| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Do
Reżysera | Część I | Część
II | Część III | Część
IV | Część V | Piosenki |
| Część III | |
|
* * * * * * |
|
| 13 |
Sytuacja identyczna. Ciemno - ktoś wchodzi i tłucze się w ciemnościach. Siada na przełączniku i włącza światło. Osobnik raczej stwarza wrażenie wojskowego (w ruchach i zachowaniu). Włącza się telewizor, identycznie jak za pierwszym razem, ryczy głośno. Osobnik nie robi nic, żeby odbiornik przyciszyć. Spokojnie podchodzi do stołu, kroi sobie chleb, smaruje czymś i zaczyna jeść. Wstaje żując i zaczyna się rozgladać po pomieszczeniu. Oglada sprzęt, beczki, szafki, na ryczący telewizor nie zwraca uwagi. Po pewnym czasie podchodzi do drzwi z napisem FIRE EXIT, otwiera. Wlacza sie syrena. I to nie robi na nim widocznego wrażenia. Spokojnie siada za stolem, żuje, przegląda czasopisma. Wpada dwóch strażakow (wściekli). Osobnik przygląda im się spokojnie. Ci podchodza do drzwi, wyłączają alarm, rozmawiają przez "walkie talkie" - odwołują alarm, przyciszają TV, podchodzą do jedzącego. STRAŻAK I: - Did you open that door!? OSOBNIK nie wstaje. Przyglada im sie spokojnie xujac. STRAŻAK II: - Are you deaf? Did you hear what he said? OSOBNIK spokojnie: - A po ludzku umisz gadać? STRA ACY (spienieni) patrza na siebie skonfudowani i jeden mowi glosno i wyraznie: - Do not open that door - understand? Door -not- O.K.? OSOBNIK żujac: - Spierdalaj na drzewo. STRAŻAK uśmiechając się: - O.K. pal! Strażacy wychodzą rozgladając się. Osobnik po ich wyjściu podchodzi do drzwi i przyglada im się ciekawie. Przeciąga reka po futrynie, kręci głową. Wchodzą sprzatacze. Podchodzą z niedowierzaniem do stołu. Obserwują się nawzajem: grupa i osobnik. DZIADEK klęka i z podziwem i uwielbieniem: - Batiar lwowski!!! OSOBNIK energicznie wstaje i mowi: - PREZES! Podchodzi do kaxdego osobno i oslupialym sprzataczom trzesie reka powtarzajac: PREZES...PREZES...PREZES... jestem. FIZYK (gwiżdże z niedowierzaniem, potem mowi rozkazujaco): - Chodź no tu. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 14 |
PREZES posłusznie podchodzi. FIZYK bierze dwie PUSH BROOMS, wklada uchwyty od miotel pod pachy PREZESa i mowi rozkazujaco: - Tu się PREZES ostro robi! Masz to pchać przed sobą! Oblecieć cały sklep w 15 minut. PREZES bez zdziwienia prostuje się po wojskowemu i wybiega z miotłami. Słychać łomot. WSZYSCY biegną do lufcika: komentarze. WARSZAWIAK: - Leci, leci, no coś nieprawdopodobnego! No co to jest?! Między wieszaki wleciał, toż tam miejsca na jedną miotłę nie ma! O rane! (klepie sie po kolanie) klienta rozniesie! Nie! Udało mu się! Przeskoczył, bo by go podciął! STUDENT: - Dzieciaki! Oj, pryskają na boki! Udało się! Jedyna osoba, która nie uczestniczy w tym podglądaniu, to FIZYK, ktory pozornie czyta ksiażkę i pozornie nie zwraca uwagi, na to, co sie dzieje. DALSZE KOMENTARZE: STUDENT: - No kto to jest? DZIADEK: - Nu batiar to to ni jest. Robi jak maszyna