| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Do
Reżysera | Część I | Część
II | Część III | Część
IV | Część V | Piosenki |
| Część II | |
|
AKT 1 Scena 1 Ciemność, widać tylko czerwony napis FIRE EXIT. swiatło zapala sie gwałtownie i gaśnie, ktoś koniecznie próbuje znaleźć właściwy przełącznik. Swiatło dkrywa raz to żółty kubeł na kółkach, raz to beczkę (czerwona) itp. Słychać najpierw nieśmiałe: GŁOS: -Hallo! Jest tam kto? Exkuz mi! (excuse me) Słychać uderzenie i półgłośne GŁOS: O Jezu! Młody człowiek ubrany w polskie ciuchy, zmęczony widać, zrywa sie w pelnym swietle z przełacznika, na którym wyraźnie usiadł. Rozglada sie przymrużonymi oczami po scenie, zdejmuje plecak, opiera się o stół, na drugim stole kładzie ksiażkę. Włącza sie niechcący telewizor, który ryczy na cały regulator (hymn amerykanski, flaga). Rzuca sie do telewizora, żeby go sciszyc. Brak przełacznika. Wraca do stołu, chwyta pilota, nerwowo naciska. Niechcący zmienia kanały: kawałek porno - goła dupa, telewizor ryczy jeszcze głośniej, zaraz potem msza z wrzeszczacym pastorem. W końcu telewizor gasnie ( na ekranie podpaski kobiece i flaga amerykańska z hymnem) Słychać jeszcze głośne GŁOS: o Jezu! Młody człowiek, cały spocony, siada. Wstaje, zaczyna zdejmowac swoje rzeczy. Podchodzi do drzwi z napisem FIRE EXIT, popycha je, włącza sie przeraźliwa syrena i czerwone mrugajace swiatlo. Gaśnie swiatlo, wpada po dłuźszej chwili dwóch strażnikow. Zapalają światło, wyłączają alarm, ruszaja zamkiem w drzwiach. Konwersacja STRAŻNIK 1: - Third time this month, they should do something with this fucken doors. STRAŻNIK 2: - Take it easy, they pay for it. Gaszą światło, wychodzą. |
|
|
3 |
|
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 4 |
Po paru minutach swiatło sie zapala. Do pomieszczenia wchodzi pare osób: DZIADEK, FIZYK, WARSZAWIAK, WŁADECZEK, TŁUMACZ, MARTA. DZIADEK: - Nu, Lalieczka, gdzieś ty zaliazła? Budajci obysrało! WSZYSCY (Wyraznie rozbawieni): Cip! cip! cip! Taś! taś! taś! Ku! ku! ku! ku! kuku! Część rusza do dobrze znanych maszyn i czynności. Otwieraja telewizor (bez glosu), robią coś do jedzenia, wyciskają "mape". Widać, że są w dobrze znanym sobie miejscu. DZIADEK: - Nu, i gdzie ta chuliera si pokatuliała? FIZYK: - Możesz wyjść, sami swoi. WŁADECZEK: - O, boy! Do boxy wliazł, smart cookie! Z dużego pudła z napisem " THIS WAY UP" wyłazi czerwony ze wstydu młody czlowiek, czesciowo rozebrany. WSZYSCY sie śmieją. DZIADEK: - Nu ta, nie wstydaj si laliuchna, WSZYSCY przez to przeszli, Martusia na ten przykład do tualiety si schowała, papier sralny za przeproszenim udawała. WSZYSCY (smieją się) MARTA (wsciekła i czerwona): - DZIADEK! Daj spokój! DZIADEK: - Nu nie gniewaj si laliuchna! W moim wieku jedyne, co mogiem z kobitą jeszczy zrobić, to jom rozgniewać, a ty taka ładna jak zła! MARTA (usmiecha sie w końcu, macha ręką, odwraca sie energicznie do nowoprzybyłego, wyciąga rękę): - MARTA jestem. Z Białostockiego. STUDENT: - Kuba (ciagle oszołomiony). Miło mi. Ja jestem z Warszawy. Z SGGW. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 5 |
