictwem przeszłości i dzieląc wspólną dla poetów - emigrantów tęsknotę do ziemi utraconej, przeżywający zrozumiałe rozdarcie między ojczyzną i obczyzną, manifestuje równocześnie na wiele sposobów swą postawę zdobywcy, anektującego dla swej artystycznej praktyki nowe przestrzenie i wartości świata wybranego". Wśród dotychczas wyróżnionych twórców znajdujemy nazwiska m.in. Stanisława Barańczaka i ks. Jana Twardowskiego. Adam Lizakowski znalazł się w wyśmienitym gronie laureatów nagrodzonych przez Fundację Wł. i N. Turzańskich. Gratulujemy Ci Adamie! Tych, którzy pragną zapoznać się z twórczością p. Adama zapraszam do Biblioteki pieszyckiej, gdzie można zakupić pozycje A. Lizakowskiego.


 17 grudnia, 2001        powrot do poczatku strony
Iwona z najmitów napisała: "Danusiu, Dzieki za nowinki. Czy Adam Lizakowski powiadomil Cie o swoim sukcesie? Oto co mi przyslal:  

Artur Curyło
Zeszyty Historycznoliterackie Uniwersytetu  Jagiellonskiego, najnowszy numer
jesien 2001

Sukces emigranta i poety - o twórczości 
Adama Lizakowskiego w USA.

       Słowa Jana Pawła II, wypowiedziane przed laty podczas wizyty w USA Ci, którzy tu przybyli, muszą urodzić się na nowo", zdają się szczególnie mocno dotyczyć emigrantów o tożsamości silnie zakorzenionej w kulturze kraju rodzimego, na przykład poetów..."

 | pełny tekst artykułu | powrót do strony autora |

 29 listopada, 2001        powrot do poczatku strony
POJEDYNEK POETYCKI Z GRUPĄ "NA DZIKO"

Od kilku lat Grupa "Na Dziko" zawłaszczyła sobie imprezy literackie Ars Cameralis, nie dopuszczając do nich innych poetów ze Śląska. Festiwal ten stał się agencją promocyjną paru dosyć przeciętnych poetów - zazdrośnie strzegących swocih interesów. Na zbiegi NA DZIKO zapraszają tylko redaktorów innych czasopism - kupując sobie w ten sposób publikacje, dobre recenzje i opinie w innych czasopismach.
NADZIKOWCY boją się przeczyatć wiersze obok jakiegokolwiek innego śląskiego poety - aby nie okazało się, że są słabi, że ktoś jest od nich lepszy.
