| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com |

 
Magdalena Niederer

 


reportaze magdaleny to poezja oceanu
egzoyka, zatopione piekno...

a takze ciekawe informacje o krajach i ludziach...
nurkowala w zimnych, ponurych jeziorach polski. czasem zdarzylo sie ladne, z przejzroczysta woda, pieknymi roslinami i ryba. w kamieniolomach, w jaskini, w rzekach, pod lodem. pozniej pozegnala sie z zimnymi wodami i przeniosla w tropikalne regiony. pierwsze nurkowanie oceaniczne odbyla w keni i zaczelo sie zdobywanie kolorowych, pelnych bogatego zycia, ale i sinych pradow koralowych morz - egipt, karaiby - bonair - wyspa nurkow na antylach holenderskich, galapagos, malediwy, rozne regiony idonezji - sulawesi, irian jaya, kalimantan, komodo i alor, sipadan w malezji...
 
Od Santa Cruz do Darwin - Galapagos
Na archipelagu waranów (Nusa Tenggara)
 Adamanska przygoda - od Puketu do Archipelagu Mergui


Od Santa Cruz do Darwin - Galapagos   | początek strony |


Archipelag Galapagos lezy ok. 1000 km. od zachodniego wybrzeza Ameryki Poludniowej, dokladnie na rowniku i nalezy do Ekwadoru. Stanowia go mlode wyspy wulkanicznego pochodzenia. Te na wschodzie sa starsze, zachodnie natomiast mlodsze i jeszcze bardzo aktywne geologicznie. Na nich mozna czasem zobaczyc wulkany, ziejace ogniem, podziwiac „ksiezycowy” krajobraz, jedne z najwiekszych na naszym globie tuneli lawowych. Obserwujac roslinnosc i zwierzeta tych odizolowanych wysp, mlody Charles Darwin stworzyl teorie ewolucji. Przez wiele lat archipelag sluzyl piratom jako bezpieczne schronienie, lowcom wielorybow jako przystan i magazyn zywnosci, a wreszcie stanowil wiezienie. Obecnosc czlowieka uczynila czesciowe spustoszenie w jedynej w swoim rodzaju faunie i florze – marynarze ladowali na statki jako prowiant tysiace olbrzymich zolwi, ktore moga przezyc wiele miesiecy bez pozywienia i wody, zaprowadzili za to psy, koty i szczury, ktore polowaly na pozbawione leku miejscowe zwierzaki – jaszczurki, leguany, mlode zolwie, kormorany, ktore bez naturalnych drapieznikow oduczyly sie latac. Wiele z tych rzadkich stworzen zginelo bezpowrotnie, inne, zagrozone, naukowcy ze Stacji Naukowej Darwina, majacej siedzibe w Puerto Ayora na Santa Cruz probuja uchronic od zaglady.

 Po licznych, uciazliwych miedzyladowaniach i przesiadkach stanelismy wreszcie na Baltrze – wyspie-lotnisku. Przy nim juz czekaly na pasazerow przestarzale autobusy, ktore zawiozly nas do portu. Jeszcze jedna przesiadka, przeniesienie bagazy na prom, z promu do autobusu (na dach), z autobusu do taksowki i wreszcie dotarlismy do celu – Puerto Ajora, stolicy wulkanicznych wysp, polozonej na Santa Cruz. No i zaczela sie przygoda. Z pokoju hotelowego, znajdujacego sie w namorzynach, rankiem, po otwarciu oczu ogladalismy polujace na ryby pelikany, czaple i gluptaki o niebieskich stopach. Na czarnej  jak noc lawie liczne kraby poszukiwaly jedzenia, obok nich wygrzewaly sie morskie jaszczurki. W czasie spacerow po ulicach, znajdujacych sie w poblizu wody, musielismy uwazac, zeby nie nadepnac na pelikany, czaple, gluptaki,  morskie jaszczurki, czy leguany. Na tych wyjatkowych wyspach zwierzaki nie maja naturalnych wrogow i nie wiedza, co to jest lek, dlatego nie uciekaja od ludzi, tylko patrza im w oczy, gdy ci sie za bardzo przybliza. I wcale nie ustepuja z drogi – to czlowiek musi je ominac. One zreszta „mają pierwszeństwo”. Zwiedzac nieliczne, dostepne dla turystow wyspy (96% powierzchni Galapagos to park narodowy i nikt nie ma do niego wstepu. Tereny zamieszkale, lotnisko wojskowe wraz z baza i drogi  stanowia pozostale 4%) mozna tylko w towarzystwie rzadowych przewodnikow-biologow, ktorzy nie tylko sprzedaja swoje bogate wiadomosci, ale i pilnuja zwiedzajacych, zeby nie opuszczali wyznaczonych sciezek. A gdy wygrzewaja sie na nich akurat leguany, albo liczne ptaki wysiaduja jaja, zwiedzajacy musza je obejsc.  