WARSZAWIAK : - Uuu, STUDENT, WARSZAWIAK. A z jakiej dzielnicy? Ja z Pragi. STUDENT: - Z Radzymina. WARSZAWIAK : - Eee, STUDENT, to ty flancowany jesteś! Taki z ciebie WARSZAWIAK jak ja Amerykan. Wieprzowina z Wołomina. DZIADEK: - Aj, aj, aj, jakie bradziagi z Pragi! A jak ciebie ta syrenka na dzień dobry przywitała, to we trzech z ruri cie wyciągalim, takeś si zaszpuntował. WARSZAWIAK : (je w milczeniu) FIZYK (w milczeniu podsuwa kromkę nowoprzybyłemu, nalewa coś do szklanki, odchodzi) STUDENT (zaczyna jeść pomału, nadal w szoku, ciagle niekompletnie ubrany) WŁADECZEK: - A expiriens na florze masz? STUDENT (patrzy niedowierzajaco na pytajacego i rozgladajac sie niepewnie pyta): Słucham pana? DZIADEK: - Władeczek si ciebi pita, czy umisz podłogi amerykańskie pucować. Nieszczęście si Władeczkowi przytrafiło. Angielskiego si chciał nauczyć. Ni bardzo mu si to udało. A timczasem po polsku zapomniał. WŁADECZEK (karcąco patrzy na Dziadka, DZIADEK z rozbawieniem na Władeczka) TŁUMACZ: experience - doświadczenie floor - podłoga WSZYSCY z niechecia patrza na tłumacza. STUDENT: - No... sprzątałem. W spółdzielni studenckiej. ( Wybuch smiechu ) PIEŚŃ SPRZĄTACZY NA FLORZE + UKŁAD CHOREOGRAFICZNY Z MIOTŁAMI - "MAPAMI" |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 6 |
Osłupiałego STUDENTa odprowadzają na bok, pokazują maszyny, sposób wyciskania szmaty itp. Włączony telewizor wali reklamy, na jednej z reklam jest mała dziewczynka reklamujaca chleb. (Reklama ta pojawiać sie będzie bardzo czesto.) FIZYK, MARTA, DZIADEK MARTA (jedząc): - No tego jednego brakuje mi tu w tym sklepie: chlebka. U nas w Malinowej jest piekarnia Wojteckiego, rano zapach taki. I jak nożem piętkę się odkroi... Nie znają tego tutaj. TŁUMACZ: - Kochana moja, w tym kraju jest wszystko. Jak jedziesz pięćdziesiątką, po prawej stronie obok SEARSA neon niebieski RONNIES. Wszystko tam mają. I chlebuś żytni jest. Jutro ci przyniosę. MARTA (macha reke lekceważaco nie słuchajac prawie): - Ee tam! Jak przechodziłam granicę z Meksykiem, taka głodna byłam! Przeciągnęło się trochę, bo mocno pilnowali. Przechodziliśmy jakąś żółtą rzekę w bród. Wieczorem było. Dziwne, żółta woda a czysta jak kryształ! Pewnie dno żółte. (z ożywieniem) Zimna była. Po przeciwnej stronie stosy ubrań leżały. Tych, co dzień przed nami przechodzili. Już suche. WSZYSCY się przebierali w suche, a zostawiali mokre. Wybrałam sobie fajne dżiny. O te! (wstaje, pokazuje) leżą jak ulał. DZIADEK: - Oj, córuchna, rzeka si żółta narobiła, bo samiczki rybne żółć zaliała z zazdrości. Samczyki pszi brzegu oczi wypatrujo, czy Martusia majtków nie pomienia. Od tego czasu rzeka "martwo" si nazywa, bo ribi trzeć si nie chcom! MARTA (smiejąc się): - Daj DZIADEK spokój! Co ci dziś się stało? DZIADEK: - Pierwszy dzień wiosny dziś, radio gadało, ot co. Będzi z tydziń. Potem bendzi liało przez siedem misiency. Woda wisić w powitrzu będzi ży szałera... TŁUMACZ: - szałer - prysznic. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 7 |
