|
Barbara Mazurkiewcz
Zmienności
I
Pozwólcie, że powiem w kilku słowach o
zbyt zimnym, wilgotnym irlandzkim świecie.
Dotarłam promem, ze spojrzeniem bardzo poważnym
- jak ostatnim w matczyne oczy. Zdawało się,
że trzymanie wyznaczonych zasad, może być doskonałe
w tworzeniu ego. Dobrze, że noszę ciemne okulary
Bóg by powiedział - otrzyj łzy. Ot, odezwała się
złośliwość losu. Alki przekrzykują wszelkie dźwięki.
Tutejsze gwiazdy jak pochodnie rozświetlają nadżarte nabrzeża.
Kraj jakich wiele; pełen dróg i mostów, kamieni z kamienia.
Leworęczni ludzie z którymi przyszło żyć w udziale -
pachną tabaką i naftaliną
Mówi się o solidarności naszego narodu. Jest; na meczu
Polska -Irlandia. Odeszli, ucichły rozpalone gardła, czas
znowu spauzował. Po paru dniach nie jest mi do śmiechu.
Szare niebo wbija się w skronie.
Pada.
II
Nie da się uniknąć myślenia o tobie.
Kształty przylegają do kształtów.
Światła, które nie sposób rozstrzelić.
Zachód po niewłaściwej stronie,
nadciąga cholerny ziąb. Febra tłoczy
wolniej krew, przegryzam wargi
kiedy chcę coś powiedzieć.
Tracę głos, ocean napiera.
Pęcznieją przybrzeżne widma, pachną
deszczem. Wiatr próbuje powyrywać
trawy i moje włosy.
Mogę cię stworzyć z korzeni,
z walijskich wzgórz. Z zapartym
oddechem, bez skinienia ręką.
Wybacz, że będziesz inny.
III
Żołądek skurczył się z powodu braku
snu i wzmożony nałogiem.
Serozielony księżyc znów śledzi
ranną trasę. Przyszłość przepadła
w mijanych jardach. Smutno. Trawy
kładą się do stóp. Ocean zlizuje skały
łatwo, nieodwracalnie. Odeszłam,
gdzie chmury zakwitają zbyt niebiesko -
w niedzielę dwa razy budzi je dzwon.
Patryc ponad zimną ławką z twarzą i
rękoma sztywnymi od świętości.
Katedra przesyła ciemność.
Milczenie.
Barbara Mazurkiewcz
2010-03-11
|