i takiże sam rozum ma. Ki czort? FIZYK: - Przecież wam powiedział: PREZES. WARSZAWIAK: - Takich PREZESów to ja znałem dziesiątki, jak firmę miałem. Swetry robiłem na maszynach z żoną. Toż to było! Ile to trzeba było się naprosić! A nachodzić, a łapówek do rączki nawkładać. Ale co się stało, że toto musiało wyjechać? Oni dość dobrze się ustawiali zawsze.?! FIZYK (spokojnie): - Zaraz się dowiemy. W drzwiach staje spocony bez tchu PREZES z miotłami pod pachami. Dyszy przez dłuższą chwilę. Cisza. WSZYSCY mu się przypatrują. PREZES osuwa sie na ławę. Po chwili z trudem mówi: - Po... posadzki mają tu równe! FIZYK (ostrym tonem jak przedtem): - PREZES! (ten prostuje sie automatycznie): Z jakiego miasta jesteś? PREZES: - Ruda... |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 15 |
FIZYK: - Budowlanka? Kurna! PREZES: - Ty... A co ci do tego? Książki chcesz o mnie pisać? Cisza. Czas dłuższy. PREZES: - No i co teraz? DZIADEK (chichocząc): - A szachi niuniuś lubisz? PREZES: - No, lubię. FIZYK: - No to chłopaki pokażcie PREZESowi, jak tam łazienki wyglądają. Papier do zmiany, a terrakotę chloraksem. WARSZAWIAK: - O.K. Chodź PREZES. (łapie pudło z papierem toaletowym i wychodzą) TŁUMACZ: - No to sprawdzi jakość amerykańskiej terrakoty! DZIADEK (przymilnym głosikiem): - Nu, żeby tylko niuniuś wody z tualety nie wypił, boby si na brzuszek pochorował. STUDENT (ktory jadł z hałasem odstawia talerz i ze złością): - Daj DZIADEK spokój! Dopiero zacząłem jeść. FIZYK podchodzi do telefonu. Wyciaga kartę kredytową (automat na ścianie w rogu), wybiera numery. Po chwili mówi (patrzy na zegarek) metalicznym wojskowym głosem: - Dzień dobry. Sawicki z komendy głównej. Proszę mnie połączyć z miejscowością o nazwie Ruda. - Nie, nie Śląska. Ruda. - No, tak. Tak. - Dziękuję. - Dzień dobry. Trawiński z komendy głównej. Poproszę z posterunkiem. - Dzień dobry. Winnicki z komendy głównej. - Dzień dobry. Panie sierżancie, mamy tu taki przypadek: pijak bez dokumentów. Mamrocze coś, że PREZES przedsiębiorstwa budowlanego z Rudy. Chwila ciszy. - No tak, rysopis ten sam. Nie wyjechał, widać. Dłuższa chwila. - Ano dziękuję. Odeślemy. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 16 |
Odwiesza słuchawkę. Odwraca się, usmiecha się. Mowi: - Wybudował sobie dom z państwowych materiałów. Rękami robotników, których nadzorował. Potem ich wszystkich zwolnił, żeby nie było dowodów. Sprawy kryminalnej nie ma, ale małe miasteczko i długo pewnie by nie pożył. Już rok poza krajem. STUDENT (oszołomiony): - Jak to tak - wszystko ci tak powiedzieli? FIZYK: - Tutaj się tego nauczyłem. Tu zawsze wszystko sprawdzają przez telefon. A ja lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. WARSZAWIAK i PREZES wchodzą do pomieszczenia. FIZYK: - PREZES! Nie kradnij tylko! Tu wszędzie kamery i kręcą video. Ściągniesz pastę do zębów (co ja gadam!), - zegarek; i my WSZYSCY stracimy pracę. Zrozumiano! PREZES (nic nie mowi). WSZYSCY