| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| Część V | |
| 42 |
WIGILIA Kolęda (telewizor?) "Little drummer boy". Kolęda zaczyna się w całkowitej ciemności. Dopiero po dłuższej chwili wchodzą światła (obraz). Kolędę ma śpiewać mały chłopiec. Chór - sprzątacze basem spiewają, tło. Po kolędzie włącza się zwyczajny podkład muzyczny ze sklepu - tym razem jednak kolędy. WSZYSCY przystrajają pomieszczenie. Drabiny, bombki, łańcuchy, światełka. WŁADECZEK tylko siedzi w kacie i czyta gazetę. WARSZAWIAK monologuje na drabinie, którą trzyma syn (ubrany i uczesany jak trzeba): - No i najgorszy moment przychodzi teraz dla wakacjusza. Wigilia wakacjusza w Ameryce! Tak jakby się obchodziło wyzwolenie Bastylii w kiciu. TŁUMACZ: - Ciekawe, skąd to polskie określenie "kić"?! Iść do kicia? Takie pieszczotliwe to jakieś. Tak jakby kotek czy co? Jak masz żonę, którą nazywasz kicia i kicia coś przeskrobała, to idzie do kicia kicia z kiciusiem. To tu nazywają "slammer"! Od "slam that doors". STUDENT i GRZEŚ biorą automatycznie pióra i piszą w notatnikach coś. STUDENT: - Slammer to przez dwa m? TŁUMACZ: - Dwa. GRZEŚ: - Tłumacz... (zamyślony) wczoraj mi pakowacz dowcip opowiedział. To było tylko jedno zdanie: Poszła dziewczyna na ryby z dziewiecioma rybakami i wróciła do domu z... "red snapper". Nie było w słowniku. TŁUMACZ (powaxnie, bo coś majstrował): - To ryba taka jest. Dość duża, czerwona. "Snap" to znaczy "chwycić coś, ścisnąć". (Nagle "łapie dowcip" i zaczyna się krztusić. WSZYSCY zaczynają się śmiać oprócz Grzesia, który bezradnie rozglada się.) Po pewnym czasie. STUDENT: - Tłumacz, a wytłumacz, jak już jesteś Tłumacz, co to ten Thanksgiving Day. Mam wrażenie, że oni to chyba bardziej obchodzą od Bożego Narodzenia. Indyka pieką. Powaga. WARSZAWIAK: - W zeszłym roku zaprosili nas obcy ludzie spotkani w sklepie na tego indyka. Pamiętasz, Tłumacz? |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 43 |
Wchodzi FIZYK FIZYK: - A, to ciekawe święto.!! Pierwsi osadnicy kiepsko tu dosyć wystartowali. Jak ich bieda już tak przycisnęła, że ani du du - głód, nie było gdzie iść. To pojawili się prawdziwi rodowici Amerykanie nazwani dla ułatwienia, przez Krzycha Kolumbusa Indianami, bo myślał głupek, że do Indii dopłynął. Legenda głosi, że poczęstowali przybyszów pysznym indykiem pieczonym. No i od tego czasu Amerykanie obchodzą Święto Dziękczynienia, bo przetrwali i dobry Bóg dał im siłę, żeby mogli tych Indian szybko wyrżnąć. Potem wiodło im się coraz lepiej. Sprowadzili niewolników. Zwalczali entropię. Postawili domy, banki i sklepy, w których możemy, panowie, pucować podłogi. Nie trzeba było nas przywozić. Przyjechaliśmy sami. Opłaciliśmy podróż i kogo trzeba w konsulacie i o ucieczce ani myślimy. Tak, że jest, kurczę za co dziękować! Wchodzi PREZES z czekami. PREZES (flegmatycznie): - Jakbym złapał tego Kolumbusa, to bym mu parę razy zdrowo przypucował. Znów nam z czeku