|
|
![]() |
|
Ksieżycowy taniec w Wielką Noc |
POWRÓT |
dla Taty Jest czwarta rano i znów ksieżyc w pełni zatrzymał się w oknie. Wczoraj po drugiej stronie oceanu budził Ciebie. Czary. Idę ku światłu - srebrzysta trawa, srebrzyste cienie drzew, których zółtość i róż ukażą się o zaraniu. Ksieżyc w pełni, tam i tu dla Ciebie i dla mnie. A tam gdzie Ty jesteś teraz już Wielka Niedziela w zapachu wiosny rozkwitającej w biciu dzwonów, świątecznych strojach ludzi płynących falami z kościołów do święconki dzielonej przy rodzinnym stole. |
Furtka otworzyła się bezszelestnie. Zsunęłam sandały i w piasku wsród sosen miękko stawiałam stopy. Pachniało słodkością jaśminu, szorstkością desek z tartaku, szelestem kropli mleka strzykających w blaszany skopek. Wydało mi się, że wchodzę w rzeczywistość. Jeszcze tylko zakręt, kilka obejść i będę. Ale meszki czarnym rojem omotały mi głowę i powiodły na kłujące pole, którego skrajem chyłkiem przemykał jakiś zwierz. Trzeba wracać – pomyślałam naprzeciw moim śladom odciśniętym między szyszkami, drzazgami i strzępkami bieli. Przed furtką meszki zniknęły i znów poczułam ten nierzeczywisty spokój. Przez pękniętą chwilę zdało mi się, że zobaczę za czym tęskniłam. |
|
|
|
+++ |
|
| z twarzą jak
całun przyszła zbierać skorupki dzbana rozrzucone w pęknięciach czasu między ścianami bez domu żeby jakoś złożyć z nich życie |
|
|
|
|