siadają do stołu. Uwagi. DZIADEK: - Nu, kawiorek dziś czyrwony, łosoś, widzem. Uj, dobrze w Americe. STUDENT: - Małe serki, te okrągłe, dobre są. PREZES: - Piwo jest jakie? (rozgląda się) TŁUMACZ: - Nie pijemy tu alkoholu. Jak wyczują - tracisz pracę od razu. Tylko w Boże Narodzenie, bo wtedy sklep zamykają. STUDENT: - Mleko chciałbym podgrzać. (śmiech) FIZYK: - Naucz się pić z lodówki. Nie trzeba gotować. Tu od razu się zlecą patrzyć, jak to można ciepłe mleko pić. Nawet niemowlaki piją tu prosto z lodu. Tak samo jak polskie papierosy zapalisz. Gapią się - myślą, że to marihuana. FIZYK: - ŚWIATOWY! Dwóch nowych tu mamy. Może lekcję angielskiego od razu poprowadzisz? Jest okazja. ŚWIATOWY zrywa się energicznie: - O.K. zaczynamy od amerykańskiego języka gestów. Panowie, a co znaczy? (pokazuje reką otwiera szeroko usta, wkłada i wyjmuje wskazujacy palec prawej ręki.) |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 17 |
Cisza. PIUK - rzygać się chce. Jest tu nudno. Ty jesteś nudny. Powtarzamy, proszę. "Uczniowie" powtarzają dokładnie gest i tłumaczenie. powtarzają raz jeszcze. CHÓR "PIUK" rys. 0. O.KEY - wszystko w porządku. Powtórzyć proszę. WSZYSCY powtarzają. rys.1 Przepraszam. Jak drogę na przykład komuś zajedziesz. Powtórzyć proszę. WSZYSCY powtarzają. A to? rys.2 Wszystko w porządku. Jesteś fajny chłop. Ładna babka. Udało się. W ten sam sposób zatrzymuje się samochód na autostopie. Na tzw. palec (pokazuje). Autostop to hitchhicking. powtórzyć proszę. WSZYSCY (CHÓR "HICZCHAJKING) pokazują gest. ŚWIATOWY: Tylko żeby wam się paluszki nie pomyliły, bo pokazując ten palec (tu pokazuje) rys.3 narażamy się na natychmiastowy wypadek. Cisza Jest to najbardziej obraźliwy gest w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Sugeruje, że palec wchodzi osobie, której sięgo pokazuje - do odbytnicy. Po tym geście się na ogół strzela. PREZES (zrywa sie podekscytowany): - A to sukinsyn jeden! Jakbym wiedział, to bym go... (Rozglada sie dookola zaskoczony wlasna reakcja... Siada. WSZYSCY patrza na niego - cisza przez chwile. Po chwili zakłopotany pyta): A to znają? (Pokazuje wała) TŁUMACZ: - Nie, nie znają. DZIADEK: - A to znajo? rys.4 TŁUMACZ (wyraznie naukowo zaciekawiony i podekscytowany): - No! Nie spotkałem. A co to znaczy? DZIADEK: - A... jebałci pies. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 18 |
DZIADEK: - Powtórzyć proszę. śmiech Wchodzi jeden ze stażników STRAŻNIK: - Gentelmen! Watch that doors! We`ve had alarm two times this month already! TŁUMACZ: - O.K. No problem! We`ll take care of it. DZIADEK (w kierunku strażnika): - Hej niunia! (pokazuje swój gest) STRAŻNIK (uśmiecha się i macha reką): - Hey, pal! (i wychodzi). DZIADEK: - Nu, analfabieta. ŚWIATOWY (po chwili ciszy): - "A" jak analfabeta albo adaptacja! Zaobserwowaliśmy cztery etapy adaptacji, panowie! (pokazuje etapy na palcach) ETAP PIERWSZY - szok - wszystko inne; kolory, zapachy... (dobitnie, patrzac