Są zakłamani i nieuczciwi. Zamykają się w GETTCIE NA DZIKO. Boją się czytać swoje wiersze obok takich poetów jak: Lesław Nowara, Bogdan Prejs, Beata Rokosz, Barbara Gruszka, Sabina Wawerla, Katarzyna Młynarczyk i Marta Fox, Urszula Zajkowska, Zofia Zielińska, Jan Pierzchała, Jerzy Suchanek, Marian Kisiel, Tadeusz Kijonka, Andrzej Szuba, Aleksander Wilkoń, Maciej Szczawiński, Feliks Netz, Mieczysław Dziaczek, Piotr Zaczkowski, Jerzy Lucjan Woźniak, Paweł Sarna i Paweł Lekszycki, Paweł Barański, Wojciech Brzoska, Małgorzata Matera, Ryszard Potyralski, Piotr Mamcarz, Andrzej Pańta i inni.
NADZIKOWCY boją się każdego innego poety ze Śląska i Zagłębia. Boją się czytać wiersze obok innych, by nie stracić twarzy przed publicznością i czytelnikami. A ich twarz jest blada i uważamy, że ich wiersze dość mizerne i banalne.
BOWIEM NADZIKOWCY NIE SĄ POETAMI A LITERACKIMI KUNKTATORAMI.
Dlatego wyzywamy grupę "Na Dziko" na POJEDYNEK POETYCKI. Rzucamy im w twarz rękawicę: Meleckiemu, Majzlowi, Siwczykowi, Olszańskiemu.
Jeśli mają trochę dumy męskiej i poetyckiej odwagi - jeśli mają poetyckie jaja, albo w ogóle mają jakieś jaja - niech podejmą i staną do pojedynku na słowa i wiersze. Miejsce pojedynku wyznaczą oni - byle nie stchórzyli i nie odwlekali dłużej niż do końca listopada. Uważamy, że najlepiej by było, gdyby do takiego spotkania doszło w czasie tegorocznych prezentacji poetyckich organizowanych w ramach ARS Cameralis Superioris.
Jako swoich sekundantów prosimy Wymienionych Wyżej , a lepszych od nich poetó - aby czytali razem z nami swoje wiersze. Na świadków i sędziów prosimy Śląską publiczność, Czytelników, Polonistów i Publicystów śląskiej Prasy. Miejscem pojedynku może być Teatr Cogitatur, któraś z sal Śląskiego Centrum Kultury lub aula Wydziału Polonistyki U.Ś.
Ponieważ Na Dziko jest grupą dotowaną i hodowaną sztucznie z pieniędzy Wojewody Katowickiego oraz Gminy Mikołów i dysponują odpowiednimi środkami i możliwościami, zorganizowanie pojedynku pozostawiam im - byle odbył się on w Katowicach!
Jeżeli Melecki, Majzel i Siwczyk nie staną do pojedynku, mogą się nazywać nie grupą "Na Dziko" a grupą dziwek poetyckich. Rekawica została rzucona - teraz niech ją podniosą. Niech się nie chowają za plecami kupionych redaktorów, poetyckich sław spoza Śląska i urzędników.
(...)