potrącili. Mówią, że na insiurę. TŁUMACZ: - Ubezpieczenie. FIZYK: - Nie narzekaj! Zarabiasz i tak dwa razy więcej od kasjerki. Ta chociaż liczyć musi umieć i po angielsku perfect! Podatków nie płacisz wujkowi Samowi. A ona musi. I długów nie masz, a tu większość zadłużona po uszy na kartkach kredytowych - na całe życie. To taki nowy rodzaj niewolnictwa. WARSZAWIAK: - Co się dziwić! Dzieci widzą, że forsa ze ściany wychodzi - tylko guzik nacisnąć - to wydają później, ile wlezie. ŚWIATOWY (wchodzi w międzyczasie): - Na osłodę, panowie, "Christmas bonus" od firmy. WSZYSCY podchodzą. PREZES: - Hej, pięćdziesiąt dolców! (zaczyna tańczyć ze STUDENTem w takt kolędy) WŁADECZEK czyta głośno z gazety: They say... it is cold in Poland...W Polsce zimno jest bardzo. Snowing - śnieg pada. Zima... very cold. (Cisza kłopotliwa. Tak jakby poruszyl zły temat.) |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 44 |
ŚWIATOWY: - Władeczek, nie czytaj tych bzdur, bo zdrowia szkoda. Tam same przykre wiadomości. Sensacje! Reklamy! Jakbyś z tej gazety złe wiadomości wyciął, to by ci zostały tylko nekrologi. Władziu, już lepiej przynieś wódkę z chłodni. Leży tam od dwóch dni pod lodami dla dzieci. Mam nadzieję, że żadnemu dziecku przez pomyłkę nie wydali. A uważaj na strażników, bo jeszcze łażą po sklepie. WŁADECZEK: - What? ŚWIATOWY: - Sukura waciuje zza kornera, Władziu. WLADECZEK: - oo! oo! oo! (wychodzi) WARSZAWIAK: - Patrz no! A o wódce to wszystko zrozumiał. FIZYK: - Daj mu spokój. On ledwo kontaktuje. Po śmierci Dziadka to nie ten sam człowiek. MARTA: - On go bardzo kochał. ŚWIATOWY (szybko zmienia temat): - Apropos tych gazet, to szybko nauczyłem się, jakie wiadomości tu się liczą. Pracowałem przez pewien czas jako "free lancer" - to wolny strzelec po polsku będzie - dla telewizji: trzech kanałów +CNN. FIZYK: - Nie gadaj! No, nic nie mówiłeś! ŚWIATOWY: - Wstyd trochę. Spółka była z przyjacielem... (macha ręką) FIZYK: - Serce miał mniejsze od główki, co? ŚWIATOWY macha ręką z bolesnym grymasem. WŁADECZEK wraca z wódką i zaczyna nakrywać do stołu - WSZYSCY pomagaja. ŚWIATOWY: - Ale, wracając do rzeczy, raz na lotnisku byłem. Filmowaliśmy nową linię lotniczą - Patrzę. A tam chór murzyński - ze 150 osób! Dziewczynki, chłopcy, w wieku 14-17 lat. Stoją na podium i śpiewają kolędy dla pasażerów wychodzących z samolotów. WSZYSCY się śmieją, atmosfera świąteczna, pycha! Fajno jest! Choina może pięciopiętrowa stoi. Światła na niej zakładali dwa miesiące. Przepiękna! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 45 |