Mieszkancy morza tez nie okazuja leku, chociaz poluja na nich liczne drapiezniki. Ledwo sie zanurzylismy, przybyly lwy morskie, zadziwiajac nas akrobacjami. Najpierw z ciekawoscia sie nam przygladaly, a po jakims czasie mielismy uczucie, ze chca nam zademonostrowac, jak zwinnie plywaja, a my jestesmy pokrakami, ktore w ich elemencie nie potrafia sie zgrabnie poruszac. Gdy im sie nudzi, bawia sie z nurami – ciagna za przewody automatow oddechowych, podgryzaja pletwy, chwytaja pecherze powietrzne, lekko, jak kociaki, chwytaja zebami wyciagniete rece. I nie potrafia zrozumiec, ze po godzinie przebywania w ich towarzystwie, konczy nam sie powietrze i musimy udac sie na powierzchnie. Majac takie wesole towarzystwo trudno sie nie usmiac, a jednoczesnie wypelnic maski woda.

 To sa najzabawniejsi towarzysze podwodnych wedrowek. W tych bogatych wodach, w ktorych mieszaja sie liczne prady, wszystko jest wieksze i w wiekszej ilosci. To wlasnie dzieki pradom morskim, ktore mieszaja sie przy Galapagos, wystepuja w nich ryby tropikalne i z chlodniejszych regionow, a nawet pingwiny. I to na rowniku! Te malutkie ptaki (osiagaja ok. 35 cm wysokosci) tez nie obawiaja sie czlowieka i chetnie z nim plywaja. Rozne rekiny, w zaleznosci od miejsca nurkowania, czasu i szczescia, albo pojawiaja sie na krotko, albo kraza wokol dziwacznych intruzow – a to, zeby im sie dokladniej przyjrzec, a to zeby zademonstrowac, kto jest prawdziwym wladca tej krainy. Ale powazych atakow na nurkow wokol Galapagos jeszcze nie odnotowano, chociaz i ludojad w nich plywa. My nie mielismy okazji ogladac go na wlasne oczy,ale niektorych towarzyszy naszej wyprawy spotkalo to szczescie. Akurat nie byl glodny i ignorowal ludzi. My juz w czasie pierwszych wejsc pod wode mielismy przyjemnosc ogladac rekiny pieski, galapagos, jedwabne – te byly bardzo ciekawskie i chetnie krazyly wokol nas. Pojawialy sie tez ryby mloty. Raje widzielismy praktycznie w czasie kazdego zanurzenia, a czasem i grupy orleni centkowanych. Lawice mniejszych i wiekszych ryb krazyly wokol nas, czasem na wyciagniecie reki. Podwodne wyprawy wokol Santa Cruz stanowily tylko rozgrzewke do safari, w czasie ktorego doplynelismy do Wolf i Darwin. Regiony wokol tych odizolowanych wysp, a szczegolnie ostatniej, zaliczane sa do najlepszych na swiecie, jesli chodzi o wielkie ryby.   Po szesnastu godzinach na morzu i zoladkach wywynietych na „druga strone”, wreszcie dotarlismy do celu. Juz switalo (bylo przed piata) i mielismy wielka przyjemnosc wcisnac na siebie skafandry i wskoczyc do wody. Zycie w niej buzowalo. Samych rekinow mlotow, przy marnej widocznosci (ok.12 m) zdolalismy zobaczyc kilka dziesiatek. Mureny plywaly swobodnie miedzy skalami, langusty maszerowaly po dnie. Ale na te drobne atrakcje nie zwracalismy praktycznie uwagi.  Nie mielismy czasu. Interesowly nas geste, jak sciany lawice ryb, wielkie makrele, tunczyki. Wystarczylo mocno, w silnym pradzie zaklinowac sie miedzy skalami i czekac, a film przebiegal (przeplywal) przed oczami. Tylko musielismy sie zdecydowac, w jakim kierunku patrzec, bo napiecie gwarantowaly liczne ryby mloty z przodu, z tylu, w bok, gore i dol. Czasem pojawialy sie nawet manty, ale najwieksze przezycie stanowily rekiny wielorybie. Te potezne, planktonozerne ryby plywaja majestatycznie i zupelnie nie zwracaja uwagi na nurkow, jesli ci je zostawiaja w spokoju.  Mozna sie im wtedy  dokladnie przyjzec iw spokoju podziwiac. Niesamowite wrazenie robi szeroki pysk, ktory nieoczekiwanie zbliza sie do podnieconego z wrazenia czlowieka. Nawet najbardziej doswiadczeni nurkowie nie pozostaja w czasie spotkania z ta najwieksza ryba naszego globu obojetni. Nic dziwnego, ze nie przeszkadzalo nam wstawanie przed switem i wskakiwanie do chlodego, targanego falami i silnymi pradami oceanu.  Nowe rekawiczki po kilku zanurzeniach i przymusowym trzymaniu sie ostrych skal, zeby nas prad nie porwal w blekitna dal, nadawaly sie do wyrzucenia. Ale na te podwodne rewelacje warto bylo poswiecic nawet najlepsze rekawice. Przy Darwin widzielismy tez w czasie nurkowania sporo delfinow, a na powierzni moglismy podziwiac ich ogromne stada w czasie polownia. Przykro nam bylo opuszczac ta samotna wyspe, na ktora turysci nie maj wstepu. Nie tylko jej brzegi sa niedostepne – stanowia strome klipy, ale i jest w calosci rezerwatem przyrody, zamieszkalym wylacznie przez liczne ptaki morskie – mewy, niezliczone fregaty i rzadkie gluptaki o czerwonych stopach. Szkoda nam bylo opuszczac te wzburzone, ale za to pelne zycia wody, a szczegolnie niezliczone i ciekawskie rekiny. Zejscie z bujajacej lajby mialo tylko jedna dobra strone – juz przy porannej toalecie nie obijalismy sobie bokow i nie mdlilo nas calymi dniami. I podloga wreszcie nie kolysala sie pod nogami. Galapagos spelnilo wiecej, niz nasze marzenia.



| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com |

Na archipelagu waranów (Nusa Tenggara)   | początek strony |

 

Po kilkinastogodzinnym locie z przesiadka w Singapurze, wyladowalismy w tropikalnym Denpasarze na Bali. Mimo zmeczenia bylismy w dobrych humorach, ktore stracilismy, gdy wszystkie bagaze zostaly juz wydane. Naszego, z calym sprzetem do nurkowania - zabraklo. Przed zaokretowaniem na lodke dla milosnikow swiata podwodnego planowalismy spedzic kilka dni na tej malowniczej, indonezyjskiej wyspie, wiec mielismy nadzieje, ze nasza torba dotrze na czas. Gdzie tam. Nie bylo po niej sladu. Poprosilismy organizatorow safarii nurkowego o wypozyczenie sprzetu. Statek, na ktory mielismy wsiasc, opuscil juz macierzysty port! Jak tu nurkowac bez automatow, pletw, skafandrow i jacketow? No, ale sympatyczni organizatorzy zawrocili statek i juz wiedzielismy, ze jednak mozemy na urlop sie udac i go nie zmarnujemy.

 Jazda po Bali i innych, gesto zaludnionych wyspach Indonezji wymaga silnych nerwow. Nie tylko panuje nietypowy dla nas ruch lewostronny, ale i kierowcy prowadza po wariacku. Wyprzedzaja na trzeciego, milimetry od innych samochodow, przed ostrymi zakretami. Najlepiej w takiej sytuacji zamkac oczy i nie patrzec. Wazkie, zatloczone jezdnie nie posiadaja pobocza, ani chodnikow, natomiast poruszaja sie po nich slalomem, poza samochodami, tlumy rowerzystow i pieszych. Warszawskie ulice w porownaniu z nimi sa oazami spokoju.

