| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com |

 

Magdalena Niederer

Od Santa Cruz do Darwin - Galapagos
Na archipelagu waranów (Nusa Tenggara)
Andamanska przygoda - od Puketu do Archipelagu Mergui


 
Andamanska przygoda – od Puketu do Archipelagu Mergui   | początek strony |

  Znalezienie na mapie Archipelagu Mergui, czy Burma Banks nie jest latwym zadaniem. Do tego celu nalezy zaopatrzyc sie w dokladne mapy Morzu Andamanskiego. Dla kapitania skierowanie statku na Burma Banks na pelnym morzu, mozliwie jest tylko przy pomocy GPS, bo z wody nie wystaje nawet najmniejszy skrawek ladu. Sa to porosniete koralami podwodne gory pochodzenia wulkanicznego, ktorych podnoze lezy na glebokosci kilkuset metrow, a ich  grzbiet siega od dwudziestu kilku do kilkunastu metrow pod powierzchnia. Wlasnie tam szukalismy przygod. Jedyna mozliwoscia dotarcia na te rzadko jeszcze przez nurow odwiedzane wody, stanowi safarii nurkowe, startujace z Phuketu w Tajlandii. Clown fish

Tajlandia jest w czasie europekskiej wiosny bardzo goracym krajem. Gdy opuscilismy dworzec lotniczy, uderzylo w nas rozzarzone i wilgotne (90%), klejace powietrze  (37°C). Do wyjazdu ta wysoka temperatura dawala nam sie we znaki! W takich warunkach i najpracowitszego ducha ogarnia totalne lenistwo i niechec do najmniejszego nawet wysilku. Nic dziwnego, ze gdy na jedna noc urzadzilismy sie w hotelu, nie mielismy ochoty na wypad do pobliskiej wioski. Ale glod nas przycisnal i jednak po zachodzie slonca wyruszylismy na poszukiwanie lokalnej restauracji. Wcale nie okazalo sie to latwym zadaniem. W tej turystycznej miejscowosci polokowali swoje intratne knajpy Europejczycy, ktorym znudzilo sie zycie na starym kontynencie, albo z roznych, raczej mniej sympatycznych powodow, nie moga wrocic do kraju urodzenia. Nie usmiecha im sie wejscie w kolizje z prawem, albo wyladawanie za kratkami, skoro w Tajlandii zyja, jak w raju.

 Wreszcie, po dlugim poszukiwaniu natknelismy sie na tajlandzka restauracje, w ktorej zjedlismy bardzo dobra, lekka i tania kolacje, przyprawiona palacym podniebienie sosem chili. Czy to sa warzywa, mieso, czy ryby, Tajlandczycy gotuja bardzo krotko, po czym podaja na wpol surowe potrawy i polewaja je ostrymi sosami, zeby pozabijac bakterie.

 Rankiem, po dokladnym nasmarowaniu sie kremami z silnymi filtrami przeciwslonecznymi, ulokowalismy sie w cieniu palm i dodatkowo pod parasolem. Te dzialania zapobiegawcze okazaly sie niewystarczajace i podpieklam sobie skore na chrupiacego prosiaczka.

Plywal wokol nas, jak wierny psiak... Pod wieczor rozpoczela sie wreszcie nasza morska przygoda – poznawanie raf wokol Tajlandii i Myanmaru. Na szczescie dla naszych zoladkow,  Morze Andamanskie w czasie calego, tygodniowego safari okazalo sie gladkie, jak jezioro. Za to nurkowalismy na otwartych wodach, na ktorych  nie bylo widac nawet sladu po ladzie, czasem wokol samotnych, pojedynczych skal, a drobne wysepki tylko kilka razy majaczyly na horyzoncie. Mimo gladkosci morza, do kilkunastu metrow pod jego powierznia odczuwalismy bardzo silne i niebezpieczne falowania, ktore nieuwaznego nura mogly rzucic o skaly, albo na uzbrojone w jadowite kolce jeze.

 Slynne z rekinow Burna Bank – podwodne rafy, ktorych dach lezy na 24 do 18 m. pod woda, bardzo nas rozczarowaly. Nie tylko okazaly sie zniszczone, czy to przez sztormy, czy przez polujacych za pomoca dynamitu rybakow), ale i calkiem pozbawione zycia, czyli reklamowanych lawic, nie wspominajac o drapieznikach. No, dobra, jednego, lagodnego i zwabionego rybami rekina udalo nam sie zobaczyc. Plywal wokol nas, jak wierny psiak, zebrzacy o smakowite kaski. Zadziwiajace, jak szybko mozna oswoic dzikiego drapieznika. Milo bylo go z bliska obserwowac, a nawet poglaskac po lepetynie. No, moze nie tyle poglaskac, co lekko, lagodnie odepchnac, zeby nie byl za bardzo nachalny, bo moze sobie pomyslec, ze wystajaca reka jest przekaska i ja scisnac miedzy szczekami, ktorych juz tak latwo nie zechce rozewrzec.

 Wielu Azjatow przy pomocy dynamitu zaopatruje sie w owoce morza. Na jednym nurkowisku widzielismy prawdziwy cmentarz – setki zabitych detonacja ryb lezaly miedzy koralami. Lowiac przy pomocy tej rabunkowej metody, tubylcy zbieraja tylko drobna czesc martwych zwierzat – wiekszosc z nich opada na dno i stanowi pokarm dla padlinozercow, jak jeze morkie, anemony, niektore i co lniewsze drapiezniki. Wybuch samodzielnie skontruowanej bomby zabija nie tylko ryby, ale i wszyskie, znajdujace sie w zasiegu fali uderzeniowej organizmy, lacznie z koralowcami. Niszczy w ten sposob caly ekosystem rafy.