Wyzwanie na pojedynek podpisali Zbigniew J. Derda i Sławomir Matusz.
Ich autorstwa jest również:

"Wspólny wiersz (lub manifest Grupy Poetyckiej '63)"

"my - rocznik sześćdziesiaty trzeci
otwarci na oścież
czytamy słowniki wyrazów obcych
nie rozumiejąc ani słowa kupujemy bilety do kina
aby przypomnieć sobie zerwane filmy
z niepewnością spoglądamy w kierunku lustra

my - rocznik sześćdziesiaty któryś
pamiętający jak amerykanie dostali w dupę
w indochinach łajkę i nieporadny taniec pierwszych
lunatyków my - dzieci oxyteracyny kolejek po mięso
kartek na cukier i wódkę czytający pod ławką
język trzeciej rzeszy i zniewolonych ludzi biegający
z ulotkami jak dzisiaj z plakatami bohaterowie
niedozwolonego protestu z haustem trawy
kupionej od sołdata wołający jaruzelskiemu prosto w oczy
bóg jest wielki my - to znaczy
ja między czymś co trudno nazwać amnezją
polinezją
a nową cena poezji "


 28 listopada, 2001          powrot do poczatku strony
"Czy Ty jeszcze dzialasz? Ja ledwo dycham. Przeziebieniowe scierwo chcialo mnie calkiem rozlozyc, ale dalam sie tylko do polowy. W rezultacie zaczelam brac narkotyki na kaszel - lekarz dal mi kropelki z opium. Na co mi przyszlo na stare lata. No, ale zawsze chcialam sprobowac narkotyku, teraz wiem, jak to jest. Na poczatku jego zazywania rechotalam, jak glupol. Konowal wyslal mnie do roboty i jak sie tak nienormalnie zachowywalam, to ludzie dziwnie mi sie przygladali! Teraz do dawki sie przyzwyczailam i jestem spokojniejsza.
U nas na chwile spadl snieg i nawet bylismy na sankach i prawie kuligu, bo raz nie musielismy sie sami drapac (ok. 25 min. trwa taka wedrowka, zjazd 2min.), tylko traktor, ktory robil tor (na lesniej drodze), pociagnal nas
pod gore. Dla Kurta takie przazycie bylo premiera...
Czuje sie jak wrak, tylko mniej barwny i interesujacy niz te, ktore mialam szczescie ogladac pod woda. Ja tez mam chandre, ale to przez wrednego wirusa, ktory calkowicie rozlozyl mnie na lopatki, a teraz jeszcze "ozdobil" skore na wyprzala (jak to sie poprawnie pisze?) i lekarz dal mi krem z mocznikiem (zamiast poradzic, zebym ja swoim wlasnym moczem obsikala!). Mam nadzieje do swiat dojsc do siebie, bo jestem zupelnie bez energii i gdy wracam do domu, juz na nic nie mam ochoty, tylko zmuszam sie do przygotowania czegos do zjedzenia (no, bo pewnie, po pracy latam albo na fizykoterapie, albo do konowala i zupelnie brak mi czasu). Mam zawsze jedna pocieche, gdy mi zle i humor nie dopisuje - ide do pokoju-galerii i ciesze oczy i dusze naszymy ladnymi, barwnymi fotkami podwodnymi (najladniejsze powiekszylismy na A4 i nakleilismy na srebrne pasportou i mamy ich pelne sciany) i marze o nastepnych nurkowaniach i wtedy znowu zachciewa mi sie pokonywac codzinne trudnosci. Kropelek Ci nie dam, bo to ja jestem narkoman i mi sie podoba je pic (ohyda w smaku).
Juz nie ma sniegu i jest mi przykro, bo sprawia mi wielka radoche, ktore potrzebuje o tej ponurej porze roku (mamy albo mgly, albo gdy te znikaja, pojawiaja sie bure chmury). Magdalena Niederer"
| powrót do strony autora |


 27 listopada, 2001         powrot do poczatku strony
 "Witaj Danusiu!
Co nowego w chmurach ?
Ja pracuje ( wraz z kolezanka ) nad tlumaczeniem moich wszystkich
plodow na jezyk szwedzki bo chcialbym wydac w przyszlosci
ksiazke-zbior na rynek szwedzki . Niektore teksty chcialbym "podeprzec" kilkoma zdjeciami tych, o ktorych wiersz lub fraszka traktuje - zobaczymy co z tego wyjdzie.....
Przesylam Ci na pamiatke 2 "bluesowe" moje zdjecia z  Mr Lee Oskar ( USA ), ktory jest znanym w swiecie muzykiem grajacym na harmonijce ustnej ( gral kiedys z Eric Burdons WAR ) a zarazem wlascicielem firmy produkujacej harmonijki " LEE OSKAR".  Lee przebywal z krotka wizyta w Szwecji przed paroma tygodniami i "zahaczyl" o moje miasto.....
Serdecznie pozdrawiam wszystkich bywalcow strony Miasta Literatow ++ oraz Ciebie - Leslie Kot"
Tailgate Ajar - Leslie - Lee - jam session 2001
Leslie Kot & Lee Oskar 2001
| powrót do strony autora |