 Z Denpasaru lecielismy do Maumere na Flores. Juz samolot-weteran udawal sie na pas startowy, gdy kapitan zatrzymal maszyne. Hamulce okazaly sie niesprawne. Wrocilismy, mechanicy zreperowali uszkodzenie i chociaz z niepokojem w sercu, ale za to bezpiecznie dotarlismy do celu. Po drodze podziwialismy z lotu ptaka malownicze, wulkaniczne gory, wylaniajace sie od czasu do czasu z nizej polozonych chmur. W Maumere, wsrod wzburzonych fal wsiedlismy na malenki okrecik. Och, ta lupianka bedzie nam przez najblizsze dni sluzyla za ruchoma baze nurkowa? Na pokladzie znajdowalo sie tylko trzech pasazerow, wiec rzeczywiscie odbywalismy indywidualna wyprawe. Na tyle osob stateczek okazal sie jako tako wygodny.
Co prawda w kajucie nie bardzo mozna bylo sie obrocic, ale my nie bylismy tutaj, zeby przebywac w kabinie. Schodzilismy do niej tylko na noc. 

Po zaokretowaniu od razu wyruszylismy po niespokojnym morzu na wschod,  w kierunku Alor. Cale szczescie wczesniej zazylismy tabletki przeciwko chorobie morskiej. Mimo tego wywracalo nam zoladek na druga strone. Jedyna znosna pozycja okazalo sie lezenie na ocienionym pokladzie. Nie tylko my zle znosilismy to kolysanie, ale i zaloga, ktora „dokarmiala” ryby. W takich warunkach nie bardzo bylismy w stanie podziwiac mijane, wulkaniczny wyspy archipelagu. Z morza wynurzaly sie strome, czasem klifowe brzegi z czarnymi plazami. Niektore szczyty wypluwaly kleby dymu. Chociaz Male Wyspy Sunda leza tylko kilka stopni na poludnie od rownika, w czasie naszego lata prawie tam nie pada, i nie wystepuje na nich tropikalna roslinnosc. Brzeg porastaja zielone namorzyny, a troche wyzej zolta, wysuszona o tej porze roku sawanna.

 Nastepne dni wygladaly tak: pobutka wlaczanym motorem, kolysanie, przystanek na nurkowanie, sniadanie na bujajacym morzu, kolysanie, kolysanie, kolysanie, skok do wody, lunch (kto byl w stanie go skonsumowac) na bujajacej lajbie, chwila oddechu pod woda i znowu uciazliwe kiwanie. Cale szczescie na noce kotwiczylismy w spokojnych zatokach. No, ale warto bylo sie troche pomeczyc dla tego malowniczego, podwodnego swiata. Co prawda nie widzielismy w tej czesci podrozy wielu tropikalnych ryb, ale za to bardzo rzadkie okazy fauny morskiej – rozne, przedziwne, czesto kolorowe slimaki, dopiero odryte, kilkucentymetrowe, trujace osmiornice, swietnie zakamuflowane kraby, przepiekne korale, skorpeny o roznych odmianach. Czasem pojawil sie na chwile elegancki drapieznik – rekin, ale te staly sie wielka rzadkoscia. Indonezja jest najwiekszym esporterem swiata pletw rekinich i ludnosc lapie te fascynujace ryby, odcina im pletwy i zywa wrzuca do wody. W ten brutalny sposob traci zycie ok. 100 milionow tych waznych dla zycia w morzu zwierzat. Spelniaja one w wodzie podobne zadanie, jak sepy na ladzie – znaczy sa policjantami zdrowia dla ryb i chorych lub rannych ssakow. Statystyki z krajow, w ktorych rozwinela sie turystyka nurkowa udowadniaja, ze tylko w ciagu jednego roku zywy rekin przynosi 100 razy wiecej pieniedzy, niz martwy. Ale czy to wstrzyma ich zaglade? Na rynku pletwami tych drapieznikow (i innych zagrozonych gatunkow) rzadza mafiozi. I jak tu przekonac bogatego Chinczyka, czy Japonczyka, zeby zrezygnowal z drogiego, ale za to luksusowego smakolyku?