DZIADEK: - Tak to si nazywa? TŁUMACZ: - Tak. DZIADEK: - Noo, pryszczycu nie trza brać, mydłem si rano natrzyć, na pole wyjść, i spłyni. Tyli, ży bańki ludzi w oczi szczypać na haj łeju... TŁUMACZ: - Na autostradzie. DZIADEK: - Dajży Tłumacz spokój! W oczi szczypać bedo i policja tikieta... TŁUMACZ: - mandat... DZIADEK (patrzac przeciagle na Tlumacza): ...wlepi. TŁUMACZ: - Swoją drogą ciekawe, kto, MARTA, w twoich utensyliach chodzi? DZIADEK: - Czym? TŁUMACZ: - Utensyliach. DZIADEK: - Oj, utensyli un si! Spać nie moży i sny ma taki, ży obudzić si nie chcy! TŁUMACZ: - A tak przy okazji - to ładne określenie tu mają na to, jak się komuś gołą... DZIADEK (zaczepliwie): - No co? TŁUMACZ (przeciagle patrzy na Dziadka i mowi dobitnie): ...dupę pokaże. (kończy spokojnie) Shoot the moon - zastrzelić księżyc. WSZYSCY się śmieją. DZIADEK: - To temu nocy takie czarne! Córuchna ksienżyc w Meksyku z dwururi ustrzeliła, że to w prasie nie pisali! DZIADEK (ryczy ze złością): - Władeczek, uśmiechni si do chuliery! Władeczek faktycznie jako jedyny nie uśmiecha się. Poprzednio na określenie " shoot the moon" reaguje mocno - podskakuje. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 8 |
DZIADEK: - Twarz tako masz, jakby na nij usiad. W Ameryce jestyś, tu mus śmiać si! WŁADECZEK (wzrusza ramionami): - Plastik. FIZYK (spokojnie z usmiechem): - Dobre określenie, uśmiech plastikowy! Widziałem jak dyrektor banku ostro upomniał urzędniczkę, że się nie uśmiecha. Tłumaczyła się, że ma śmierć w rodzinie. Powiedział jej, że rodzina jest w domu i że w domu może się smucić. A tu płaci jej za uśmiech. No cóż, zaczęła się uśmiechać. DZIADEK (ze zloscia): - Panowi! Zrzucim si po parę dularów dlia Władeczka. Bo patrzyć si już nie mogiem na ty nagrobny fotografii! MARTA: - Och, to okrutne bardzo. FIZYK: - Też tak myślałem. Teraz sądzę inaczej. Lepszy taki uśmiech niż żaden. Wydaje mi się, że uśmiech to smar codziennych zdarzeń. Wielu klientów miało weselszy dzień dzięki jej "plastikowemu" uśmiechowi. WŁADECZEK usmiecha sie. FIZYK lekki skłon w kierunku Wladeczka FIZYK: - Myślę też, że i ona lepiej się czuła po pewnym czasie. DZIADEK: - Jeszcze raz by si Władeczek uśmiechnoł, to bym mu te giembe plastrem (gest rękami) w uśmiechu rozciągnon, to by zostało. FIZYK, zrób ten cud raz jeszczy. TŁUMACZ (ironicznie): - FIZYK, a jak ma się uśmiech do twojej teorii entropii? (puszcza oczka do siedzacych sprzataczy, WSZYSCY usmiechaja sie porozumiewawczo, znaja konik FIZYKa) FIZYK (poważnie): - Śmiej się śmieju, śmiej. Nawet twoje ironiczne uwagi są wykładnikiem entropii. TŁUMACZ wzrusza ramionami. FIZYK (gwałtownie się odwracajac): - STUDENT! STUDENT zrywa sie zaskoczony (jadł coś, żuje). FIZYK: - Entropia! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 9 |
STUDENT recytuje definicje entropii jak karabin maszynowy: - Miara nieokreśloności, chaotyczności, stopnia nieuporządkowania. W teorii informacji - odpowiednik każdego rozkładu prawdopodobieństwa. Część energii układu, która w ustalonej temperaturze nie może ulec przemianie na pracę. WSZYSCY śmieją się, biją brawo. FIZYK: - Świetnie! SGGW - dobra uczelnia, widzę, dalej. Profesorowie starej daty utrzymali się, bo finansowo niezależni byli od komuchy. Ogrodnicy! DZIADEK wklada palce w usta w gescie wymiotnym, że nudno będzie, i zajmuje się czymś. FIZYK (poważnie): - Wracając do tematu, panie kolego, to zbiorowiska ludzkie