z ukosa) język! Szok trwa od tygodnia do miesiąca. Wszystko się podoba, wszystko intryguje. ETAP DRUGI - negacja - wynikająca z szoku, okres poszokowy - nic się nie podoba. Amerykanie są głupki, lenie - nic nie jest w porządku, ponieważ błogosławioną cechą pamięci jest pamiętanie głównie miłych rzeczy, przeszłość zaczyna się gloryfikować. Niektórzy trwają na tym etapie bardzo długo. Znam takich, co narzekając przeżyli tu całe życie i tu zmarli. PREZES! Słuchaj, co mówią - bo to o tobie. PREZES: - Odczep się ! ETAP TRZECI; porównywanie, poznawanie reguł gry, sposobu życia, języka, humoru, tradycji, początki adaptacji. ETAP CZWARTY: zespolenie. Nie sądzisz, nie oceniasz, nie dzielisz, tylko odbierasz wszystko takie jakie jest. Najlepsze z obu kultur. Niewielu jednak takich znam, co zaliczyli czwarty etap. Większość szarpie się na dwójce. Jeszcze troche kawioru poproszę! PREZES (przymilnym i obłudnym tonem): - ŚWIATOWY, to ty już Amerykanin? No! no! Gratulacje! Po angielsku perfekt! Domek! A pieniążki na pewno w banku jak trzeba... A jaką karę masz? Zdziwienie ogolne. TLUMACZ: Pyta się, jaki masz samochód. Za długo koło Władeczka siedział. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 19 |
ŚWIATOWY (przyglada mu się przez chwilę - z namysłem jakby): "B" jak "brownooser" - amerykańskie określenie wazeliniarza, tyle że daleko bardziej plastyczne. Pytanie za 10 punktów: od czego to wazeliniarz może mieć brązowy nosek? PREZES? PREZES (macha reką): - Jak jesteś taki mądry, to jak jest po angielsku walić konia? (toczy zwycięskim spojrzeniem) ŚWIATOWY: - Ooo! gratulacje! Widzę, że wertowaliśmy słownik. PREZES!? - A szukałeś pod "W" czy pod "K"? No to notuj! WSZYSCY notują jerk off jack off beat the meat - bić mięso buff the helmet - polerować hełm i moje ulubione: choke the chicken - dusić kurczaka. PREZES podnoszac głowę: - Helmet to przez "CH"? STUDENT: - ŚWIATOWY? A na jakim ja etapie, myślisz, jestem? ŚWIATOWY (usmiechajac sie): - Sam sobie odpowiedz. Aby szczerze! I pamiętaj, zadawaj sobie to pytanie codziennie - to bardzo praktyczne! W miedzyczasie PREZES wyjmuje portfel i pokazuje zdjęcia rodzinne dziadkowi i reszcie. DZIADEK (podziwia zza okularow): - O! Dzieciaczki widzem ja dwa! PREZES (usmiecha sie dumnie): - Karolek i Mariolka. Teraz mają sześć i osiem lat. DZIADEK (kiwa glowa z podziwem): Ta joj, toż ładni ty domyk masz, widzem! PREZES (sztywnieje i zmienia szybko temat, podsuwa drugie zdjęcie. Podnosi głowę i dobitnie i z udawana niedbałościa mówi): To z Egiptu. Z żonom byłem na wycieczce. FIZYK (powaźnie): - Ooo! Kali być wielki świat. PREZES (biorac to za dobrę monetę): - No jeździło sił, jeździło. Ale te Araby to głąby - kurna, brudasy niedomyte! Łapy wyciągają - chamstwo takie. Ja bym do nich strzelał, jak do tych - kurna- Murzynów - też hołota taka jebana. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 20 |
