| lista poetów | powrót do strony tytułowej: miasto literatów 2000++ | strona danuty błaszak: http://danutabe.tripod.com |  

WYIMKI KRYTYCZNE

Chciałbym pochwalić erotykę, wiersze miłosne Grzebalskiego, które łączą w sobie i czułość i nieunikanie czasem drastycznych sytuacji, drastycznych porównań. Jak wiadomo w erotyce trudno być oryginalnym. To jest trudny sprawdzian dla poety. Wydaje mi się, że on wychodzi z tego świetnie.  

Tomasz Burek, “Głos Wielkopolski” z 16.11.1994.

 

Co, według Grzebalskiego, warto pamiętać? — ano to, co najbardziej ignorujemy: zwyczajną, pospolitą codzienność, wypełnioną “oczywistymi” przedmiotami i zdarzeniami. [...] Grzebalski, wpisując się m.in. w skamandrycki nurt poetyckiego wykorzystywania waloru codzienności, unika tamtych płycizn, egzaltacji i naiwności. Te wiersze pisze młodość, nie poddająca się — parafrazując Tadeusza Peipera — łuszczącej się starej skórze świata; młodość do śmierci zraniona przez Wiedzę (Cynizm?).

Tadeusz Żukowski, Dwa lustra świata: negatyw — pozytyw, “Czas Kultury” nr 4/1995.

 

Epistemologia Grzebalskiego opowiada się zdecydowanie po stronie empirii i aposterioryzmu. Człowiek staje twarzą w twarz z tym, co dane. Prawdą jest to, co przeżyte. I dlatego przeżycie i poznanie towarzyszące sobie nierozerwalnie, są w tej poezji tak istotne.

Rafał Rżany, Najistotniejszy wymiar, “Fraza” nr 8/1995.

 

Jest to poezja wyrastająca z fascynacji życiem, konkretna, bazująca często na jakimś pomyśle sytuacyjnym, na jakimś zdarzeniu zachodzącym między ludźmi, na obserwacji psychologicznej. [...] Grzebalski zaczął swą artystyczną drogę od wysoko postawionej poprzeczki. Mimo, że jego poetycka sztuka nie jest pozbawiona niedoskonałości, to wydaje się być na współczesnej mapie poezji polskiej interesującą propozycją i godną poświęcenia jej więcej niż doraźnej uwagi.

Jan Wolski, Czy można zatrzymać rzekę czasu, “Fraza” nr 8/1995.

 

W fakt, że tomik ten jest debiutem Mariusza Grzebalskiego trudno niemal uwierzyć wobec niebywałej sprawności warsztatowej, zademonstrowanej w trzydziestu zebranych tu znakomitych, dojrzałych artystycznie wierszach. [...] Autorowi Negatywu udało się więc dokonać syntezy dwu biegunowych tendencji polskiej poezji, wyodrębnionych niegdyś przez Jana Błońskiego: modelu poezji Przybosia i modelu poezji Miłosza, połączyć mowę “pięknych zdań” z “formą bardziej pojemną”. [...] Tak jak istnieje sztuka po końcu sztuki, w Negatywie mamy do czynienia z poezją po końcu poezji. Bardzo to ważna książka dla poezji i estetyki schyłku naszego stulecia.

Jan Wian, “Warszawski Przegląd Książek” nr 4/1995.

 

[...] Grzebalski nie zaciska pasa słowom, emocjom, wspomnieniom, słabościom, refleksjom. Oscyluje pomiędzy obrazem rozpadu a popisem formalnej finezji, między czasoprzestrzenią uobecnioną a metafizyczną, między szorstką zgrzebnością a chłopięcym liryzmem. Ujawnia niedojrzałość, niedookreśloność bohatera swoich wierszy, jego transgresyjną, niedowarzoną kondycję. Ba, jak w świetnym wierszu Nietzsche i my, pozwala sobie moralizować. Innymi słowy, Grzebalski ma odwagę irytować nas ostentacyjnością swoich poetyckich ambicji i wiarą, że poezja jest w stanie znieść wszystko i być wszystkim. Autor Negatywu jest w tej swojej bujności zarazem pokorny, oddany nie tyle programowi, co samemu artystycznemu spełnieniu, świadomy, że nie istnieją dobre czy złe założenia, ale jedynie dobre i złe wiersze.

Piotr Śliwiński, Dwaj różni młodzi poeci, “Res Publica Nowa” 3/1996.

 

Ulica Gnostycka jest jedną z nielicznych książek, o których można z uznaniem napisać — dopięta na ostatni guzik, konsekwentna, wydestylowana. Wiele wierszy, nawet tych znanych z prasy i dobrze przyjętych, nie znalazło w niej miejsca. I słusznie, albowiem mnie przynajmniej taki a nie inny dobór zaskoczył nad wyraz przyjemnie. Autor zrezygnował z tekstów najbardziej przebojowych, mocno osadzonych w pamięci czytelników “Nowego Nurtu” czy “NaGłosu”, na rzecz mniej efektownych, za to lepiej wpisujących się w sprzedawany nam
w tej książce obraz świata. [...]Moim zdaniem Ulica Gnostycka jest w dużej mierze książką
o poszukiwaniu przez mężczyznę u progu trzydziestki honorowego wyjścia z sytuacji, gdy dotychczasowy, młodzieńczy zestaw środków oswajających rzeczywistość przestaje działać. Mariusz Grzebalski proponuje określoną drogę postępowania; “poradnik” ten wart jest uważnej lektury, albowiem jego treść odstaje od serwowanego nam zewsząd nihilizmu i taniego ousiderstwa.