można by porównać do cząstek... mmm...powiedzmy gazowych. Im większe skupiska, tym prawdopodobieństwo wzajemnych konfliktów rośnie. Uśmiech zmniejsza impakt zderzeń. Tłumacz, powiedz, co jest łatwiej? Uśmiechać się cały dzień, czy też mieć minę z cyklu "rozdarty trampek"? TŁUMACZ: - No bo ja wiem? FIZYK: - Dobrze wiesz. W tramwaju WSZYSCY tacy smutni, że niech to świnia powącha! Posadź tam wesołego uśmiechniętego faceta. To przecież pasażerowie go rozdziobią. Natura dąży do rozkładu. Do uśmiechania się potrzebna jest energia, na miłość Boską! Wchodzi DZIADEK DZIADEK: - Na cmyntarzu wawrzyszewskim taki nagrobek jest: "Władisław Zdziubany". A pod spodem: "Bóg tak chciał" Nu, wesoła że wdówka dała jemu taki epitafii! TŁUMACZ: - No a u nas jakoś dość wesoło jest. FIZYK: - Ale zwróć uwagę, że jesteśmy w pewien sposób wyselekcjonowani. Każdy z nas starał się o jakieś prawdziwe lub lipne zaproszenie, stał w kolejce do ambasady i w końcu zdecydował się na tę morderczą pracę. Jesteśmy aktywni! DZIADEK: - Martulka kuchana nawyt przez żółte rzekie brodziła i do ksinżyca strzylała z dwururi. Skarbulek kochany! Od tego czasu rzeke nazywajo zupna, bo jeszczy si gotuji. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 10 |
FIZYK: - Powiem ci więcej. Ten system, który był, upadł, bo stosował niejako ujemną selekcję. Nagradzał brak wysiłku i mierniactwo. Jeżeli tylko wystawałeś z tłumu, to urawniłówka. Tępiono, zaczynając od kułaków, a kończąc na butikach, każdą prywatną inicjatywę. Popatrz na tę nazwę "inicjatywa". Energia potrzebna! DZIADEK: - A ja kiedyś z Polski dostał taki prezynt: grzebiń, a na nim pisało "Spółdzielnia Inwalidów ZRYW". No ubawił si ja! FIZYK (nie słuchajac): - Tu też nie jest idealnie. Japończycy mają rację, że zbyt dużo ludzi tu chce zrobić szybkie pieniądze kosztem innych, zamiast produkować jakieś dobra. Jednak system zdecydowanie popiera aktywnych. Modelem pozytywno-bajkowym jest pucybut, który zostaje milionerem dzięki ciężkiej pracy. System podatkowy ustawiony jest tak, żeby pomóc aktywnym, a nie ich usadzić. Demokracja wali po łapach biurakrację. Jak trzeba. TŁUMACZ (stojąc pod tablicą): - O, tu mam coś akurat na ten temat. Dzienna zmiana zostawiła złotą myśl na tablicy - to miły zwyczaj. TŁUMACZ (mozoli sie z tlumaczeniem, chichicze): - To chyba przytyk dla szefa tego sklepiku. Cytat z Al Bernsteina. No, no! Co oni tu czytają! (ze dziwieniem) FIZYK: - Nic nie czytają. Wycinają z kolorowych magazynów cytaty i lepią po ścianach. A co na dziś? TŁUMACZ (śmiejąc się): - Słuchaj. "Czasem głupiec, który pogania, zrobi robotę!" FIZYK: - I zrobi dobrze! Prawda to jest święta! (zapalajac sie) Entropia, panowie! Sprężyna nie potrzebuje inteligencji. WSZYSCY bogaci ludzie, jakich znam, są dość ograniczeni. I powiedziałbym: wąsko wyspecjalizowani. Mówię oczywiście o tych, co nie dostali pieniędzy w spadku, a zarobili je sami. Nie mówię też o wynalazcach, tych jest mała grupa. Mówię o ludziach z charyzmą, wewnętrzną energią, tych: co to wyrzucisz drzwiami, a wchodzą oknem. Tacy co potrafią dla samej idei marszu do przodu, niby dla pieniędzy, ale w sumie nie, bo jak je zdobędą, to maszerują dalej. Tych co zarażają tą energią innych i wykorzystują ich pracę dla tego marszu. Tych odpornych na klęski. Tych zaprawionych w walce z entropią. |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 11 |
