| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| Część IV | |
| 26 |
LEKCJA III. POWRÓT. Po powrocie odwrotnie niż przy wyjeździe. Zakładamy, że żona kogoś miała, ewentualnie, że kogoś ma. Założenie to oszczędzi nam stresów, rozczarowań, a czasem ocali małżeństwo. Błędy robi każdy, i jak nam w wojsku mówili "człowiek to nie jest urządzenie techniczne, mięśnie mu drżą i nie wcelowuje". Dotyczy to również kobiet, które są istotami słabymi - mimo, że się ostatnio do tego nie przyznają. Nie aż tak może słabymi jak my, ale słabymi. Wychodząc z tego założenia: 1. Ostrzegamy o przyjeździe co najmniej dwa miesiące naprzód i organizujemy listownie komitet powitalny na lotnisku. 2. Kiedy dziecko zaczyna: "czy wiesz, tatusiu, że mama..." Mówimy: "nie garb się szczylu, nie wypinaj brzucha" i pytasz, co z lekcjami. 3. Kiedy obszczymur przychodzi i teatralnym szeptem zaczyna coś mówić, mówcie ostro "wiem wszystko!" lub od razu w pysk. 4. Metodą Odysa po powrocie z podróży przeganiamy zdecydowanie wszystkich najbliższych sercu obszczymurów na czas nieokreślony. 5. Mówicie żonie, że jeżeli coś było, to nie chcecie o tym słyszeć. Niech idzie do spowiedzi. Deklarujecie dozgonną miłość. Kupujecie jej kwiaty i wybieracie się z prezentami do żon obszczymurów, kiedy obszczymury są w pracy. Zalecamy wspólny wyjazd rodzinny bez względu na koszty. Nastawiamy się na sporo zgrzytów, gdyż wkładamy buty, które od nienoszenia zeschły się i skurczyły. A które trzeba rozchodzić. Zapominamy o przymusowym celibacie w U.S.A. Przypominamy sobie natomiast Halinę, Grażynę i Bubę z wakacji. Jeżeli wasza ciekawość i wasz samczy instynkt własności względem żony przeważy - przechodzimy na lekcję IV. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 27 |
LEKCJA IV MAŁŻEŃSTWO A ENTROPIA Małżeństwo jest niejako sztucznym stanem w naturze. Wyobaźcie sobie małżeństwo szczęśliwe, z dziećmi, z bardzo ładną żoną i przystojnym, dowcipnym mężczyzną. Przypomina ono zamek obronny, gdzie dwie osoby chcą wyjść, a tłum na zewnątrz chce wejść do środka i stale atakuje. Panie faceta, a panowie panią. Chcą nie tylko do łóżeczka, chcą przechwycić tę atmosferę radości, jaką szczęśliwy dom jest wypełniony, a która może istnieć tylko w tym układzie, o czym nie wiedzą. PREZES, ja wiem, że to trudne, ale słuchaj, bo jak nie, to do bafarki. Do tego trzeba nauczyć dzieci walki z entropią. Myć nogi, zęby, brać prysznic, sprzątać za sobą, uważać na tramwaj, nie palić paierosów (wektor niszczący zdrowie), przychodzić punktualnie itp. - nasączać skorupkę. Jednej osobie jest to bardzo trudno zrobić. Choćby z braku czasu. Dochodzą geny i obca osoba nie zastąpi ojca w tej szkole, tak samo matki. Pamiętajcie o tym panowie, bo dla uczestnictwa w tej właśnie szkole wyjechaliśmy tutaj. Teraz: panowie, dowiadujemy sił, że żona kogoś ma. Czujemy się bardzo kiepsko, układ boli i chcemy z niego wyjść. Dochodzi duma, instynkt posiadania itp. Entropia w pełnym galopie. Idziemy po pomoc . Najpierw do sąsiadów - obszczymurów. Nikomu oczywiście nie zależy na utrzymaniu waszego układu, mimo, że mówią coś innego. Każdy dokłada swoje. Jak to jest? Kiedy psuje się samochód, idziemy do warsztatu. Kiedy psuje się małżeństwo, idziemy do sąsiadów?! W końcu