| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.tripod.com |  
 

     Piotr Giedrowicz     

  email:    giedro@teledysk.com   prezentowane utwory:   
SACRA-MASACRA
  recenzja ksi±żki Krzysztofa G±siorowskiego      
opowiadanie (czerwiec, 2001)
zły urok (lipiec, 2004)
 
Date: Friday, June 22, 2001 10:15 AM  " pozdrawiam rowniez b. serdecznie! mam na ukonczeniu opowiadanie pt. "Porno Horror" - to rzecz liryczna, pelna wstawek z klasykow poezji swiatowej, ale chwilami drastyczna i ginekologiczna. podeslac?? na razie daje do wgladu wywiad jakiego udzielilem olsztynskiemu pismu "Portret" - to b. ciekawy periodyk. ciekaw jestem ew. Twej prywatnej opinii Danuto na temat tego tekstu. w warszawie dzis mnostwo imprez, ale pogoda plata figle.  pozdrawiam_____pg.

 P.S. moj nowy adres to: giedro@teledysk.com
       Porno Horror       ____________________    


 Ona była jak ogień pachnący lasem, w wilgotny i chłodny wieczór. Kiedy Hubert zobaczył ją po raz pierwszy na Zamku, stała otoczona przez przyjaciół, znudzona, nieobecna. Podszedł i zaczął coś mówić. Nie odpowiadała, uśmiechała się tylko, jakby do własnych myśli. Mimo słotnej jesieni i późnej pory, ubrana była w przewiewną letnią sukienkę. Robiła wrażenie rozgrzanej, pachnącej nimfy, zjawiska parującego kąpielowymi wonnościami. Hubert przestał cokolwiek słyszeć. Zamarł. Zaniemówił. Tylko serce biło jak oszalałe.
W miesiącpóźniej, już u progu zimy zobaczył ją ponownie. Znowu była pełnia. W toku improwizowanej, alternatywnej imprezki, ona wyszła na scenę i przeczytała swój wiersz. Była speszona, zaróżowiona. Miała rozpuszczone włosy i obcisły dżinsowy komplet na sobie. Ludzie hałasowali, czekali na koncert, prawie nikt nie zwrócił na nią uwagi. Hubert niewiele usłyszał z tego co deklamowała. Była słodka i bezbronna. Nieco zrezygnowana zmierzała ku wyjściu, gdy przechodziła obok, wykrzyczał szeptem: - Zaczekaj, to było wspaniałe. - Naprawdę? - jej niepewność i niedowierzanie, obudziło w Hubercie pokłady szczerej tkliwości. Nawet jego pożądanie uległo oszołomieniu. Spotkał swoją Marylin Monroe, która właśnie znikła w tłumie.
- Cześć stary - rozległo się w słuchawce. - Dzwoniła do mnie Lila - perorował jakiś kolega kolegi. - Prosiła, żebyś do niej zadzwonił. - Ach tak... To dobrze - Hubert podskoczył z radości, kartka i długopis leciały mu z rąk. - Notujesz numer? - kolega był naprawdę uprzejmy. - Dzięki stary, dzięki za przysługę. Miałem z nią pogadać o jej pisaniu. To naprawdę ciekawe - zapalił się Berti. - A ja myślałem, że chodzi o jakiś podryw - nieco zdeformowany głos w telefonie uległ filuternej modulacji. - W każdym razie dzięki. - Nie ma za co - rutynowo zakończyli rozmowę. Hubert cmoknął z zadowolenia. Aż zatańczył w przypływie euforii. - Yes, yes! Yo encantado! - zawołał pełen wiary, miłości i nadziei.
Umówił się z nią tego samego dnia, na 17.30 pod pomnikiem Syrenki, której akurat ktoś ukradł mieczyk. Wcześniej ustawił się z Izydorem i maklerem Sandersem w "Plastykach". Szedł z cudem u boku Królewskim Traktem. Ulica i wystawy udekorowane były świątecznie.      cały rozdział (62kB zip)

 

poczatek strony