 24 listopada, 2001        powrot do poczatku strony
 " Pani Danusiu, zapewne Panią rozczaruję,ale muszę się przyznać! Jestem 70-cio letnią babcią. Krótko charakteryzuje mnie oficjalna notka, którą umieszczam  przy różnych okazjach konkursowych.Zał1. Załączona fotografia dopowie resztę. Zał2 Mimo to czuje sie nieźle, gdyż robię to co lubię. Jesli Pani "Organ" nie ma charakteru  wybitnie młodzieżowego, to moze się zaprzyjaźnimy? Dlatego (mając te nadzieje), podaję swoje "dokonania": Zaczęło sie od ksiązeczki "rodzinnej", wydanej metodą komputerową w ilości 50-ciu egzemplarzy, o genealogii rodzinnej. Była ona dość ciekawa, gdyż występują w tej historii sukiennicy pochodzenia niemieckiego - sprowadzeni przez Czartoryskiego w ramach uprzemyslawiania ziem polskich w okresie Księstwa Warszawskiego, a także pojawia sie tam modelarz porcelany w Ćmielowie Marinus Liedel - mój pradziadek. Potem, nastapily inne próby i jakies tam małe sukcesy. - Nagrodzony drukiem udzial w konkursie "Prababka w sepii", organizowanym przez miesięcznik Twój Styl (Nr.9 (38) r.1993). - Wiersze drukowane w Wiadomościach Kuturalnych (Nr.43(127) r.1996). - 2 maja 1999 wyróznienie w XIII konkursie w Wąglanach- Bialaczowie, gdzie dziala poeta wiejski pan Waldemar Jóźwik. - grudzień 1999  1-sze miejsce z collage w 3 Ogolnopolskim konkursie "Penetracja Wyobraźni" Inowroclaw '99. - Luty 2000 wyroznienie drukiem w tomiku pokonkursowym w XVII Ogólnopolskim Konkursie Jednego Wiersza  o Laur Tarnowskiej Starówki. - W lutym 2000 wydałam tomik pt. "Orfeuszu, ja pójdę pierwsza..." - Wyd. Nowy Świat http://www.nowy-swiat.pl/. - czerwiec 2001 I-sze miejsce za nowelkę "Motocykl" w konkursie "Praskie Skupienia", organizowanym przez Dzielnicowe Centrum Promocji Kultury - Praga Poludnie http://www.dcpk.art.pl/. - 1 wrzesień 2001 II -gie miejsce w III-cim Dolnośląskim Konkursie Poetyckim "Slowo jak duch" organizowanym przez Katol. Stowarzysz. Civitas Christiana. Ponadto mam swój udzial w antologiach poetyckich Wydawnictwa MAK ze Szczecina i Wizard z Wrocławia. Posylam kilka swoich wierszy.Zał.3.   Moja znajomość z panem Brudnickim rozpoczęła sie kilka lat temu, kiedy przy Urzędzie Dzielnicowym Praga-Południe, w Dzieln. Centr. Prom. Kultury powstal osrodek konsultacyjny dla tzw."piszacych". Konsultantem zostal pan B. Dzieki jego energii, poświeceniu, a także szczegolnej życzliwości i aktywności pani Dyrektor DCPK, grupa ludzi w różnym wieku i o róznych zawodach, utworzyla  "skupisko" (nazywamy to ulem) i wybralismy dla niego nazwę Praska Przystań Słowa. Spotykamy sie przecietnie dwa razy w miesiacu. Na konsultacje i na Biesiady Literackie. Te oststnie są zwykle imprezami promocyjnymi wydawanych tomików - zarowno uczestników PPS jak i osób "z miasta". Często bywaja to spotkania z uznanymi już poetami czy pisarzami. Szczegółowe plany DCPK można znaleźć na stronie http://www.dcpk.art.pl/ Rozgadałam się. Myślę, ze trzeba konczyć.   Pozdrawiam       Marianna " | powrót do strony autorki |


 25 lipca 2001        powrot do poczatku strony
recenzja opowiadania P. Giedrowicza napisana przez M.K. Piekarską
| powrót do strony autora |


 15 lipca 2001        powrot do poczatku strony
Krzysztof Wejdman i jego poezja.
napisane przez Lidię Kosk  

Nieprzewidziane sa drogi i ścieżki na których spotykają się ludzie. Gdy w pażdzierniku l994 r. prowadziłam dialog z wytrwałym uczestnikiem mojego spotkania autorskiego w Ciechocinku czułam – wiedziałam, że będzie ciąg dalszy. Zimny, jesienny, zadeszczony wieczór i emocje.
 