Anna Ekierrhard, Poradnik trzydziestolatka, “FA-Art” nr 4/1997.

 

W przeciwieństwie do Negatywu w Ulicy Gnostyckiej dzieje się wiele, bardzo wiele. Swoje odkrycia Mariusz Grzebalski zawdzięcza umiejętności koncentracji, skupienia uwagi na opisywanym przedmiocie, widoku, drugim człowiek, na świecie, jaki da się ogarnąć zmysłami. Zgoda na siebie jakim się jest oznacza także zgodę na życie i świat.

Janusz Drzewucki, Grzebalski: skupienie, “Twórczość” nr 3/1998.

 

Książka Grzebalskiego wydała mi się opowieścią rozbitą na rozdziały. Widać długą i żmudną pracę nad układem wierszy. W tak stworzonym łańcuchu wynikających z siebie tekstów brak, jak się zdaje, słabego, ogniwa. Może takie były, lecz perfekcjonista nie dał im szans. Ta książka opowiada osobistą historię dogadywania się ze światem: z wiersza na wiersz odbywa się, często postrzegane retrospektywnie, wrastanie w rzeczywistość. Bohater pokazany został w dynamicznym rozwoju, a teksty czyta się jak dokumenty kolejnego uskoku, doświadczenia, wstrząsu i ustanowienia czegoś nowego i ważnego w świadomości, wrażliwości, wyobraźni. Od pierwszych, na wpół świadomych kroków lirycznych, od budzenia się w poetyckiej nadświadomości w wątłym dzieciaku na zagraconym podwórku, po ostatnie notaty z dorosłego, pełnego kompromisów, ale i nagłych starć, życia. [...] Codzienność jest w nas gotowa na wszystko, cały czas czeka na jakiś rodzaj literackiego wyolbrzymienia. Grzebalski pokazał, jak ją zawojować, nie gwałcąc, to znaczy nie trywializując i nie brutalizując. I co z tego wynika? Największa gnoza jest zasięgu ręki. Do tej pory sądziłem, że najwyżej gnoza.

Karol Maliszewski, I ty byłeś chłopcem, czytelniku, “Opcje” nr 1/1998.

 

Bez większego ryzyka można mówić o przyjemności obcowania z tą lekturą, wyważeniu
i pełnej logice wypowiedzi, o niesłychanym wprost ładunku lirycznym, a z drugiej strony zauważalne jest odsuwanie się podmiotu od wypełniania sobą przestrzeni tekstu. Ulica Gnostycka jest poezją konkludywną [...] To ważne, bo często w twórczości poetów po ’89 na opisie się kończy. Albo sztucznie dorabia puentę mającą niewiele wspólnego z resztą ciała. Tutaj widać, że opis nie jest pretekstem do wyłuszczenia jakiejś wątłej prawdy, lecz odwrotnie: prawda znajduje poparcie w przedstawieniu. Zachowuje swą tożsamość z przywoływanym obrazem. Nierozerwalną.

Radosław J. Kobierski, Ulica Grzebalska, “Studium” nr 1/1999.

 

Poezja ta pełna jest nieco whitmanowskich obserwacji, nasłuchiwania śpiewów i zgrzytów miasta, jego piór i sezonów [...] Pod spojrzeniem poety zasłona realności pęka niekiedy niczym kartonowa scenografia ukazująca nam swą niepokojącą albo tylko trywialną podszewkę. [...] Przy całej bezspornej indywidualności poetyckiego stylu Mariusza Grzebalskiego bliższy ogląd jego wierszy pozwala na podstawianie hipotezy co do lirycznych pokrewieństw z wyboru. W kręgu tych powinowactw mogą się znaleźć awangardowi mistrzowie obserwacji: Walt Whitman, Józef Czechowicz, a także poeci Nowej fali. Taka asymilacja cech stylistycznych świadczy o rozwoju poetyckiego języka, może być też oznaką kolejnego etapu twórczej ewolucji.

Piotr W. Lorkowski, Widoki z Ulicy gnostyckiej (i okolic), “Topos” nr 3/1998.

 

Język nowych wierszy Mariusza Grzebalskiego jest zarazem i prostszy, i bardziej wyrafinowany niż tych z Negatywu. Wielokrotnie poeta jak gdyby poddawał się naturalnemu rytmowi zdań składających się w formy mniej lub więcej regularne, by w ostatniej chwili wycofać się, zakłócić ów rytm, nadają niektórym sowim tekstom pozór elegii. Głos poety jest spokojny, miarowy, kiedy pokonuje dystans, dzielący tyle arbitralnie, co z jakąś oczywistością wydzielone strofy. [...] Druga książka Mariusza Grzebalskiego spełnia nadzieje, z jakimi zostawiła mnie lektura jego debiutu. Potwierdza też moje intuicje co rodzaju poetyckiej wrażliwości.
I najważniejsze: ma w sobie ten sam powiew gonitwy za ulatującą tajemnicą życia, tajemnicą szczęścia pomimo wszystko zło.

Rafał Rżany, Kłamstwa jesieni, “Kresy” nr 33 [1998].

 

[...] Ulica Gnostycka jest książką o traceniu niewinności i (przede wszystkim) jej odzyskiwaniu, innymi słowy: o tym, iż bycie człowiekiem dorosłym umożliwia świadome i rozważne otwarcie się na tę niewinność, która została nam dana raz na zawsze, jako niezbywalny zaczyn człowieczeństwa.

Adam Wiedemann, Wieje gnozą, “Odra” nr 11/1998.