Tablica, że najwyższa, najbogatsza ze wszystkich na południe od Hudson River - no jak zwykle; skromnie i wstydliwie - Ameryka! (smieje się) Dzieci śpiewają jak anioły. Głosy czyste, profesjonalne. Po pewnym czasie jednak repertuar kolęd się wyczerpał i chór zaczął śpiewać piosenki ludowe. Część zaczęła tańczyć - układ choreograficzno-chóralny. Nagle patrzę, a oni śpiewają przepiękną, skoczną żydowską melodię. I tańczą! Ja za kamerę i kręcę! Murzyński balet na tropikalnym lotnisku tańczy żydowski układ baletowy w czapeczkach świętego Mikołaja. Dzwonię do kierownika produkcji i mówię, że taki wspaniały materiał skręciłem. A on wysłuchał i pyta, czy któraś z dziewcząt jest w ciąży. Ja zgłupiałem. "Co?" - mówię. A on na to, że gdyby była w ciąży i poroniła na lotnisku, no, to jest ciekawy materiał! Naprawdę dobry! A to to mogę sobie... tego - i odwiesił słuchawkę. No i tak tu się kręci, bracie. Nawet jak pogoda ładna, to przypominają tornado sprzed pięciu lat, żeby było ciekawiej. STUDENT: - To mówisz, ŚWIATOWY, że cały chór był murzyński? ŚWIATOWY: - No! STUDENT: - Tu na Południu to ciągle jeszcze nie bardzo się, no... zgadzają z białymi. Co? ŚWIATOWY: - Ja uważam, że to świetnie! Kiedyś rozmawiałem z pracownicą w szklarniach - taka w średnim wieku pani. Razem prowadziliśmy oprysk. Zacząłem ją wypytywać o aperthaid i ewentualne animozje. A ona tak mnie słucha, słucha... A w końcu mówi: "wiesz, moja matka była niewolnicą." Panowie, to było wczoraj. Uważam, że jest bardzo dobrze. Prawdziwe różnice są tak naprawdę między bogatymi a biednymi. Umierają niby tak samo. Ale taki Michael Jackson. Śpiewa, że wszystko jedno, czy biały, czy czarny. Ale się wybielił drań przy pierwszej okazji. (smieje się) Tak przy okazji, jak obserwowałem te uwielbiające go, mdlejące tłumy - to jest jakaś potrzeba w ludziach uwielbiania kogoś. (zamyśla się) To warte rozprawy doktorskiej. Ale wracając do Murzynów. Przepiękną mają muzykę! Blues, jazz, rock&roll wszędzie są i wszędzie wnoszą tę swoją radość. To zupełnie inna kultura od tej białej amerykańskiej. Różni się tak jak kowboj się różni od szamana. - Uroczy ludzie. Panowie - Murzyni mają słowiańską duszę! Uśmiech od serca, ciepli są przy tej anglosaskiej |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 46 |
białej kulturze i dla mnie osobiście bliżsi. Obraz Murzyna ukształtował nam się niestety, koledzy, na trzech przykładach: Kali - "W pustyni i puszczy", Murzynek Bambo i opowieści katechety, że diabeł musi być czarny, na lekcjach religii. Porównajcie country muzykę i muzykę Murzynów. W country życie to ”tragiedia": błoto, pada, kobieta odeszła... WARSZAWIAK: - Z Murzynem. ŚWIATOWY: - ...pies zdechł. A tu: życie to radość! Seks! Przyjemność! Pan Bóg to przyjaciel - nie trzeba się go bać! To radość - taniec! Ś.P. DZIADEK do murzyńskiego kościoła chodził pośpiewać i potańczyć. Oj, lubili tam Dziadka - jedynym białym w kościele był. Hej, poczekajcie no! Gdzieś tu musi być jego ulubiony przebój. No, gdzie to jest? (szuka nerwowo) O, jest! WŁADECZEK (przykłada dłonie do uszu i krzywi się). ŚWIATOWY: - "Let It Whip". DZIADEK lubił tym Władeczka katować. Nazywał go "Władisław Wstydliwy". (puszcza melodię) Chodź, Władziu! WŁADECZEK po pewnych oporach tańczy ze wszystkimi. Potem ukradkiem wyciera