 Gdy na chwile schodzilismy na lad, wzbudzalismy sensacje wsrod tubylcow. Rzadko pojawia sie w tych regionach bialy czlowie, w dodatku z tak dlugim nosem i jasnymi wlosami. Kazdy chce dotknac skory. Ludnosc  na tych odleglych wyspach jest ogromnie biedna, ale pogodna. Kto posiada but, czy nie calkiem podarte odzienie, moze zaliczac sie do zamoznych. Dzieci wolaja „mister, mister” do mezczyzny i kobiety, a niektorzy starsi odnosza sie do bladej twarzy z dystansem, jesli nie z wrogoscia. Pamietaja jeszcze czasy holenderskich, okrutnych kolonizatorow i kazdy bialy jest dla nich uosobieniem zla. W takiej sytuacji lepiej oposcic malo przyjazna wioske.

 Po tygodniwym kolysaniu sie na zozbujanym morzu, udalismy sie na spokojeniesze wody wokol slynnej z najwiekszych waranow swiata Komodo. Te imponujace, osiagajace do trzech metrow dlugosci jaszczury moga byc niebiezpieczene i dla czlowieka. Wielu ludzi stracilo juz przez nie zycie. Ale w parku narodowym, po ktorym oprowadza turastow przeszkolony przewodnik, nie ma co sie ich obawiac. O poranku te zimnokrwiste plazy wygrzewaja sie na slonku, zeby nabrac energii. Uaktywniaja sie wczesnym popoludniem, a w upal chowaja sie w glebokim cieniu. Te ur-gady rzeczywiscie robia wrazenie, szczegolnie gdy slina cieknie im z szaro-burego pyska. W czasie dwugodzinnego spaceru widzielismy nie tylko warany, przyciagajace ciekawskich z calego swiata, ale i dzikie swinie, sarny, barwne, tropikalne golebie i papuzki kakadu. A na drzewach rosly kolorowo kwitnace storczyki.

 Po pieszej wycieczce w tropikalnym sloncu bardzo chetnie ponownie zanurzylismy sie w orzezwiajaca wode. Tutaj rafy wydaly nam sie jeszcze ciekawsz, niz wokol Alor i pelniejsze zycia, a przede wszystkim lawic ryb. Od malych, do drapieznych makreli, tunczykow. Nawet troche czesciej ukazywaly sie naszym oczom rzadkie rekiny, lacznie ze swietnie zakamuflowanym, przyczajonym pod acropora wobegongiem.  Tym razem czesciej nurkowalismy w chlodnych, bogatych w  plankton i ryby, bardzo kolorowych wodach. W tym nadmiarze korali trudno bylo znalezc rzadkie zwierzaki, bogato zamieszkujace Morze Flores. No, ale nasi podwodni przewodnicy posiadaja wspanialy wzrok i sa specjalistami w wyszukiwaniu takich ciekawostek ze swiata zwierzecego, jak miniaturowe koniki morskie, szkaradnice, kraby-dekoratory i osmiornice,.

 Wracalismy przez Sumbawe, ktorej mieszkancy uprawiaja ryz. Tarasy w porze suchej nawadniaja recznie, noszac wode z rzeki w koszach, wykonanych z lisci bananowca. Mozolne zajecie w prazacym, tropikalnym sloncu.

 W Bimie zwiedzilismy palac ostatniego sultana Indonezji. Zyl w spartanskich warunkach, pozbawiony wschodniego bogactwa i wszelkich wygod. Az zadziwiajace, ze tak skromnie mieszkal wladca. Chyba jedyny luksus stanowily tradycyjne instrumenty muzyczne. I nam pozwolono na nich zagrac.

 Na lokalnym lotnisku w Bimie spedzilismy upojne i upalne godziny. Opozniony  samolot okazal sie przebukowany i pracownicy lini lotniczych poszukiwali chetnych, ktorzy by zrezygnowali z podrozy. Z braku ochotniokow wytypowali tybulcow, ktorzy na dzien musieli przerwac lot. Turysci mieli szczescie i wszyscy zostali zabrani. A moze to dzieki indonezyjskiej goscinnosci zaden z zaagraniczniakow nie musial przedluzyc swego pobytu na tej rzadko przez bialych odwiedzanej wyspie? W kazdym razie bylismy bardzo szczesliwi, ze w ostatniej chwili zlapalismy nasz samolot do Singapuru, a nastepnie polaczenie do domu.


| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com |