FIZYK pokazuje Światowemu dwa palce. Mowi głośno: - Chroniczny drugi! (ETAP II). Ten usmiecha się porozumiewawczo. PREZES O... tu masz pan... pamiątkowe! Tu, o tu, piramida, Arab - kurna - połamaniec, wielbłąd i moja żona Zocha. DZIADEK po dłuźszym czasie, niby to wpatrywaniu się w zdjęcie z namysłem: - Nu...... a które to twoja żona? PREZES rzuca się na Dziadka z pięściami ku ogólnej radości. Cały dygocze w ataku furii: Ty chamie! Ty bydlaku jebany! Ty chamie! (szał) WSZYSCY odciągaja go. DZIADEK mamrocze: - Nu jakie to nerwowe! Okuliary nu muszem nowy kupić. (Mruga do wszystkich) Ty Priezes nie dynerwuj si. Ja tak dawno baby nie miał, że zapomniał, jak wygliąda. Nu jak si lalieczka zdenerwowała. (ze złością) Nu bodajcie obesrało, szubrawcu jedyn. Nu ty ni całkim stracony, jak jeszczy koguś kochasz. WARSZAWIAK (wstaje od stołu, klepie się po brzuchu): - Cieszy się ptaszek jak mu rośnie daszek! FIZYK: - No dosyć tego na dziś. WARSZAWIAK: - Mamy jeszcze dwie godziny spanka. WSZYSCY układają się pomału, przeciągają. Gaśnie światło. Zarysy tylko widać i napis EXIT. Cisza. Po chwili: DZIADEK: - PREZES! PREZES: - No! DZIADEK (pokornie): - Nu ja przypraszam. Urazić ni chciał wcaly. Wibacz staremu! PREZES: - Dobra, DZIADEK. DZIADEK: - PREZES! A una z lewyj strony czi z prawyj strony... WSZYSCY: - DZIADEK, daj spokój, do cholery! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
|
* * * * * * |
|
| 21 |
Po dłuższej chwili w rogu górnym nad dekoracją ukazuje się chłopczyk. ŚPIEW CHŁOPCZYKA "DZIECI I RYBY GŁOSU NIE MAJĄ" W ciemności TŁUMACZ siada nagle na paczce, szarpie się z butami i głośno mówi: Baran! Buc! Idiota! Co ja wyprawiam? Wybiega. (Reszta spi głęboko) Przebudzenie Światło pomału ukazuje śpiące postacie. Słychać cichutkie piski elektronicznego zegarka. DZIADEK wstaje i na palcach wychodzi. WSZYSCY dalej śpią głęboko. Wraca po chwili z tortem pełnym zapalonych świeczek. Na niby kładzie się spać. Po chwili widac postać kobiecą (zarysy). Kobieta wkłada taśmę do BOOM BOX. Włącza się ostre światlo. W snopie widać, że piękna i skąpo ubrana. W takt zmysłowej muzyki zaczyna się rozbierać. (fachowy striptiz) wyraźnie patrząc na FIZYKa. WSZYSCY patrzą w słupieniu. W kulminacyjnym momencie w stroju topless, muzyka się gwałtownie zmienia na swojskiego krakowiaka. STRIPTISERKA w hołubcach (na szpilkach) galopuje do FIZYKa i śpiewa czytając z kartki, która miała za gumką od majtek, na melodie "Krakowiaczek ci ja": Ej FIZYKu fiku miku nie gnij dalej na sienniku wstawaj wstawaj buzi dawaj przyjechałam aż z Chicago żeby ci zaśpiewać nago w oczkach ci się dwoi pokaż czy ci... (przytupuje) STRIPTISERKA (odraca się do Dziadka i mowi z wyraźnie góralskim akcentem): - No, panie kochany, ja tego nie zaśpiewom. Z dobryj rodziny jestem. FIZYK odruchowo zasłania się kocem. Dziewczyna podaje mu tort z zapalonymi świeczkami. On nie wie, jak przyjąć. Ona usmiechajac się: Wszystkiego najlypszego z łokazji łurodzin. Ona wzrusza ramionami i stawia tort obok. Wychodzi zabierając po drodze łaszki. Podchodzi do DZAIDKA. Ten podpisuje jakiś papierek. Ona mowi: Thanks. DZIADEK: - Nu dzienkujim bardzo szanownyj pani.. Na śniadanko prosimy bardzo. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 22 |