TŁUMACZ: - Coś w tym jest. Czytałem gdzieś, że największe pieniądze w handlu nieruchomościami zrobił w Nowym Jorku Rumun, imigrant, który nie umiał po angielsku i nie ukończył szkoły podstawowej. Kupił pierwszy dom przy pomocy adwokata. Panowie! Adwokat miał więcej pieniędzy wtedy od niego, był rodowitym Amerykaninem z dyplomem najlepszej szkoły prawniczej. W krótkim czasie mógł Rumunowi buty czyścić. Jakby dobiegł, bo ten w międzyczasie miał trzy helikoptery i własne biuro. WARSZAWIAK : - Chwileczkę! Jak dobrze rozumiem, wykształcenie przeszkadza w karierze?! FIZYK: - To nie chodzi o wykształcenie. A bo ja wiem? Wrażliwość i intelekt. Rozum podsuwa ci obrazy ewentualnych niepowodzeń i ogólnie biorąc wątpliwości. WARSZAWIAK: - Dziś rano ładny bumper sticker... TŁUMACZ: - Nalepka na zderzaku. WARSZAWIAK: - No, właśnie (powtarza posłusznie) bumper sticker widziałem: "Just a leading dog has a best view" - tylko prowadzący pies (w znaczeniu chart) ma najlepszy widok. Niby ten prowadzący-przewodnik ma najlepiej. STUDENT: - No, to dobre jest! Bo to prawda! Ci w tłumie mają marnie. DZIADEK: - No, chiba, że Martusia przed nimi biegnie. Toż i oczi wypatrzeć by szło! MARTA: - Oj, cichaj Dziadku! FIZYK: - Po pierwsze: nie wiadomo za czym. Po drugie: nie wiem, czy ten psi lider ma czas podziwiać te widoki. Szczególnie, że pot mu oczy zalewa. A tak w ogóle: najlepszy widok ma ten, co patrzy z boku na bieg. Nie uważacie? Podczas calej tej rozmowy STUDENT przegladal kolorowy magazyn leżacy na biurku reklamujacy kostiumy kapielowe. Pod koniec wstaje i wychodzi. WARSZAWIAK podchodzi do lufcika - okna wychodzacego na sklep i po skończonym przez FIZYKa wywodzie mowi: - Panowie, stawiam piątkie, że STUDENT pogalopuje w fotoplastykon! |
|
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki | |
|
| 12 |
TŁUMACZ: - Co, już? Niemożliwe, toż on dopiero przyjechał. DZIADEK: - Nu, ale chłop żenidło ma już wyrośnięte. FIZYK: - Panowie, dajcie mu spokój. Toż to jeszcze dziecko! DZIADEK: - Nu, to jest dziecko? Nu, ładny dziecko! Przecie jak kucnie, to pewno żenidło mu w piasek... WSZYSCY CHÓREM: - Dziadku, daj spokój. WSZYSCY przy lufciku patrzą. WŁADECZEK: Ooo... bakiecik puszi do kornera. DZIADEK (rozgląda się): - Czy aby kto nie widzi? Aniułeczek zakuchany! TŁUMACZ: - Uwaga! Do rączki magazyn wziął. FIZYK: No i postoi tam z godzinę, aż go nogi zabolą. WARSZAWIAK: - Jaką godzinę! Miesiąc - minimum. Zbiera od kolegów po dolarze. OSTRY RYTM. PIOSENKA "DZIEWICA ROZPUSTNICA" UKLAD CHOREOGRAFICZNY DZIADEK UDAJE DZIEWICĘ UŻYWAJĄC "MAPE" JAKO PARTNERKĘ Po piosence ciemno. Slychac tylko szum ze sklepu - ewentualnie podklad muzyczny. |
|
cd Część III |
| Do Reżysera | Część I | Część II | Część III | Część IV | Część V | Piosenki |
| | lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.miastoliteratow.com | |
| Copy Rights Reserved ©, Wszystkie prawa zastrzeżone. Uwagi i pytania prosimy kierować do redakcji miasta literatów2000 |