wybieramy się do fachowców. Są trzy warsztaty naprawcze: kościół, psycholog i seksuolog. Żeby zaoszczędzić wam czasu: ksiądz - za walką z entropią zdecydowanie - nie rozwodzić się! psycholog - chce zrobić tak, żeby WSZYSCY byli szczęśliwi i tańczyli na zielonej łące, bez względu na to, czy w kółku rodzinnym, czy osobno. Ale raczej osobno. Seksuolog - mówi, żeby się rozwieść. Z punktu widzenia gruczołów, sprawa według niego przegrana. We wszystkich tych miejscach mało mówią o dzieciach. Te nie mają swojego przedstawiciela, a same nie umieją powiedzieć tego, co czują. Decyzja zależy od was. W momencie kiedy wszystkiego macie dosyć, a już na pewno własnej małżonki. Którą dla ciekawości dalej kochacie, więc należy stosować taktykę czasu. Rozciągać w czasię jak się da, nie robić nagłych decyzji i zbierać punkty. Panowie! Pamiętajcie o dzieciach! Nikt wam nie będzie mówił o dzieciach, a to one zapłacą cenę za waszą dumę i gruczoły wydzielania dokrewnego. Entropia! Im bardziej się kocha, tym bardziej boli, tym bardziej chce się dopieprzyć kochanej osobie. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 28 |
Entropia w galopie, panowie! Trzeba przetrzymać etap, gdzie na matę wchodzi duma, a właściwie wchodzą dwie dumy: żony i męża. Tak zwany syndrom czapli i żurawia. Kto lektury w szkole czytał, to tego... nie powinien mieć mieć kłopotów ze zrozumieniem. Wchodzi DZIADEK w ubraniu spadochroniarza i ze spadochronem. Osłupienie. DZIADEK; - Nu co takie zdziwione? Polatać sobi ni można? Na kurs "Sky Diving" poszydł ja! TŁUMACZ: - Skoki spadochronowe. DZIADEK: - ...nu, zapisał si. PREZES: - Po co? DZIADEK: - Uczycielka ładna bestia. Dziwczyna jak malina! (z rozbawieniem) Ciągly mi klamry sprawdza! Dużo ni kosztuji - zabawa po pachi. Na starość polatam sobi trochi za dziewucho! A i ciśnienie mi podskoczyło, bo za wolno już pompa (wskazuje na serce) chodzi. PREZES: - Najpierw praca w prosektorium, a teraz to?! DZIADEK: - Umrzyków myim tylko w czwartki. Zawsze pary dolarów. A wprawy nabiram i będy si mógł potym sam po śmierci umyć. Bo na was polegać ni mogim. Władek, idzisz skakać zy mnom? WŁADECZEK: - Get out of here (i żegna się). DZIADEK macha reką z rezygnacją. Drzwi się otwierają i ku zdziwieniu wszystkich w drzwiach staje Tłumacz - zmiety, szary (WSZYSCY ubrani od poczatku sztuki kolorowo, tzn. osoby przyjeżdżajace sa na szaro, a w trakcie sztuki ubieraja się coraz bardziej kolorowo) i wyraznie zrozpaczony, włosy zmierzwione, poważny. WSZYSCY sztywnieja. Cisza. Scena przy śniadaniu posiłku. FIZYK: - PREZES! Szybko! Wódka! PREZES zaskoczony automatycznie sięga za pazuchę i wyjmuje piersiówkę. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 29 |
FIZYK nalewa kieliszek i podaje Tłumaczowi. TŁUMACZ pije. Cisza. WSZYSCY dosyć sztywno zaczynają się poruszać, słychać szczęk łyżek, napięcie. TŁUMACZ stoi w drzwiach, wychodzi na środek. Zaczynaja mu się trząść ramiona, pochyla głowę, i nagle z wsciekłością i bólem ryczy: - Oooodeszła odeee mnieeeee! FIZYK: - Nie ostrzegałeś? Nie dzwoniłeś? I to tyyyy?! TŁUMACZ: - Niespodziankę chciałem!! Tak jej ufałem! (ciszej) Tak jej ufałem. FIZYK: - No to masz niespodziankę! Zasrany wyjątek się znalazł! (zrezygnowanym tonem) Intelektualista! FIZYK