STRIPTISERKA: - Dziękuję piknie, ale lot mam za godzinę. Taksówka czeko. Dzieci z przedszkola mus łodebrać. Wychodzi. DZIADEK (ociera łzy radości): - Uj, warto było. Nu dawno si tak nie uśmiałym. Śpiewający telegramek! FIZYK przeciera oczy jakby to był sen. W końcu (pierwszy raz od poczatku sztuki) wybucha śmiechem. Podchodzi do DZIADKA i serdecznie go obejmuje. Chwila ciszy. FIZYK: - Dziękuję! DZIADEK! Coś ostatnio zbyt poważny byłem, co? Dziękuję. DZIADEK: - Nu daj spokój. Zrzucilim się z Władeczkiem i Tłumaczem. Z Chicago ją ściągnąłem, bo co po polsku zaśpiwa, to po polsku. Nu i piękna bestia. Balim si, że jakiego kuczkodana przyślo. Ale udało si. Ali gdzi Tłumacz? WSZYSCY rozgladaja się. Telefon publiczny zaczyna dzwonić. FIZYK podchodzi do telefonu. FIZYK: - Hallo! This is Polish Radio. May I help you? - O.K. Rozumiem. Przyślę ci graty, a resztę na konto. Tak. FIZYK: - Hej, dzięki za telegramek! Śmieje się. FIZYK: - Pomogło! Cześć! Dobra! Uściskaj tam rodzinę! odwraca się, zdmuchuje świeczki; brawa. FIZYK: - Pozdrowienia macie. Dzwonił Tłumacz. Jest w Nowym Jorku. Wraca do Polski. Mówi, że miał zły sen. Ja mu już dawno mówiłem, żeby jechał. No, ale wiecie, jak to jest. Rodzinie ciągle mało. WARSZAWIAK: - Co się tak wylegujesz, wstawaj! STUDENT (ze łzami w oczach): - Nie mogę wstać. WARSZAWIAK: - Co jest? STUDENT: - Nogi! O Chryste! WARSZAWIAK podchodzi, zaczyna mu obmacywać nogi: - Tu? Nic... Tu? |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 23 |
STUDENT (ryczy): - O, Jezu! (wije się i płacze) WARSZAWIAK: - FIZYK, podaj aspenkrem, bandaż elastyczny i wkładki do butów. Czemu nikt mu nie powiedział? FIZYK: - Mówiliśmy mu, ale jak to młody, sam musi się sparzyć. WARSZAWIAK obandażowuje STUDENTowi nogi i w miedzyczasie mówi: - Robisz minimum 25 km po tym sklepie. Nie jest źle, bo chłop orząc pole 1ha przechodzi 40 km. Tyle tylko, że biegasz po betonie i ścięgna nadwyrężasz. Ty z miasta jesteś, musisz się przyzwyczaić, bracie! MARTA nie miała nigdy z tym problemów. Mówi, że łatwa robota. DZIADEK wchodzi z kartką (listem), tak żeby STUDENT nie widział i mówi: - Nu, Ania z Warszawy pyta si o ciebi, STUDENT. STUDENT: - Co?!! Gdzie! (zrywa się jakby nigdy nic i biegnie do drzwi). Śmiech. FIZYK: - Hej, poczekaj, no. DZIADEK chciał ci tylko udowodnić, że to sprawa głowy, nie nóg. Nie myśl o bólu! DZIADEK daje mu list, gładzi po głowie. WSZYSCY wychodzą. - Nu, Studynt, odpocznij chwilki. Ja ciebi troszki zastompim. Za bafarko trochi pochodzym. STUDENT: - Tłumacz by powiedział: polerką. Usmiechają się. STUDENT obejmuje go w pasię, przytula się. DZIADEK z wyraźnym wzruszeniem gładzi go po głowie: - Nu, dobra, synek, pocierpisz troszki. A potem, po burzy, wisz, słońce zawsze. (po chwili) Nu idem do tyj baf... polerki. Amerykanin jaki wejdzi. Jak widzo, że chłop chłopa przytuli, to myślo, że tego, no że pedałujo. Porąbane takie som. Ściska go za głowe po raz ostatni. Wychodzi. PIOSENKA "NASZA MIŁOŚĆ" |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