 Wokol samotnych skal i rzadko rozsianch drobnych skrawkow ziemi Archipelagu Mergui zycie buzowalo. Zachwycaly nas nie tylko liczne osmiornice, mureny, kraby, langusty, sepie, odbywajace tance milosne, lawice fizylierow, makreli, barakud, okoni, i niezliczone ilosci innych ryb, ale i liczne manty, wywijajace salta bezposrednio przed nurami. I one stanowily najwieksza atrakcje naszej wyprawy. W tak duzej ilosci i w ciagu kilku calych nurkowan nie spodziewalismy sie ich ogladac. Woda byla ich pelna. Bez przerwy pojawialy sie nowe pary lub cale formacje. Wspanialym przezyciem jest obserwowac te lagodne olbrzymy w ich elemencie. Wielka radosc sprawily nam tez rzadkie koniki morskie. I to wszysko na tle kolorowych, miekkich korali, gorgonii i koralowcow rafotworczych. Niesamowite wrazenie robi tez wplyniecie w wielka chmure narybku – mozna w niej szybko stracic orientacje i w tej gestej, plywajacej zupie dostac zawrotu glowy. W niej szybko zrozumialam, dlaczego mniejsze ryby plywaja w lawicach . W ten sposob polujacy drapieznik traci z oczu pojedyncza ofiare, wiruje mu przed oczami i ... pozostaje glodny. No, moze nie tyle poglaskac, co lekko, lagodnie odepchnac, zeby nie byl za bardzo nachalny...

W drodze miedzy jednym nurkowiskiem a nastepnym, towyrzyszyly nam czasem delfiny, innym razem wale, a jeszcze innym mielismy okazje podziwiac polujace zeglownice.

 Morze, gladkie jak decha, sprawilo nam i niespodzianke w postaci drobnej, swietnie widocznej traby huraganu, wssysajacego wode z powierzchni! Niezapomniane przezycie w czasie tego spokojnego rejsu, w czasie ktorego z napietym oczekiwaniem wygladalismy odrobiny bryzy. Poza wrazeniami wzrokowymi z huraganu nie poczulismy nawet lekkiego podmuchu, chociaz przelecial w poblizu lajby. Widocznie to nietypowe i niepokojace dla nas zjawisko, kapitan swietnie zna, bo kursu nie zmienil nawet o ulamek stopnia i kierowal lodke prosto na trabe powietrzna.

 W Myanmarze zeszlismy na chwile na lad i zwiedzilismy lsniaca w tropikalnym sloncu swiatynie buddyjska. Zeby wejsc na jej schody prowadzace do placu, na ktorym stoi, musielismy zdjac buty. Na zewntrz swiatynia jasniala biela, a jej liczne kopuly  zlotem. W srodku cala jest wylozona lustrzana mozaika, a w siedmiu niszach znajduja sie posazki Buddy, odpowiadajace dniom tygodnia.

Zadziwiajace, jak szybko mozna oswoic dzikiego drapieznika... Odkad dotknelismy stopami tego tajemniczego dla nas ladu, towarzyli nam nieproszeni, bosi „przewodnicy”, liczacy na latwy i szybki zarobek. Koniecznie chcieli, zebysmy skorzystali z ich uslug, chociaz oprowadzal nas oficjalny, rzadowy przewodnik. Szli za nami waskimi ulicami, po ktorych bokach plynely w betonowanym rowie intensywnie pachnace scieki, tamowane przez liczne smieci. Wlasciwie jedynym czystym i nie cuchnacym miejsciem okazala sie swiatynia. Na niebie wisialy grozne chmury i troche sie obawialam, ze zmoczy nas deszcz, zanim zdolamy sie przed nim schronic. Mielismy szczescie i lunelo potokami, dopiero gdy wstapilismy na piwo. W ciagu minuty ulica przeksztalcila sie w rwaca rzeke, a deszczowka lala sie wscieklymi strumieniami przez zamkniete drzwi do restauracji, chociaz wejscie do niej bylo zadaszone, a drzwi, zdawalo by sie, szczelnie zamkniete – przezylismy prawdziwe, tropikalne oberwanie chmury. Po paru minutach sie rozpogodzilo i spokojnie moglismy wrocic na poklad.

 Lodz jest luksusowa lajba, swietnie dostosowana do potrzeb nurow – znajduje sie na niej dosyc miejsca na sprzet i duzy poklad, umieszczony nisko nad woda, z ktorego latwo wskoczyc do morza i z niego wyjsc. Pracowite rece pomagaly nam zalozyc ciezki, niewygodny sprzet, a  kucharka pracowicie kreowala wspaniale posilki – trzy razy dziennie dostawalismy gotowane dania, skorym switem, przed obfitym sniadaniem cieple, chrupiace buleczki i rogaliki, a popoludniu, codziennie, jeszcze gorace ciasto! Miedzy posilkami moglismy jest niezliczona ilosc pysznych, tropikalnych owocow i przekaski. Nie, takie sfarii stanowczo nie nadaje sie dla osob, pragnacych sie odchudzic.

 Zachwycil nas swiat podwodny Archipelagu Mergui, Wysp Surin i Similan, ale przed wyladowaniem w Europie ucieszylismy sie na wiadomosc podana przez kapitana, ze panuje zerowa temperatura. Wreszcie bedzie chlodniej. Wieczne upaly daly nam sie we znaki i z radoscia poczulismy chlodniejsze powietrze.


| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com |