nalewa jeszcze jeden kieliszek. TŁUMACZ pije automatycznie. Cisza. TŁUMACZ zrywa się nagle i krzyczy: Żeby choć na chwilę zapomnieć! Nic gorszego już mnie nie może spotkać! Zrywa się i krzyczy: - Na chwilę zapomnieeeć! (wrzeszczy) PRZEZES podnosi się i nagle kopie Tłumacza prosto w jądra. Nikt nie zdażył zareagować. WSZYSCY robią ruch w kierunku PREZESa, ale już za późno. PREZES spokojnie siada i zaczyna jeść. TŁUMACZ leży na podłodze, kaszle, zwija się. WSZYSCY zakłopotani. ŚWIATOWY: - No, PREZES za ludową złotą rybkę dziś, widzę, robi i spełnia życzenia. No proszę, na chwilę to on zapomniał o niewierności szanownej małżonki. DZIADEK podchodzi do leżącego Tłumacza i stawia na nim jedna nogę (jak myśliwy) i mówi: - A kamerę kto ma? ŚWIATOWY podchodzi: - Można? - (mówi i stawia nogę na leżącym Tłumaczu) (Ktoś robi zdięcia ) można robić zdjęcia polaroidem. WARSZAWIAK: - I przekonał się, że może być jeszcze gorzej! FIZYK: - PREZES odnalazł niejako nowe znaczenie dla słowa fizykoterapia. Brawo! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 30 |
Podnoszą Tlumacza i sadzają na krześle. FIZYK nalewa trzeci kieliszek. Po chwili Tlumacz wychyla. Kaszle, WSZYSCY jedza w milczeniu. TŁUMACZ: - O Jezu! Trochę lepiej teraz. Trzy doby nie spałem, tylko ryczałem jak dzik. (zaczyna jeść) FIZYK: - Schemat? TŁUMACZ: - A jak! FIZYK: - Przyjaciel? TŁUMACZ: - Lepiej....spowiednik. Kompletna cisza. Zaskoczenie. Cisza. DZIADEK: - Ksiunc!!! (żegna się) Cisza. DZIADEK: - To na pewno z zakonu księnży przytulianów. U nas we Lwowi ... (zawiesza, cisza, tylko słychać parskanie tłumionego śmiechu) Po pewnym czasie TŁUMACZ toczy wsciekłym wzrokiem, ale kąciki ust zaczynają mu drżec. W końcu: lawina śmiechu. TŁUMACZ śmieje się też. Ale na pół przez łzy. DZIADEK - Nu, u nas we Lwowi na Kliparowi Antoś taki był. Un statter.. TŁUMACZ: - Jąkał sił. DZIADEK: - No właśni był. Ale węch miał. Rano było, a on zawienszył, budzi si, a tu si pali jak chuliera. Zyrwał si chłop, gaci założył i biegni do telifona. Biegni, biegni, biegni... A tu si pali jak chuliera, mówi wam. Nu dobieg. śapi telyfun. giemby otwiera, a tu... CHÓR: - A tu si pali jak chuliera. DZIADEK: - Ni!!! Nic nie wychodzi, no bo un tego... jąkał sił. Nu tak... CHÓR: A tu si pali jak chuliera DZIADEK: - Strażaki śpiom, a un si jonka! (CHÓR: A tu si pali jak chuliera) W końcu na pomys wpad i śpiwać zaczun, bo wtedy ni jonkał si. (A tu si pali jak chuliera - znudzony CHÓR) |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 31 |
DZIADEK: - A un śpiwa: DZIADEK (śpiewa niesmialo): - A u nas pali si tu na Kliparowi. (A tu si pali jak chuliera - znudzony lecz rozbawiony już lekko CHÓR) DZIADEK: - A tu cisza! Strażaki śpiom, szubrawcy pokr‘cune! CHÓR (rozbawiony): - A tu si pali jak chuliera pani! DZIADEK: - A un śpiwa: " A u nas pali si tam na Kliparowi." DZIADEK: - Cisza... strażaki si budzom. Nagle WSZYSCY wstaja, podpieraja sie pod boki i ryczą dziarsko: - "To i hola hola laaa to i hola hola laa!" (Dla podkreślenia efektu może się ukazać grupa ubrana w czerwone "pajacyki" w hełmach strażackich - lub obraz w TV.?) TŁUMACZ oglupiały stoi dalej na środku. DZIADEK podchodzi do niego i układa mu ręce na biodrach - ten poddaje się wszystkiemu