|
Ona była
jak ogień pachnący lasem, w wilgotny i chłodny wieczór. Kiedy
Hubert zobaczył ją po raz pierwszy na Zamku, stała otoczona
przez przyjaciół, znudzona, nieobecna. Podszedł i zaczął
coś mówić. Nie odpowiadała, uśmiechała się tylko,
jakby do własnych myśli. Mimo słotnej jesieni i późnej
pory, ubrana była w przewiewną letnią sukienkę. Robiła
wrażenie rozgrzanej, pachnącej nimfy, zjawiska parującego
kąpielowymi wonnościami. Hubert przestał cokolwiek
słyszeć. Zamarł. Zaniemówił. Tylko serce biło jak
oszalałe.
W miesiącpóźniej, już u progu zimy zobaczył ją ponownie. Znowu
była pełnia. W toku improwizowanej, alternatywnej imprezki, ona
wyszła na scenę i przeczytała swój wiersz. Była speszona,
zaróżowiona. Miała rozpuszczone włosy i obcisły
dżinsowy komplet na sobie. Ludzie hałasowali, czekali na koncert,
prawie nikt nie zwrócił na nią uwagi. Hubert niewiele
usłyszał z tego co deklamowała. Była słodka i
bezbronna. Nieco zrezygnowana zmierzała ku wyjściu, gdy
przechodziła obok, wykrzyczał szeptem: - Zaczekaj, to było
wspaniałe. - Naprawdę? - jej niepewność i niedowierzanie,
obudziło w Hubercie pokłady szczerej tkliwości. Nawet jego
pożądanie uległo oszołomieniu. Spotkał swoją
Marylin Monroe, która właśnie znikła w tłumie.
-
Cześć stary - rozległo się w słuchawce. -
Dzwoniła do mnie Lila - perorował jakiś kolega kolegi. -
Prosiła, żebyś do niej zadzwonił. - Ach tak... To dobrze -
Hubert podskoczył z radości, kartka i długopis leciały mu z
rąk. - Notujesz numer? - kolega był naprawdę uprzejmy. - Dzięki
stary, dzięki za przysługę. Miałem z nią pogadać
o jej pisaniu. To naprawdę ciekawe - zapalił się Berti. - A ja
myślałem, że chodzi o jakiś podryw - nieco zdeformowany
głos w telefonie uległ filuternej modulacji. - W każdym razie
dzięki. - Nie ma za co - rutynowo zakończyli rozmowę. Hubert
cmoknął z zadowolenia. Aż zatańczył w przypływie
euforii. - Yes, yes! Yo encantado! - zawołał pełen wiary,
miłości i nadziei.
Umówił się z nią tego samego dnia, na 17.30 pod pomnikiem Syrenki, której
akurat ktoś ukradł mieczyk. Wcześniej ustawił się z
Izydorem i maklerem Sandersem w "Plastykach". Szedł z cudem u
boku Królewskim Traktem. Ulica i wystawy udekorowane były
świątecznie.
cały rozdział (62kB zip) |
|