oczy (po tańcu "Let it whip") FIZYK: - No, panowie, dosyć! Święta! Święta! Pan Jezus urodzi nam się niedługo z Maryi Dziewicy, a my takie rzeczy. Dajcie spokój, na miłość boską! ŚWIATOWY (śpiewa kościelnie): - Nie wzywaj imienia Boskiego nadaremnoooo. WARSZAWIAK włącza polskie kolędy (BOOM BOX). Słychać MAZOWSZE "Lulaj że Jezuniu". WSZYSCY smutnieją. FIZYK wstaje po pewnym czasię i wyłącza magnetofon. Porusza się dość sztywno z opuszczoną głową. WSZYSCY chrząkają, wycieraja nosy - widać, że myślami są w kraju. FIZYK: - Posłuchajmy może amerykańskich. Kolędy ... WARSZAWIAK (energicznie): - Siadamy, panowie. FIZYK: - Sianko? STUDENT: - Jest. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 47 |
FIZYK: - Pierogi? GRZEŚ: -Są. FIZYK: -Ryba? WARSZAWIAK: - Jest. FIZYK: - Jaka? WARSZAWIAK: - Karp. Ktoś z Nowego Jorku samolotem przysłał. FIZYK: - Kto to może być? Znacie tam kogoś? WŁADECZEK: - Zeniu mniał. Cisza. FIZYK: - Opłatki z listów wyjęte? CHÓR: - Są. FIZYK: - Śledzik? WŁADECZEK: - Here. FIZYK: - Wódka? WŁADECZEK: - Here. FIZYK: - Barszcz? MARTA: - Jest. FIZYK: - Z papiera? MARTA: - A skąd? (oburzonym tonem) Sama buraki obierałam. FIZYK: - Sernik? Jest. Sam zrobiłem. Niespodzianka! (wyciąga sernik z radosnym "ooo" współbiesiadników.) FIZYK: - Wolne miejsce? CHÓR: - Jest! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 48 |
FIZYK: - Gwiazdka na niebie? TŁUMACZ: - Jest! TŁUMACZ: - Prezenty?! PREZES: - Umawialiśmy się, że nie... (zawiesza głos i otwiera usta zadziwiony) Drzwi się otwierają i wchodzi Święty Mikołaj w pełnym rynsztunku z worem. ŚWIĘTY MIKOŁAJ: - Ho, ho ho, Merry Christmas! (basem) KOLĘDA "SANTA CLAUS IS COMING TO TOWN" UKŁAD CHOREOGRAFICZNY ZE ŚWIĘTYM MIKOŁAJEM Radosny gwar. Swięty Mikołaj podaje prezenty (nic nie mówiąc) FIZYKowi. Ten odbiera automatycznie, czyta kartki zdziwionym głosem i podaje uczestnikom biesiady. FIZYK: - MARTA? MARTA (odbiera, odpakowuje): - O Boże! Komplet dżinsowy i kosmetyki.(cieszy się) O takim marzyłam. FIZYK: - STUDENT? STUDENT rwie papiery: - Odtwarzacz CD!!! (skacze do góry) FIZYK: - PREZES? PREZES rozgląda się z niedowierzaniem: bajecznie kolorowa koszula i słomkowy kapelusz - zakłada i uśmiecha się. FIZYK: - Tłumacz? TŁUMACZ zdziwiony otwiera: - Słowniki! "Idiomatic"! A to co? "Życie seksualne Eskimosów"? WSZYSCY śmieją się. FIZYK: - ŚWIATOWY? Mała paczka, coś dla ciebie. (podaje kopertę) ŚWIATOWY: - Najlepsze prezenty przychodzą w małych paczuszkach! (otwiera) Ooo! Bilet na koncert Buffeta! (Tańczy z radości, całuje bilet) |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 49 |