|
* * * * * * |
|
| 24 |
PRZYJAZD TŁUMACZA DZIADEK i WŁADECZEK krzątają się, robią śniadanie. DZIADEK: - Władziu! Toż ja z tobum wiencyj jechać tom twojum karom (od car - samochód) nie chcym. Toż za wolno jedisz, zarazu ty jedna! Toż to hajłej i 40 mil na godzinę mus jechać. A ty trzydzieści, bodaj ci obysrało! Toż to wstyd! Tikieta ci dadzo za wolno jazde! WŁADECZEK (płaczliwie): - A jak czikien wylezi? Toż rozjadym! DZIADEK: - Nu, kiedyś ty kuri tu widział żywe? W telewizorze! Tu Ameryka, tu same mrożone chodzo! WŁADECZEK (zamyślony): - Nu, a jak ja taki czikien rozjade, to może do domu weźmiem?! DZIADEK: - A na chuliery nam taki kapeć? Durnyło jedno! (ze złością) WSZYSCY wchodza. PREZES kręci się jakoś niespokojnie. Nikt nic nie mówi. Atmosfera dziwna. PREZES po chwili patrzy spode łba, bierze kubeł na kółkach i dość sztucznie mowi: PREZES: - No tego, dobra, oblecę łazienki. Póki co... (i szybko wychodzi) Chwila jeszcze jest cisza i nagle WARSZAWIAK parska hamowanym smiechem, po nim STUDENT, i nagle WSZYSCY zaczynają się spazmatycznie śmiać. DZIADEK: - Nu jak ja rankiem w kościółku był, to tam tak wesoło nie było. Co wam jest? Na moji mszy straszyli jak zwykli Panym Bogiem. A wam ksiunc wice opowiadył? WSZYSCY się pokładają ze śmiechu. WARSZAWIAK: - DZIADEK! Powinieneś był pójść z nami! PREZES z nami poszedł. Nie wiem po co, chyba z ciekawości, bo pierwszy raz musiał być w kościółku. Usiadł z przodu. Myślał pewnie, że z przodu lepsze miejsca jak w kabarecie. No, i kabaret był, powiedzmy, bo on nie mógł nadążyć. Co chciał uklęknąć, to WSZYSCY wstawali, co usiadł, to klękają. Bardzo się pilnował. Robił jak WSZYSCY. Ale najlepsze było przy przekazaniu pozdrowienia. Przed nim młoda para była. WSZYSCY ręce sobie ściskają, a para młoda buzi - normalnie. PREZES się odkręcił, bracie, chwycił takiego grubego farmera, za uszy okręcił go i w ślinę. Farmer, bracie, cegła (rumieniec). Bo wiesz, jacy oni tu na kolarzy uczuleni od czasu wykrycia adidasa. O rane! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 25 |
DZIADEK: - No, że tyż mnie nigdy nie ma, jak wysoło jest. Krzątanina. Przygotowuja WSZYSCY maszyny itp. Cisza. Wchodzi PREZES. Rozglada się spode łba. WŁADECZEK: - I didn`t understand one thing w kościółku. Co to znaczy Matka Boska Nie-po-kolanu? (pokazuje na kolano) DZIADEK: - Nu co si dziwisz, że za kolano Matki Boskiej nie wolno?! Pryzysa si spytaj. PREZES macha reką na odczepnego. |
|
cd Część IV |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Copy Rights Reserved ©, Wszystkie prawa zastrzeżone. Uwagi i pytania prosimy kierować do redakcji miasta literatów2000 |