biernie. DZIADEK odchodzi i śpiewa: - "Żunka ma kuchana lepsza niż sumsiada w dziń wcale ni grzeszy w nocy sim spowiada!" CHÓR (energicznie): - "To i hola hola laaa to i hola hola laa!" DZIADEK (spokojnie do TŁUMACZA): - Słuchaj, tłumacz! A oni te sutanny to na wszystki guziki zapinajo? Toż to tyli guzików! TŁUMACZ nadal w szoku, ale próbuje ruchów toiholowania. TŁUMACZ (po chwili mówi drżącym głosem): - Co piąty zapinają. Reszta to lipa. DZIADEK napiera: - A bielizny jako majo? Damsko czy męsko? CHÓR (ze zgorszeniem): - DZIADEK!!! DZIADEK napiera w dalszym ciągu: - A opowidz jak ucikał? TŁUMACZ uśmiecha się przez łzy i mówi: - Ciemno na schodach było. Pamiętam tylko, jak migały mu białe pośladki. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 32 |
DZIADEK (z zachwytem): - Toż jak u sarny! Toż i nogi owłosiony mus miał! DZIADEK śpiewa: - Ni boi si żonka być w piekielny męce! Przeci ni ma grzychu z facetem w sukience! CHÓR - To i hola hola laaa to i hola hola laaa. TŁUMACZ uśmiecha sie i dość energicznie spiewa toiholowanie. WSZYSCY siadają, gwar, dość wesoło. TŁUMACZ (ożywiony do FIZYKa): - Prywatnie u psychologa też byłem! Powiedział mi, że Eskimosi... Jak gość się z żoną nie prześpi, to się obrażają! Chwyciłem jego żonę za kolano... Bracie, a on dał mi po ryju! (coraz bardziej żewliwie, żałośnie, gęba mu się krzywi) No i tak, bracie, chodzę po tym świecie. Od życia dostanę w lewy policzek... nadstawiam prawy... (zaczyna histeryzować coraz głośniej. Morda cala spuchnięta, zaczyna robić podkówkę i płakać. PREZES zrywa sie. TŁUMACZ błyskawicznie też się zrywa i od razu przestaje płakać. Pomału obaj siadają. TŁUMACZ trwożliwie patrzy na PREZESa. Po chwili wzruszony: TŁUMACZ: - Dziękuję wam, chłopaki (podkowka). Tylko wy mi zostaliście. PREZES zrywa sie. TŁUMACZ też. tutaj prawdopodobnie lekcja MAŁŻEŃSTWO A ENTROPIA Na scenie Władeczek, DZIADEK, Tłumacz, FIZYK. Dialog pomiedzy Dziadkiem i Władeczkiem. Telewizor miga reklamami. Po raz dziesiąty widać słodką dziewczynkę reklamującą chleb. WŁADECZEK do Dziadka: - Grines? DZIADEK podniecony: - Gram. WŁADECZEK: - Pokaż. DZIADEK wyjmuje dolara i mówi: - Mam. WŁADECZEK oburzony: Toż zielony life... żywe być musi, Zeniu! DZIADEK: - A ty co taki nerwowy? (daje WŁADECZKOWI dolara) Po chwili podenerwowany patrzy w TV z reklamą i mówi: - Aaa, kurwiszon mały! Znów si chliebka zachciało! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 33 |
Drzwi się otwierają i od strony sklepu wchodzi PUNK w pełnym rynsztunku (młody chłopak) czerwony grzebień, skórzana kurtka, łańcuchy itp. barwy wojenne. Szok i cisza. Po dluższej chwili: WŁADECZEK zduszonym glosem: - Jezus Christ! (Dżizus Krajst) DZIADEK żegna się TŁUMACZ: - How are you doing? Looking for somebody? PUNK nic nie mówi. Wyciąga papierosa. Zapala. DZIADEK (troskliwie): - Zabłundziło widać. TŁUMACZ: - You can`t smoke in here, sir! DZIADEK po chwili ciszy rozglądając się po suficie: - Nu, duży papugi majum tu w tropiku. TŁUMACZ pyta PUNKa: - Are you lost? DZIADEK: - Trzeba uważać, żeby do szafy nie nasikało gdzieś, bo kłopot bendzi. Wchodzi WARSZAWIAK. Patrzy na PUNKa i zaczyna się niepohamowanie śmiać. PUNK patrzy na niego z napieciem i mówi PUNK: - Cześć tato! WARSZAWIAK sztywnieje. Przestaje