FIZYK: - Grześ? GRZEŚ zdziwiony podchodzi. Wyciąga gitarę elektryczną: - To potwornie droga gitara! Dzięki! Tato, to od ciebie? WARSZAWIAK kręci przecząco głową. WŁADECZEK (niecierpliwie): - How about me? A dla mni gift? ŚWIĘTY MIKOŁAJ wyciąga zza pleców rózgę i mówi: - A to dla ciebie gangrenu jedna, bo smutne giemby masz! Bodajci obysrało! (Pociąga za sztuczną brodę i ukazuje się uśmiechnięty DZIADEK.) WŁADECZEK wali się nieprzytomny na ziemię. Cisza. Pełny szok. DZIADEK rozgląda się zdziwiony. DZIADEK: - Nu, co on? Stari chłop, a w świętego Mikołaja jeszczy wierzy, durnyło jedno! Coś za mocny niespodzianki zrobił, chuliera! Powinien nie robić! Nu, Władeczek nogi wyciungnął! Boże ty mój! (szarpie Władeczkiem) Hej, wstawaj maszkaru jedna! Władziu! Wódki si wyliała! RESZTA zmrożona, nikt się nie rusza. DZIADEK podnosi się zdziwiony biernością kolegów. PREZES rzuca się Dziadkowi do nóg i szlocha: - To ty, DZIADEK, żyjesz? DZIADEK: - A temu co? Co wy tu pijecie? Przed wigilium du choliery, a un już pijany! (do PREZESa:) Jutro idy umrzyć, bo dziś chcy si na ty twoi głupi giemby popatrzyć, żeby lżyj było umirać! FIZYK, gadaj, co si dziji, czemu ja umrzyć miał? (szarpie się, chce się wyrwać PREZESowi, który ciągle obejmuje go kurczowo) WSZYSCY podchodzą i obejmują Dziadka na raz. W końcu wyrywa się i wrzeszczy: - Jegu ratujci! Toż jemu w tych smutnych oczych pocimniału! Część rzuca się do Władeczka, który dochodzi do siebie i cichutko chlipie. Ciagle bredzi. WŁADECZEK (cieniutkim pokornym glosikiem): - Ja nikomu nie przeszkadzam... Ja nikomu nie przeszkadzam... Ja nikomu nie przeszkadzam... (i nagle lwim głosem ryczy) WSZYSCY mnie przeszkadzają! WSZYSCY odskakuja przerażeni |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 50 |
WŁADECZEK dygocze cały, krzyczy: - Zenek! You tell me zara, co to za wic? Co za joke? To too much! To za dużo! To too much! (zaczyna szlochać znowu) DZIADEK nie traci rezonu: - A ty, Władziu, co? Szalieju si opił? Jaki wic? Z dupum si na rozum zamnienił!? Jaki ja nieboszczyk, jak ja ciepły i chodzym?! Zaczyna chodzić jak modelka. WŁADECZEK (krzyczy): - Z paruchronym dziampał?! DZIADEK: - Nu skakał. WŁADECZEK: - W bagno był?! DZIADEK: - Był! WŁADECZEK: - Toż mus utopiwszy si! DZIADEK: - Eee, taki tam bagno! U wujka Liona na Zaolziu, tam było bagno! Jako mała chłopaka tam bawił si cały liato. Tu to taki (krzywi się) amerykański bagno jest! Krukodyli trochi bał si, ali widać spaduchruniarzy nie lubio, ze spaduchrona taki maty zrobił i tak rolował si jak ta świnia cały Boży dzień. Helikoptyr liatał pary razy, ali widać ślepygo pilota dali, bo mni wcaly ni widział. Ja tyż ni machał, bo jedyno rzecz, com móg machać, tom w spodniach mniał, bo rolowałym si. Myśliał pewnu, że krokudyl, bodaj to obysrało. WŁADECZEK: - Nu a jak wyliaz? DZIADEK: - Toż na hajłeja wyliaz ja i na paliec pojechał! Dobrzy ży Halołin (Halloween) był, to wzieli. Myśleli, ży przebieraniec. WŁADECZEK: - Toż trzeba dzwonić 911 (najn łan łan). DZIADEK: - Dzwonił ja! Powiedział, że z nieba do bagna wlieciał i przez krukodylie liaz. Pyta si mi, jak na imię. Powiedział ji "Zeniu". Pyta, jak stary. Powiedział! A una mówi, żebym mamusię do tylifonu zawołał i rozłunczyła si. Durnyło jedna. WŁADECZEK: - A tu czymu ni dzwonił ty? DZIADEK: - Nu, toż dzwonił ja! Nikogo ni było, bości strype kładli przecie. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 51 |