Czytał mi potem swoje wiersze przez telefon z Krakowa. Miały zawsze zamkniętą formę i konstrukcję, w której nie można było dokonywać żadnych zmian. W czasie spotkania w Krakowie zapoznałam się z jego wierszami w rękopisach i maszynopisach (zasługa jego żony). Wiersze wołały o wydanie. Autor, mimo że zyskiwał wyróżnieniach na konkursach wierszy nie spotkał się z życzliwością i pomocą w ich wydaniu w formie publikacji. Niezwykle wrażliwy, ufający ludziom, źle znosił pomyłki. Potrzebował uznania by tworzyć, a tworzył pięknie. Z wykształcenie elektronik, miał duszę malarza, muzyka, poety. W okresie, gdy go spotkałam był poetą. Powinien pisać i pisał, miumo kłopotów ze zdrwiem. Jego szuflada była naprawdę zapełniona. Wyciągnięte z niej przeze mnie wiersze, przez niego zaakceptowane do wydania, ukazały się w debiutanckim tomiku „Posiąść czas”. Jakże się z niego cieszył, krótko. Doczekał się wydania, lecz... Plany autorskie, poszukiwanie nowych form przecina nagle drugi, tragiczny w skutkach zawał serca. Promocja tomiku była już jednocześnie uczczeniem pamięci o nim i jego tworczości. Pozostały wiersze niewydane, niektóre czytałam jeszcze z nim, i napisane później. Będę się starała aby ukazały się w internecie, gazetkach, może i obszerniejszej publikacji. Umarł w jesieni, w miesiącu opadania liści, które powracają wszak każdej wiosny. Powracającej o nim pamięci dedykuję utwór: 
Spóźniona scena
 
Firmanent płynie księżycem
strząsającym obłoki
wierne jak cienie wygiętych sosen
jałowców wielokształtnych
porozstawianych jak dzieci
z różnych roczników
na placu zabaw, w oczekiwaniu
 
Trwa spektakl jednego widza
 
A Ktoś, kto właśnie mógł tu być
przemknął przez księzyc cieniem liścia
biała brzoza wznosi się zwiewnie
sosna konarem niuepokoi niebo
proszą o gościa
 
O cień za póżno

| powrót do strony autora |                            Lidia Kosk


 orlado, 4 lipca 2001        powrot do poczatku strony
"Komedia Muzyczna"
autorstwa 
Jacka Ślusarczyka, opowiadająca o     
losach i przygodach tzw. "sfery podłogowej" w USA.
 

 warszawa, 20 maja 2001        powrot do poczatku strony
Wspomnienie o Robercie Krajewskim
wygłoszone przez Piotra Giedrowicza

Ten czerwcowy dzień wygląda na niepowtarzalny – co tu dużo mówić, ze względu na wiele atrakcji przeżywamy moment z gatunku magicznych i wielu z was mogłoby spytać dlaczego akurat ktoś chce w tym całym zamieszaniu zawracać wam głowę wierszami mało znanego poety. Ale jak powiedział pewien mądry Bułgar: śmierć pokonuje życie, ale wspomnienie przeciwstawia się nicości. Robert Krajewski był wschodzącą gwiazdą intelektualnego środowiska Warszawy przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wraz ze schyłkiem zbliżających się wakacji minie dziewięć lat, jak ciosem karate zabił go ponury wykidajło w jakiejś podrzędnej knajpie we Włocławku. Był to dzień kiedy w tym prowincjonalnym mieście grały Czerwone Gitary i Robert ze względu na zbieżność nazwisk z liderem tej formacji mógł wejść do knajpy zarezerwowanej dla świętujących swe triumfy gwiazd pop-kultury. Zdążył zamówić drinka, gdy zniecierpliwiony bramkarz postanowił zamknąć bar. Krajewski nie był z gatunku ludzi, którymi można pomiatać – powiedział, że nie wyjdzie zanim nie wypije i nie był to przecież kaprys, ale zapłacił za to własnym życiem. Robert przeczuwał swój koniec i wcale go się nie obawiał – zostawił po sobie testament. W wielu rozmowach z przyjaciółmi powtarzał, że chyba nie przejdzie przez smugę cienia, za którą znajduje się kres złudzeń, temperowanie charakteru i proza zramolałej egzystencji.  Zakładał swoją śmierć w krótkiej perspektywie, choć wcale nie był awanturnikiem tylko wyrafinowanym intelektualistą imponującym ogromem swojej erudycji i osobistą kulturą. Po prostu nie bał się śmierci i dzięki temu nie bał się życia, dlatego najprawdopodobniej bogowie liczyli mu czas w trójnasób, jak komandosom liczy się potrójnie służbę do emerytury. Oczywiście jego śmierć była absurdem, oczywiście policja uznała ją za tuzinkowy nagły zgon, świadkowie w toku procesu o wszystkim zapomnieli, zabójca pozostał bezkarny. Jakiś przyjaciel przebywający zagranicą słał jeszcze jakiś czas listy do trupa, na pogrzebie było dwa tysiące osób, choć nikt nie nazywał tego wtedy „czarnym marszem”. Całą sprawę komentowano różnie. Mariusz Szczygieł, wtedy jeszcze wdzięcznie nieśmiały i arcyinteligentny młody reporter odnotował na łamach Wyborczej:

„Zginął poeta - pisano w Warszawie, we Włocławku mówili:
 – O, syn fotografa umarł”. W nekrologu Roberta Krajewskiego pewien człowiek, obecnie apologeta feudalizmu i propagator ślepej adoracji Boga, napisał wspominając swe rozmowy ze zmarłym: „Odnajdywałem w tym coś z Feuerbacha. Że człowiek, sam w sobie, jest ograniczony i skończony, natomiast człowiek z człowiekiem – ich związek, nawet werbalny – to wielkość i nieskończoność”. Historii Roberta Krajewskiego nie da się streścić w krótkiej mowie. Poezję można lubić lub nie, ale lepiej nie popełniać błędu jej uproszczonej klasyfikacji. Nawet nieco jarmarczna wersja żołnierskiej piosenki wzruszy, jeśli się zauważy wsłuchanych w nią weteranów jakiejś wojennej epopei. Twórczość Krajewskiego czeka na swoje miejsce w hierarchii zjawisk godnych uwagi. Nikt tu nie zamierza przeginać wzorem publicystów prowincjonalnych pism kulturalnych, którzy nazwiska Homera, Szekspira i dajmy na to Szymborskiej – wymieniają jednym tchem. Ale naprawiając błąd ludzi krótkowzrocznych, którzy lansują tylko żywych poetów, jedno tu trzeba powiedzieć:  poezja Roberta Krajewskiego – tak klarowna, formalnie zdyscyplinowana, jednocześnie wyrafinowana i niemal barbarzyńsko zmysłowa, prometejska i melancholijna - nie ma odpowiednika w polskiej literaturze. Kawałek pt. Abadon, transowy utwór o wirze namiętności i kresie złudzeń to genialna próbka współczesnej poezji metafizycznej. 

I nawet gdyby w tym miejscu, zrządzeniem złośliwego fatum, nie znalazł się nikt kto ma uszy do słuchania, osobiście wierzę, że światło tak naprawdę nie gaśnie – ono ciągle błyszczy gdzieś w czasoprzestrzeni.

Wspomnienie o Robercie Krajewskim wygłoszone przez Piotra Giedrowicza na pikniku literacko-muzycznym organizowanym pod auspicjami Staromiejskiego Domu Kultury. Warszawa, Park Skaryszewski, 10 czerwca 2000 r. ok. godz. 16. W chwilę poprzedzającą recytację wierszy Roberta Krajewskiego przez Tomasza Konopińskiego.


 warszawa, 4 maja, 2001         powrot do poczatku strony

 recenzja książki Krzysztofa Gąsiorowskiego
pióra Piotra Giedrowicza

  

Powrót do poprzedniej strony

kliknij tutaj: lista poetów aktualizowane: 20-05-2007 było już odwiedzin