się śmiać. Podbiega do PUNKa, odwraca go do swiatła... WARSZAWIAK: - Grzesio? (odwraca się osłupiały do wszystkich i mówi): WARSZAWIAK: - Toż to mój syn! GRUPA ryczy ze śmiechu. WARSZAWIAK chce przytulić syna. Ten krok w tył. WARSZAWIAK: - Grzesiek! Co jest? Coś ty z siebie zrobił? Papierosy palisz? PUNK zaciąga się i wypuszcza dym. WARSZAWIAK (sztucznie podenerwowanym głosem): - Przecież ty masz dopiero siędemnaście lat! Gówniarzu zasrany! PUNK (spokojnie): - Palę od dwóch lat! (Podpiera boki rekami. Wyzywająco kołysze się trzymając papieros w zębach.) - Lubię palić! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 34 |
WARSZAWIAK zbity z tropu odwraca się do kolegów i trzęsącymi się rekami odpina pas. FIZYK kręci głową przecząco. WARSZAWIAK: - Matka nic nie pisała! GRZEŚ: - Bo nie chciała cię martwić! WARSZAWIAK coraz bardziej zdenerwowany krzyczy: - A to na łbie to co? GRZEŚ (dumnie i spokojnie): - Grzebień! WARSZAWIAK: - A po co? GRZEŚ: - Bo wszystko chuj! PIOSENKA PUNOLA Po piosence WARSZAWIAK stoi zdenerwowany. FIZYK podchodzi do PUNKa. FIZYK (wyciąga rękę): - "FIZYK" - takie mam tu przezwisko (wyjaśnia z uśmiechem). Chcesz popracować trochę? Na początek trzysta na tydzień? Co ty na to? GRZEŚ (skwapliwie): - No pewno, proszę pana! FIZYK: - Dobrze. DZIADEK, pokaż Grześkowi co i jak. DZIADEK: - A w szachy, niuniuś, lubisz grać? GRZEŚ (radośnie): - Tak, tak. Lubię. DZIADEK: - Uj, to dobrzy! Laliunia moja kuchana, pokaży ci duży szachownicy. Wychodzą. Słychać jednak ich dialog. DZIADEK: - Syna miałem w twoim wieku. Kiedyś. GRZEŚ (cicho, zdziwiony): - Nie żyje? DZIADEK (smutno): - Ni. GRZEŚ: Przykro mi bardzo! A co się stało? Wypadek? DZIADEK: - Nu, wypadek. Buntował mi si, to udusiłem szubrawca gołemi renkami. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 35 |
LEKCJA SPRZEDAWANIA SAMOCHODÓW. STUDENT siędzi z gazetą, ŚWIATOWY wchodzi energicznie. STUDENT rzuca gazetę. ŚWIATOWY : - No chłopaki mówili że chcesz awanasować społecznie i zacząć sprzedawać samochody ! I zarobić , jak mówiła moja koleżanka Zuzanna w liceum ( wybausza oczy ) DOBITNIE : PIENIĘDZE ! STUDENT : - Studiuję tę gazetę od pary dni, sprzedawców samochodów ciągle potrzebują. No i zarobki $500 tygodniowo ! ŚWIATOWY : - Można więcej ! Można mniej ! Zależy jak chciwy jesteś i jak wysoko masz zamontowaną poprzeczkę skrupułów przez rodziców. Zobaczymy ! ( STUDENT wyciaga $20 i daje ŚWIATOWEMU, ten zastanawia się przez chwile, uśmiecha się i chowa pieniądze do kieszeni. ) ŚWIATOWY (cd) : - To ulgowa taryfa - studencka ! Biorę też tylko dla tego, żebyś uważał bo jak za darmo, to się wiadomości nie szanuje. Rodziny się nie szanuje bo jest za darmo a traci się respekt zupełnie jak daje pieniądze za nic. Ale ( Zwraca głowę do STUDENTA ) to nie o tobie. A teraz mała przebieranka. ( Zaczesuje wlosy do tylu, brylantyna, zakłada krawat, złoty zegarek, złote sygnety, chlapie się perfumą.) ŚWIATOWY (cd) : - No kochany ! Trezba się ubrać tak, żeby wyglądać bogato ! Człowiek sukcesu ! Takiemu się ufa i od takiego się kupuje. Musisz onieśmielać wyglądem ! Bogaci rozmawiają z tobą jak równym z równym - biednych onieśmielasz. " Jak cię widzą tak cię widzą !" Dobra ! Jestem gotowy! ( Przylepia zawodowy uśmiech ) Barakuda polana miodem - w przyszłości to będziesz ty ! Dobra, narazie nazywasz się John Smith i przyjeżdżasz kupić samochód, ale boisz się, bo duży wydatek, chcesz sprawdzić ceny, tylko ceny. Ha ha ha ? ( Śmieje się diabolicznie ) To krzesło - to twój stary samochód który chcesz sprzedać a kupić nowy. - Ode mnie ! ( Namietnie - ) Ode mnie. ( Podchodzi do speszonego STUDENTA na krześle. Pantomimicznie - scena do rozegrania - pomaga mu otworzyć na niby drzwi - uwaga na głowę, itd ) ŚWIATOWY (cd) : - My name is Majk Srajt, what's yours ? STUDENT : ( Jąkający się ) - John Smith. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 36 |
ŚWIATOWY : ( Wyjaśniającym tonem ) - Widzisz ! Już zmusiłem ciebie do czegoś ! Wykrztusiłeś swoje imię ! Jak nie możesz zapamiętać - zapisz sobie zaraz. Bedziesz cały czas zwracał się do niego po imieniu - to już początki przyjaźni którą potem bezwzględnie wykorzystasz. ( I nagle energicznie służbowym już drylem ) - To twój samochód John ?! STUDENT : ( Jąkając się ) - Ttttak. ŚWIATOWY : - Chwalimy, chwalimy teraz tego grata! Zbieramy punkty. (Czule ) Mówimy jaki piękny samochodzik ma John - bo John bardzo lubi swój stary samochodzik...- zżył się z nim bardzo bo długo nim jeździł a już na pewno długo pod nim leżał. Nie wolno ci zadrasnąć uczucia Johna do jego samochodziku! Jednak każdą widoczną wadę dotykasz. Literalnie ręką. Rysę na karoserii, zdarte opony, wypaloną dziurę w obiciu, itd. Klient jest zdenerwowany, chce mówić ! Z poczuciem winy powie ci sam o tych wadach, które fatalnie wpływają na cenę jego samochodziku. ( Zatroskanym głosem ) Jeżeli John jest z żoną - zwracamy głowę, mówiąc do Johna, w jej kierunku. Łechcemy męską próżność Johna ale, broń Boże! Nie urażamy małżonki bo to ona podejmie ostateczną decyzję - ona.... - Ty nie jesteś żonaty- ( Zmienia nagle temat ) STUDENT : - Nie !! ŚWIATOWY : - Hmm...ona mówię trzyma kasę. Kobiety... (Rozmarza się...) Połączenie poezji i kasjera ! Ale do rzeczy... ( Pyta nagle STUDENTA ) chcesz John kupić nowy samochód ! STUDENT : (Chytrze się uśmiechając: "Chytrusek" ) - No nie, ja tylko chcę obejrzeć. ŚWIATOWY : ( Ryczy radośnie ) - Wspaniale ! Jest twój ! WSZYSCY tak mówią co chcą kupić! Klient jest twój ( Wykonuje krótki taniec indiański ) 76,8% klientów na placu kupi sobie gdzieś samochód w ciągu 48 godzin. Amerykanie "majum to jus policzune" jak mówiła moja kolażanka Zuzia w liceum. Przchodzimy do drugiego etapu, lokujemy klienta w samochodzie. Na który go stać ! Bo najdroższe to każdy lubi. Podprowadzamy Dudusia do samochodu o którym Johnuś marzył - i próbna jazda. Jak facet niski odsuwamy fotel. Jak wysoki dosuwamy. Przekręcamy lusterka. ( Wrzuca STUDENTA na krzesło, dostawia drugie) Teraz John musi dopasować fotel, ustawić lusterka - mości sobie Duduś |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 37 |