TŁUMACZ: - Zdejmowali wosk. (Nikt nie zwraca na jego tłumaczenia uwagi) DZIADEK: - Dzwonił ja do Światowego i na ty robotny sekretarki powiedział, ży wolne biere. W autobusu wsiad i du Niu Jorka, du chłopaków pojechał ja. Byli dalyj ud tych krukodyliów. ŚWIATOWY: - Zgadza się! Moja "answering machine" nie działała w Halloween. Musiałem nową kupić. DZIADEK (zaczyna się śmiać): - Nu to heca! Wy naprawdy myśleli, że ja "kick the bucket" TŁUMACZ: - Po polsku: kopnąć w kalendarz, a nie w wiadro. DZIADEK (zły): - Nu, choliera, tyn znów zaczina. DZIADEK (po chwili, tym razem rozbawiony, śmieje się): - A pogrzeb był? Ta joj, toż trzeba z rachunku odjuńć, bo puste trumne nieśli. (śmieje się) WŁADECZEK (płaczliwie): - Zeniu! Hell z rachunyk, ale insiura! WSZYSCY CHÓREM: - Odszkodowanie?!!! DZIADEK (ożywiony wyraźnie): - Ooo! A ile dali? Bo ni pamintam, ile było? WŁADECZEK (rozgląda się trwożnie i szepcze Dziadkowi do ucha). DZIADEK (podskakuje do góry): - Ta joj! Dziewińćset pińćdziesiunt tysięncy, ta joj, daj pyska Władziu! (całują się) Nu, widać, prawdziwy piniendzy dopiru po śmierci idzi tu zarobić! Gdzie piniendzy masz? WŁADECZEK (otwiera koszulę, uśmiecha się, cały obwinięty zielonymi banknotami.) DZIADEK: - I beze mni ci dali? WŁADECZEK (rozgląda się rozpaczliwie dookoła, jakby po pomoc i płaczliwie woła): - Toż will (łil) taka twoja była, Zeniu! Wszistko twoja will, Zeniu, wszistko tak jak brak. DZIADEK (zaczyna rozumieć sytuację): - Boży mój! Toż tystament otworzyli tyż byze mni.! (Wstaje jakby po przebudzeniu i rozglada się badawczo.) Boży mój... (chwila zastanowienia, mówi wolno) Boży mój, toż to i wilia taka, jak ja chciał! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 52 |
(Pomału zaczyna opanowywać sytuację. Patrzy na stół i surowo na WŁADECZKA): - Władziu! A quti (kuti) ni ma na stole? Toż jak to tak można? Wilia bez quti? WŁADECZEK (usprawiedliwia się): - Zeniu, pszenicy nimogłym dostać. Oni wszystko mielo! DZIADEK (chodzi wkoło, kręci głową): - Widział to kto, żeby Mikołajowi taki prezynty dawać? I to po śmierci ?! (Przymruża oczy, podchodzi do sfrustrowanego Władzia i przytula go mocno.) DZIADEK: - Władziu! WŁADECZEK: - Nu co? DZIADEK: - No dobra chłopaka jestyś! Lubim ty twoi smutna giemby! DZIADEK (nagle odskakuje i uderza się dłonią w czoło i krzyczy): - A balon?!! Przeci balun musi być! WŁADECZEK I FIZYK CHÓREM: - Balun gotowy. DZIADEK (łapie się za glowę): - Toż to jak syn! Toż ja z wami polecy! (energicznie, opanowuje sytuację): - Władziu! Piniendzy rozdzielune tak jak chciał? WŁADECZEK (kiwa głową i zdejmuje z siebie banknoty, okazuje się, że już rozdzielone.) DZIADEK (wzruszony): - Toż to lepij jak sobie to wymarzył! Sam mogi dawać! Kolęda "SANTA CLAUS IS COMING TO TOWN". W tle oryginał. DZIADEK zakłada brodę i rozdaje pieniądze. DZIADEK: - WARSZAWIAK z Grzesiem! (ci podchodzą) Macie tu i w try miga du domu! DZIADEK: - MARTA! MARTA: - Tak? DZIADEK: - Nu, masz, i do domu szoruj, do dziecka! MARTA bierze pieniądze i całuje Dziadka w rękę. DZIADEK: - Tłumacz! (Tłumacz podchodzi) Masz tu i wracaj do dumu, klej rodziny! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 53 |
