| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.tripod.com |  
 

     Piotr Giedrowicz     

  email:    giedro@teledysk.com   prezentowane utwory:   
SACRA-MASACRA
  recenzja książki Krzysztofa Gąsiorowskiego      
opowiadanie (czerwiec, 2001)
zły urok (lipiec, 2004)
 
Date: Wednesday, July 14, 2004 7:45 PM  "KOCHANI, kope lat - juz lata cale nie mamy kontaktu, ale nadzedl ten czas, pragne sie Wam przypomniec jakem Piotr GIEDROWICZ. wydaje mi sie, ze juz najwyzsza pora by zaktualizowac rzeczy w moim segmenciku Waszej strony, dlatego zalaczam trzy rozdzialy mej powiesci w opowiadaniach, ktorej wydanie jest planowane na styczen 2005 roku - ani sie obejrzymy a zleci. ksiazka bedzie miala tytul "zly urok" a rozdzialy, ktore Wam przesylam to trzy ostatnie czesci perypetii Huberta - trzy ostatnie z jedenastu. zalaczam rowniez swe artystyczne credo pisane na zamowienie jednego z polskich pism [jego publikacja ciagle jest odwlekana, ale trudno - na nikogo nie wywieram presji]. czesci ktore przesylam to poprawiona wersja "ambarasu" oraz dopisane na przestrzeni minionych miesiecy fragmenty: "czary-mary" i "kondukt" [stanowiacy epilog] - byly one publikowane w pismie literacko-artstycznym "kartki" i wzbudzily spore zainteresowanie czytelnikow, emocje i reperkusje roznego rodzaju. ciesze sie z tego fermentu, dodatkowa satysfakcja dla mnie, ale i moze korzystne dla Was byloby ich zaprezentowanie na witrynie "Miasta Literatow". "sacra masakra" to juz stare dzieje, "meta_porno" uleglo duzemu przeredagowaniu. materialy, ktore ujawniam przeszly juz wszystkie etapy korekty - sa wypieszczone na maxa - jestem z nich autentycznie dumny. stanawi to wszystko razem dosc koherentny final mojej o-powiesci. moze sie zmieszcza - chyba powinny. czekam na reakcje oraz wszelkie sygnaly i zycze milego [mam nadzieje!!] odbioru proponowanych przeze mnie tresci. POZDRAWIAM SERDECZNIE - Piotr GIEDROWICZ.
 P.S. moj nowy adres to: giedro@teledysk.com
       ZŁY UROK       AMBARAS    After meta_porno horror    


 Na przełomie tysiącleci klimat najwyraźniej się zmieniał. Także w Polsce maj zaczynał się okazywać miesiącem nie letnim, ale upalnym środkiem lata, zaraz po krótkim przedwiośniu; czerwiec bywał już porą o aurze niemal podzwrotnikowej. Dopiero w lipcu zaczynało się nieco ochładzać i siąpiły kapuśniaczki, a niebo częściej przesłaniały szarosine skrawki pary. Berti wykorzystywał wolne chwile w sposób banalny, mocząc się w wannie, przeglądając książki. Miasto pełne spalin i woni parującego asfaltu miało nawet pewien urok, ale chociaż nieco wyludnione, odbiegało atmosferą od rajskiego ogrodu. Nareszcie miał czas na robienie kasy, akurat mu wpadło parę zleceń na opracowanie haseł i planowanie strategii reklamowych kilku poważniejszych firm....     cały rozdział (79kB zip)

     ZŁY UROK        CZARY-MARY        


 Niepokój... Liliana to był cały ogród udręczeń. Wspomnienia Huberta były jak powoli działająca trucizna, która z każdym dniem coraz bardziej wycieńczała jego organizm. Czas nie leczył ran. Jesienne powiewy smagały resztki liści – krwawiących i gnijących jednocześnie. Adwent mijał Bertiemu na rozpamiętywaniu miłosnej katastrofy, krążył po zgliszczach własnych nadziei, wygrzebując z rumowiska okruchy bolesnych wspomnień. Wiedział, że nic już nie będzie z tych resztek, bo przyszłość ma tylko miłość, która daje żyć. Logiczne. Liliana mogła być lekiem na całe zło, a wbiła gwóźdź do trumny jego najbardziej przejmujących tęsknot i marzeń. – Dlaczego? – biło mu po głowie. Świat był najwyraźniej we władaniu złych sił. Rdzeń jakiejś ulotnej istoty wszechrzeczy zdawał się cuchnący i oślizgły.        cały rozdział  (68kB zip)

     ZŁY UROK         KONDUKT        


 To było trochę nierealne. Tak jakby przekroczył jakąś śluzę i wypłynął na szeroki przestwór już nie oceanu, ale fioletowego kosmosu, który nagle stał się jego odzyskaną ojczyzną. I teraz już tylko orbitował, patrząc z niebieskich sfer na mikroskopijną strefę spraw żywych, którzy niczym zajadła sfora rywalizowali o doczesne ochłapy. Miał już ten dystans, chociaż jego ciało ledwie ostygło i nie było jeszcze pochowane. Noc i dzień stały się względne, umowne. Chronologia wydarzeń już nie obowiązywała, mógł brać pod lupę dowolną konstelację działań i intencji. Wystarczyło tylko użyć odrobiny woli, żeby energia faktów byłych i teraźniejszych, a nawet tych mających nastąpić – ogniskowała się wyraziście w dowolnym punkcie geograficznej i historycznej mapy jego dawnego świata. Skala obserwacji również była nieograniczona: mógł obserwować całe skupiska, grupy i grupki ludzi, mógł wejrzeć w serce człowieka. Miał do dyspozycji teleskopy i mikroskopy. Sam nie wiedział, iloma zmysłami dysponuje. Jak każdy przeciętny duch nie mógł się przyzwyczaić do widoku własnej powłoki – śmiesznie sztywnej, niczym tandetna kukła, gorsza nawet od manekina. – Ja jestem tutaj – o tym wiedział doskonale. Ale to go jeszcze wzruszało – odrobina tego martwego białka, ułożona w przypadkową w sumie formę. A jednak, rozpoznawał – miał kiedyś pewien styl, bo nawet ten ironicznie zastygły kącik ust... Gdyby potrafił, Hubert na pewno by zapłakał na widok siebie samego w taniej sosnowej trumnie. Ludzie idący w kondukcie...        cały rozdział   (40kB zip)

 

poczatek strony