gniazdko w nowym samochodziku, ale złote jajeczko dla ciebie ! Jedziemy ( Naśladuje warkot samochodu ) Brum, brum, brum. Oj lubi John nowy samochodzik, cichy ! Pachnie ! ( STUDENT prowadzi na niby ) ŚWIATOWY : - Wygodnie się siędzi ? STUDENT : - Tak. ŚWIATOWY : - A lusterko dopasowane ? STUDENT : - Tak. ŚWIATOWY : - A radio dobre ? STUDENT : - Tak. ŚWIATOWY : - Ha ! Ha ! Ha ! ( Diabolicznie ) To takie amerykańskie trzy razy tak...Jak ktoś powie trzy razy tak to później trudno mu jest powiedzieć nie. Czytałeś pewnie w historii ? No reszta to formalność. Za stary samochód dajemy jak najmniej, za nowy dyktujemy jak najwięcej. Kupimy gościa. STUDENT : - A jak biedny ? ŚWIATOWY : - To będzie biedniejszy. STUDENT : - A jak ma dzieci ? ŚWIATOWY : ( Wsciekły ) - Gówno ciebie to obchodzi ! No co ciebie obchodzą jego dzieci ?! Ciebie obchodzi żeby go jak najlepiej naciąć. ( Bierze STUDENTA za ręce i każe mu powtarzać parę razy ) - " Jestem chciwy ! " - " Jestem chciwy ! " - " Jestem chciwy ! " ( STUDENT powtarza ale jakoś tak bez przekonania ) ŚWIATOWY : ( Wolno, poważnie i jak by ze smutkiem i wstydem ) - Raz sprzedałem samochód wart 10.000 dolarów za 28.000. To było młode małżeństwo z dzieckiem. Następnego dnia przyszli z ADWOKATem. Menedżer ich wyśmiał. Kontrakt był podpisany. Tega samego dnia rzuciłem pracę. Decyduj STUDENT ! ( Oddaje mu pieniądze ) |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 38 |
( Piosenka Menedżera ) PO PIOSENCE MENEDŻERA Na scenie FIZYK i PREZES. Coś dłubią przy maszynie. PREZES: - FIZYK! A ten DZIADEK, to co on taki wesoły? Głupi, co? Coś z płucami? (robi kółko na czole) FIZYK: - Lwowiak po prostu. Relikt Atlantydy radości. To miasto było radością. Oni tam wiedzieli, że radość mieszka nie na zewnątrz, a w sercu i wszyscy zachorowali na dziwną chorobę, bracie, przerost serca. Serce mieli większe od głowy, i to w czasach, kiedy cały świat poszedł w drugim kierunku: głowa jak bania a serce w zaniku. Małe i opancerzone. Nienawiść produkowała czołgi, gazy, samoloty. A Lwów - piosenki. I wesolutko - gitara...rari rari, ta joj! Tacy są. To nie mogło wtedy przetrwać. Entropia. Bracie! Entropia! Za wcześnie! Tłum Leonardów da Vinci. Wyspa szczęścia w oceanie nienawiści i zła. Wiem, że Lwów zwycięży i wszyscy do tego dojdą. To już niedługo. Dobro i miłość zawsze zwycięża, PREZES. Ale to dla ciebie trochę jeszcze za trudne. To się słucha sercem, a nie uszami. PREZES (jakby nie słyszał): - A rodzinę ma? FIZYK: - Nie ma. Sołdaci zakłuli widłami żonę i troje dzieci na jego oczach. On uciekł z transportu. To jedyny temat, na jaki ten człowiek nie lubi rozmawiać. Nie wypytuj go. WSZYSCY wchodzą, zaczynają pracować przy sprzęcie, przelewać płyny. Rozmowy, gwar. WARSZAWIAK: - Wczoraj, dopiero co łax (wax)... TŁUMACZ: - Wosk. WARSZAWIAK: - ...położyłem, taśmy założyłem. Znaki ostrzegawcze ustawione... kowboj, brachu, mi się pcha na lajnę, w kapelusiku... TŁUMACZ: - Linię - przejście, w tym przypadku. WARSZAWIAK przerywa i przygląda się nie speszonemu TŁUMACZOWI groźnym wzrokiem. Po chwili ciszy kontunuuje: - Ja wrzeszczę "łejt" (wait), "łejt", "łax"... A on chyba podpity był, bo wali głuchego, taśmę rwie i pcha się na świeży wosk. (patrzy z ukosa na TŁUMACZA) - No wiecie, |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 40 |