TŁUMACZ przysuwa się do Dziadka na moment - wyciera oczy. DZIADEK: ŚWIATOWY! (ŚWIATOWY podchodzi) Masz tu... (daje rulon) Hulaj braci fajno! ŚWIATOWY: - Nie ma problema! DZIADEK: - Prezys! (PREZES pdchodzi) Masz, zapłać chłopakom, żeby bidy ni mieli i du dziciaczków wracaj, du żonki. PREZES (płacze, podejmuje Dziadka pod nogi.) DZIADEK (niby zdenerwowany): - Nu, dajże spokój Prezys, toż ja nie Lenin! DZIADEK: - FIZYK! (ten podchodzi) Nu... tobie, tam gdzie idzisz, piniendzy ni trza? FIZYK (z uśmiechem kręci głową.) DZIADEK: - Daj ci Pan Bóg zdrowi! (obejmują się) PREZES (ociera łzy): - No, jakbym przyłożył temu, co wymyślił, że pieniądze szczęścia nie dają! FIZYK: - Nie dają. Ale pomagają, jak wiesz, jak je użyć. Niebezpieczna to rzecz jednak. DZIADEK: - Nu, dosyć, chłopaki! Zaśpiwamy sobi trochi i lecim! CHÓR GŁOSÓW: - Ale gdzie? DZIADEK: - Du Polski na przykład. Co? PREZES: - DZIADEK, co ty? Przecież to przez ocean. A jak wiatr zły? A jak zimno będzie? DZIADEK (wykrzywia się i przedrzeźnia PREZESa) "A jak wiatr zły? A jak zimno?" A jak trzęsięni ziemi bendzi? Widzy, że ty dalyj, Prezys, nic nie pojmujisz! Zostań, psiawiaru, podłogi pucuj! (niby to zdenerwowany) PIOSENKA VULCANO W trakcie tańca FIZYK naciska przycisk i otwiera się sufit. (Dobrze by bylo, żeby podczas poprzednich akcji towar opuszczany byl prze sufit.) Obniża się kosz balonowy - widać kolorowy kawałek rekawa balonu. W koszu siedzi facet. Po wylądowaniu wyciąga spokojnie kartkę, ktorą kwituje TŁUMACZ. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 54 |
Osobnik wychodzi zaraz po podpisaniu. WSZYSCY wsiadają do kosza. Kosz się unosi. W ostatniej chwili DZIADEK Mikołajowym pastorałem uderza w drzwi z napisem FIRE EXIT. Alarm się włącza, kosz znika. Po pewnym czasie wpadają strażnicy. STRAŻNIK I: - Damn - roof open! Do you know how to close this damn thing? Where are the floor guys? Strażnicy znajdują przycisk, zamykają dach, wyciszają alarm. STRAŻNIK II: - Goddamn this door! Again! Right in the Christmas! Rzucają coś na zdalnik od telewizora. Wychodzą. Telewizor włącza się. Widać spikera CNN, który coś mówi. Widać na ekranie zbliżenie kosza i uśmiechniętych sprzątaczy w koszu. DZIADEK w ubraniu swietego Mikołaja macha flagą polską. Ujęcie oddala się. Widać kształt balonu. PIOSENKA : THIS IS MY STORY AND I AM STICKING TO IT. |
|
cd Piosenki |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Copy Rights Reserved ©, Wszystkie prawa zastrzeżone. Uwagi i pytania prosimy kierować do redakcji miasta literatów2000 |