robota od początku, nie zdążyłem mu nawet palca pokazać, a on fajt i leży jak kawka. Na świeżym wosku nikt się nie utrzyma, a już na pewno nie w butach kowbojskich. Przyglebował tak zdrowo, że mu kapelusz spadł. Cały się w wosku utytłał. Chytry kowboj! Zaczął od razu inwalidę strugać. Połamany kręgosłup! Kombinował wyciągnąć parę milionów z insiury... - Ubezpieczenia ( - błyskawicznie ripostuje TŁUMACZ) WARSZAWIAK: - Menedżer! Menedżer! TŁUMACZ: - Kierownik. WARSZAWIAK: - Menedżer! (patrzy morderczym wzrokiem na TŁUMACZA) WARSZAWIAK: Menedżer (czeka chwilę na reakcje TŁUMACZA) przyleciał, sprawdził, czy taśmy założone. Wszystko O.K. Po ramieniu mnie poklepał i zadzwonił po policję. Kowboj się dalej wije w tym wosku. Szeryf przyjechał, sprawdził i mówi do niego: "Willy - wstawaj bracie... wszystko zabezpieczone było, nic nie dostaniesz, najwyżej hemoroidy, jak na tym betonie jeszcze poleżysz. Wstawaj szybko", mówi, "Bo będę musiał zawołać medyków i do szpitala. A rachunki płacisz ty!" - Wiecie, ile ich chorowanie kosztuje?! Willy dla pucu jeszcze się trochę potarzał, pofakował (od fucking). Palucha pokazał i poszedł. Ale straciłem ze czterdzieści minut na dzięcioła. WARSZAWIAK (po małej przerwie, naśladuje nieudolnie lwowski akcent): - A gdzie DZIADEK? A i Władusia kuchanego nima. Ładno to si spóźniać? (normalnym głosem): - Pół godziny temu powinni tu być. Dziwne, nigdy się nie spóźniają. Dziś scrobbing (skrobing). (Patrzy na TŁUMACZA i szybko poprawia sam) zdzieranie wosku. Trzeba czarne pety... tfu, tarcze założyć, bo przed świętami teraz większy ruch. Zadepczą wszystko. (Za każdą poprawką TŁUMACZ z kamienną miną bije brawo, co wyraźnie denerwuje WARSZAWIAKa, a bawi towarzystwo.) Wchodzi WŁADECZEK z ADWOKATEM. WŁADECZEK zduszonym glosem: - DZIADEK... (głęboki oddech) - DZIADEK... (głęboki oddech) ... is dead. Ne żyja! Cisza. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
|
Odwraca się, staje w kącie, ramiona mu drżą. WŁADECZEK: - On bił wszistko, co ja mniał. On bił mój lajf (life). Cisza. WSZYSCY zamierają. Muzyka cichnie. Niektórzy zaczynają płakać. Szlocha PREZES (bardzo ważne!) PREZES: - Jezu mój najukochańszy! FIZYK wyciera oczy. Zdyszanym głosem, spokojnie: - Nie robimy dziś chłopcy. Niech szlag trafi tę robotę. Jak to się stało? Serce? (W tle PREZES próbuje toiholowania. Macha ręką i chowa twarz w rękach. Płacze) ADWOKAT: - Accident. (poprawia się szybko) wypadek. Mr. Sawicki skakał ze spadochronem. Pilot przez pomyłkę włączył sygnał za szybko. Mr. Sawicki wyskoczył nad bagnem. Wiecie, panowie, tu same bagna dookoła. Szukają ciała, ale to niemożliwe znaleźć. W wodzie jeszcze się udaje, ale w tym błocie... Pozwolicie, panowie, przedstawię się... Jestem adwokatem Mr. Sawickiego. Nazywam się John Bush. W Polsce miałem na nazwisko Krzak. Wyciąga wizytówki i w kompletnej ciszy rozdaje. Załatwiam sprawy rozwodowe, spadkowe... polecam... (milknie) Widzi, że kiepski moment. Nikt nie patrzy na wizytówki. Część od razu wyrzuca, część automatycznie wkłada do kieszeni. ADWOKAT: - Broniłem kiedyś Mr. Sawickiego w sądzie. Pomalował się na czarno i poszedł na pochód Ku Klux Klanu. Tak się poznalismy. (PREZES szlocha głośno) ADWOKAT: - To był wspaniały człowiek! Mr. Sawicki zostawił testament. Ale dopóki oficjalnie nie zostanie uznany za zmarłego... Hmm. I am sorry. I`ll be in touch. Wychodzi. KURTYNA |
|
| 41 |
cd Cęść V |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Copy Rights Reserved ©, Wszystkie prawa zastrzeżone. Uwagi i pytania prosimy kierować do redakcji miasta literatów2000 |